whos.amung.us

niedziela, 15 czerwca 2014

To nie dzieci gwałcą dzieci


Autor: Integrator
 
Odkąd gruchnęła tragiczna wieść o jedenastoletniej dziewczynce zgwałconej przez swych nieletnich kuzynów, chodzi za mną pytanie jak sądzę zasadnicze. Czy po ostatniej dyskusji dotyczącej tego wszystkiego co się dzieje wokół profesora Chazana, ktoś z Was poszedł myślami ciuto dalej czy jak reszta poleciał na naprędce ogłoszony festiwal nienawiści wobec sprawców tej tragedii? A może znów uwikłał się w nic nie wnoszącą do sprawy pyskówkę na temat czy zabić czy urodzić, tudzież czy to jest już dziecko czy nie? Bo jeśli tak, to gratuluję. Daliście się skanalizować dokładnie tak jak oczekiwali tego inżynierowie społeczni, którzy odpowiednio rozrywając takie zdarzenia modelują nasze myśli i poglądy.
 
Ja tknięty przeczuciem zatrzymałem się w porę, nie pisałem i nie komentowałem, a zostawszy w tyle miałem czas i sposobność by spokojnie raz jeszcze przyjrzeć się sprawie. Tym bardziej, że moje zdanie w kwestii aborcji już wyłożyłem i nie będę się nad tym ponownie rozwodził, poza tym to dość dziwne, że te wszystkie akurat absolutnie skrajne przypadki mają miejsce wtedy gdy ze strony ludzi dobrych pojawia się inicjatywa uporządkowania spraw, które w Polsce od lat kuleją. No bo spójrzcie czyż to nie dziwne? Mamy "klauzulę sumienia" i za chwilę kobietę, która idzie z żądaniem aborcji do przecież znanego obrońcy życia, który bez żadnych wątpliwości zachowa się tak jak w takiej sytuacji powinien. A gdy okazuje się, że w sumie to dziecko i tak by zmarło, a więc do tłumów docierają jednak argumenty obrońców życia, że można by je urodzić i z godnością pochować, media znajdują od razu dziecko zdrowe. W dodatku dla podniesienia dramaturgii mama tego dziecka to także dziecko, w dodatku zgwałcone, w dodatku przez kuzynów. No! Obok takiej kombinacji nieszczęść to już na prawdę trudno przejść obojętnie.
 
To co się stało jest rzecz jasna czymś niezmiernie smutnym i to w takim stopniu, że ja w sumie nie wiem co miałbym tu mądrego napisać? Że co, że dzieci rodzą dzieci? To jest dobre na okładkę brukowców a my tu próbujemy jednak wchodzić w zagadnienia choć trochę głębiej, nawet jeśli łatwo nie jest. Mamy skrzywdzoną dziewczynkę, jej dziecko i dwóch 14-letnich chłopców którzy też przecież są dziećmi. No i mamy w tym jeszcze nas samych którzy w głębi serca  dobrze wiemy, że nie te dzieci są winne temu co się stało, że na dobrą sprawę, wszystkie one są tu w większym lub mniejszym stopniu ofiarami. Dlatego jeśli miałbym już tego zagadnienia się podjąć, to usiadłby pomyśleć jak to się stało, że dzieci w wieku w którym my będąc jak chodzi o chłopców bawiliśmy się w Indian, budowaliśmy bazy albo jeździliśmy na rowerowe wycieczki, uwikłały się w czyn mroczny i właściwy ludziom do głębi zepsutym? Niestety już pobieżnie zbadawszy sprawę wychodzi na to, że przyczyn tego stanu rzeczy daleko szukać nie trzeba. Mamy je codziennie przed oczyma tyle, że tak już do tego przywykliśmy, że zwyczajnie tego nie widzimy. Widzą za to dzieci i obserwują znacznie uważniej niż nam się to wydaje.
 
Zazwyczaj jest tak, że ja dowiedziawszy się o czymś co mnie w jakiś sposób intryguje, nie siadam od razu do laptopa, bo na samą myśl, że mógłbym wziąć udział w wyścigu blogerów i "blogerów" pt. kto szybciej wklei co mu ślina na język przyniosła, zwyczajnie tracę ochotę by pisać. Tym bardziej, że ja akurat mam tak, że zanim coś napiszę muszę jednak trochę pomielić w sobie spływające myśli. Trwa to parę godzin czasami parę dni, aż w końcu gdy już mam wrażenie, że wszystko się pod czaszką ułożyło, siadam by przelać to na papier. No więc i tym razem byłem sobie, żyłem, wykonywałem różnorakie czynności dnia codziennego a sprawa tej skrzywdzonej dziewczynki stale siedziała mi w tyle głowy. Gdy jadłem śniadanie, gdy wracałem z pracy, głupio się przyznać ale nawet gdy byłem w kościele na mszy świętej, myśl o tragedii tego dziecka nie dawała mi spokoju. I w pewnej chwili, a akurat przeglądałem nowe wiadomości w portalu Onet.pl, zdałem sobie sprawę gdzie jest sedno sprawy, gdzie jest źródło tej konkretnej tragedii i wszystkich kolejnych które niewątpliwie jeszcze przed nami. 
 
