whos.amung.us

środa, 25 czerwca 2014

O bułeczce za 300 złotych.

Autor: Integrator

Wracam właśnie z bazarku, osiedlowego małego targowiska na którym codziennie, podobnie jak na tysiącu innych podobnych a rozsianych po polskich miastach targach, można przyjść i kupić produkty rolne od tzw. chłopa. Mało tego kupić, można jeszcze pogadać ze sprzedawcą. I niekoniecznie o tym, że z sałatą w tym roku cienko, że cena czereśni raczej już nie spadnie, no i że jak teraz nie kupię truskawek to po powrocie z urlopu już ich nie będzie bo się kończą. Tam można pogadać też na dokładnie wszystkie inne tematy jakie tylko nam przyjadą do głowy lub leżą na sercu. I to jest całkiem zrozumiałe bo sprzedający swoje produkty rolnicy stoją tam cały dzień pilnując interesu więc zwyczajnie z nudów otwarci są na każdą propozycję pogadania w dodatku w takim stopniu, że wystarczy zagadnąć ich choć jednym zdaniem a potem już tylko stać i patrzeć jak dołączają się pozostali, tak sprzedawcy jak i kupujący.
 
A że ja byłem właśnie po transmisji z sejmu gdzie Tusk policzywszy wcześniej przysłowiowe szable, złożył wniosek o głosowanie nad wotum zaufania dla grupy gangsterów którym przewodzi i których nazywa rządem, nie miałem innego tematu w głowie jak ten właśnie. I z nim to właśnie między ważeniem ziemniaków a ogórków tam wypaliłem. Nie wiem czy oni mają w swoich kanciapach jakieś radia, albo te chińskie mini telewizorki, ale proszę sobie wyobrazić, że wszyscy byli na bieżąco i wiedzieli dokładnie wszystko to co i ja - człowiek który odszedł niedawno od telewizora. 
 
Nie będę tu relacjonował wszystkiego o czym w tak naprędce zebranej grupce gadaliśmy, bo wątków było dużo choć wszystkie rzecz jasna w temacie podsłuchowym. Muszę za to opowiedzieć Wam coś co z wielkim zapałem, gestykulując obficie rękoma, opowiedział mi jeden ze sprzedawców, a prawdziwość której to relacji potwierdzała jego żona nieustannie kiwając z przejęciem głową i co chwila dodając swoje "tak, tak", albo "uwierzy pan?".
 
Otóż miało dziś miejsce na tym bazarku mniej więcej takie zdarzenie. Około godziny 17tej podszedł do tych państwa jakiś człowiek, który na pierwszy rzut sprawiał wrażenie kogoś całkiem zwykłego. Ot klient jak ich wielu. Zapytał czy jeszcze otwarte a dowiedziawszy się że tak, poprosił o jedną pomarańczę. Słownie jedną. Szkoda, że nie widzieliście miny tego człowieka który mi to opowiadał. No ale trudno, musicie sobie to zdumienie pomieszane ze zniechęceniem i odrobiną rozdrażniania wyobrazić. Klient nasz pan nawet jak przysłowiową d... zawraca tak małym zakupem więc sprzedawca chciał nie chciał podał mu tą pomarańczę, powiedział złoty dwadzieścia pięć, a dla nierozbijania się o grosze zaokrąglił mu do złoty dwadzieścia. Przepraszam za te szczegóły ale oni mi to dokładnie tak opowiadał. Klient wziął pomarańczę, zapłacił te złoty dwadzieścia po czym.... wyciągnął legitymację mówiąc, że jest z kontroli skarbowej. Ale to nie koniec opowieści. Tak oszołomionych a zarazem szczęśliwych sprzedawców płodów rolnych z faktu, że wręczyli mu wraz z tą pomarańczą paragon, kontroler zostawił w spokoju i podszedł do butiku naprzeciw w którym sprzedaje się bułki. Z relacji piekarza którą ten później ku przerażeniu innych sprzedawców złożył, kontroler poprosił go o sprzedanie mu jednej bułki. Słownie jednej. Piekarz miał już wszystko