Otóż jak sądzę wielu z nas ma w zwyczaju, rano albo zaraz po przyjeździe do pracy tak na rozgrzewkę zajrzeć sobie do portali informacyjnych, ot tak zwyczajnie by sprawdzić co się dzieje i być na czasie. Jedni wchodzą na interia.pl, inni na wp.pl, jeszcze inni jak ja na onet.pl. We wszystkich przypadkach na górze strony jest ogólny skrót najważniejszych zdaniem redakcji wydarzeń dnia gdzie można przeczytać hasłowo dla przykładu o tym, że Rosja znów coś kombinuje na Ukrainie, że Kamiński nienawidzi Kwaśniewskich albo że Polacy wymyślili właśnie super stanik. Tam jest na prawdę wszystko. No więc wchodzimy na taki portal, lecimy wzrokiem po tematach dnia, jedne czytamy inne mijamy a potem... przewijamy stronę w dół i się zaczyna.

Nie wiem czy wy to widzicie, bo to jest już tak długo z nami, że zwyczajnie do tego przywykliśmy ale te strony wydawało się poważnych wydawców w dużym stopniu nasycone są erotyką. Nie ma dnia, nie ma godziny żeby w co najmniej kilku miejscach takiego portalu nie widniała jakaś półnaga kobieta z odpowiednio dobranym opisem tak, że tylko wejść i sprawdzić jakie to tam się dzieją cuda. Tak wzbudzone w nas zainteresowanie jest jak najbardziej w normie, tzn. w zgodzie z intencją autorów bo te zdjęcia są tylko i po to by jak najdłużej przytrzymać nas na ich stronie. Mają te fotki budzić w nas najbardziej pierwotne instynkty, wobec których przy braku odpowiednio silnej woli jesteśmy w dużym stopniu bezbronni.
 
Znajdą się zaraz tacy, co krzykną chórem, że dla nich to nie problem, że oni wiedzą co robią, a jak mi się nie podoba to jest w Internecie taka masa innych miejsc, i fora ze dwora. I wszystko prawda, tyle że nie o moje czy Wasze doznania chodzi, ja to piszę w trosce o dzieci. Chcecie czy nie, one też te portale odwiedzają, a pisząc "te" nie mam bynajmniej na myśli stron z przysłowiowymi "gołymi babami". Dziecko będące na dalekim etapie zdeprawowania gdy siada do komputera nie bawi się w zbędne pozory, nie wchodzi  na taki Onet niby poczytać a w gruncie rzeczy by szukać "tych" fotek. Ono od razu wchodzi na strony, które w stu procentach zapełnione są treścią ale nie jakąś tam erotyczną a konkretnie pornograficzną. No więc o ile martwi mnie los takich dzieci, to jeszcze bardziej martwi mnie fakt, że to zło które nie zna stanu sytości wciąż czai się na kolejne dziecko. O te dzieci idzie tu moja troska.
 
Wróćmy jeszcze do tych obrazków rozsianych po różnych "onetach". O ile one nas jak sądzę nie zniewalają, to bez wątpienia projektowane są tak by przyciągać uwagę, przez co dla dziecka ciekawego świata są bodźcem nie do odparcia. Docierają do niego na poziomie niemal wszystkich zmysłów rozbudzając je daleko wcześniej niż miałoby to miejsce gdyby owo dziecko mieszkało na jakiejś wyspie gdzie mieszkańcy nie mieliby ani Internetu ani telewizji. Tym czasem, żyjemy gdzie żyjemy, dzieci mają dostęp do tych samych treści co my. Żeby mi ktoś sprawy zbytnio nie uprościł, sprecyzuję, że ja nie zarzucam Onetowi czy Wirtualnej Polsce celowego deprawowania naszych dzieci. Ja tylko wskazuję na zagrożenie jakie kryje się za stronami, które z założenia nie są poświęcone erotyce, a mimo to używają jej elementów celem przyciągnięcia czytelnika. Mogą być bardzo, bardzo niebezpieczne. Właśnie przez tą niebezpośredniość i nieoczywistość. A jak wiemy to nie jest chwyt stosowany przez wydawców tych tylko trzech portali. Efekt jest taki, że gdy my jesteśmy w pracy, nasze dzieci odpalając przeglądarkę z zamiarem poczytania o ciekawostkach chciał nie chciał otrzymują całą garść furtek do tematyki powiedzmy około-erotycznej. Tak pada pierwsza reduta ich czystości - niewinność.
 
Ta gra o ich duszę nie toczy się li tylko w sieci. Ona toczy się każdego dnia w każdej sferze naszego życia, choćby i w przestrzeni reklamowej naszych miast gdzie nagość i podteksty erotyczne to już niemal norma. Minęły trzy lata a ja wciąż mam w pamięci wielki bilbord umieszczony na Ursynowie, który choć reklamował niskie ceny w jakimś markecie to pokazywał od kolan w dół kobietę zdejmującą stringi. Pamiętam to dlatego, że ustawiony był na końcu ulicy, którą szliśmy w procesji Bożego Ciała. Szedł ksiądz z Hostią, szliśmy my w tłumie, no i oczywiście cała chmara dzieci mając przed oczami gigantyczne łydki zaplątane w stringi. Myślicie, że dzieci tego nie widzą, nie zapamiętują? Żeby nie szukać w przeszłości, proszę wybrać się na ul. Marszałkowską w Warszawie. Na witrynie domu handlowego "Wars i Sawa" od kilku miesięcy wisi wielkiej płótno zachęcające do zakupów. Młoda dziewczyna trzyma dłoń na pośladku mężczyzny-manekina a poniżej coś w stylu "tylko grzeczne dziewczynki zostają w domu". Tak, wiem, bez przesady. Tyle, że wy tak mówiąc bezustannie zapominacie, że to wszystko oglądają też dzieci. Albo proszę pomóżcie mi zrozumieć co przyświecało twórcom reklamy zup z torebki, która w swej pierwszej odsłonie pokazywała na bilbordach otwarte, kobiece usta z hasłem:  "Nie miałaś jeszcze tego w ustach". Czy to jest normalne? No powiedzcie czy to jest normlane? Jeśli uważacie że tak, jeśli uważacie, że przesadzam to zróbcie mi tą przysługę i powtórzcie to raz jeszcze ale mając w pamięci tą zgwałconą dziewczynkę. Może wtedy zrozumiecie, że to nie gdzie indziej ale właśnie od takich "błahostek" zaczynają się przyszłe dramaty - one mają swój początek w moralnym bałaganie i w naszym przyzwoleniu na rzeczy które dzieją się w sferze publicznej polskich miast, a które za naszą milczącą zgodą w pierwszej kolejności docierają do dzieci. Wciąż przesadzam? Wczoraj traf chciał, że spóźniłem się na autobus a że na kolejny trzeba było trochę poczekać, czas  ten spędziłem jak to będąc jeszcze dzieckiem miałem w zwyczaju - oglądałem wszystko co dało się wypatrzeć przez wiecznie brudną witrynę osiedlowego kiosku. Oglądałem zabawki, gry, sczytywałem nagłówki gazet, czas mijał. To nie jest dziś już mój świat, ale dla fantazji z sentymentu zacząłem się kręcić przy eleganckim, nowym kiosku. I przyznam, że ilość pornografii jaką w parę chwil obejrzałem starczy mi na naprawdę długo. Uwierzcie mi, poziom wyuzdania jaki tam może dziś znaleźć dziecko to... przepraszam, na prawdę nie umiem dobrać słów. Od tego co tam można obejrzeć mózg w poprzek staje. A to jest przecież przestrzeń publiczna, nieprawdaż? 
 
Nasze dzieci, o czym my zapominamy, poruszają się dziś pośród gęstej pajęczyny niewidocznych sygnałów i bodźców wobec których są całkiem bezsilne i którym niestety ulegają. I nie trzeba psychologa by wiedzieć, że tak przedwcześnie wzbudzone pragnienia bez wątpienia przejmą całkowicie kontrolę nad wolą i życiem tego dziecka. Tak "zainfekowany" mały człowiek zmienia priorytety a jego świat dziecięcej beztroski i niewinności w jednej chwili obraca się w gruz. Takie dziecko nie będzie miało głowy do nauki, nie będzie szukało nowych przyjaźni, będzie łaknęło czegoś czego nie rozumie, nie kontroluje, czegoś co z czasem będzie musiało eksplodować dając początek kolejnej tragedii. Nie mam najmniejszej wątpliwości, że podobną drogę przeszli właśnie ci dwaj chłopcy. Najpierw bombardowani zalewających ich zewsząd seksem, w pewnej chwili zwyczajnie poddali się temu a gdy instynkty wzmocniony ciekawością rzeczy zabronionych wzięły górę nad jeszcze nieumocnionymi hamulcami społecznymi zrobili co zrobili.  A to tylko czubek góry lodowej. Gdy my na przerwach bawiliśmy się w berka i chowanego, gdy graliśmy w kapsle, dziś dzieci u progu gimnazjum pokazują sobie na komórkach najcięższe gatunkowo filmiki porno. Te mniejsze z kolei bojąc się pójść do łazienki w przerwie, by zminimalizować ryzyko, że trafią tam na kogoś kto każe im robić różne złe rzeczy, zwalniają się na siusiu w trakcie lekcji. Nie wierzycie? To pogadajcie ze swymi dziećmi.

Tak, tak Szanowni Państwo, tak to wygląda. To nie dzieci gwałcą dzieci. To my dorośli zabijamy w nich niewinność, wystawiając je na konfrontację z czymś co je bez wątpienia pochłonie.
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz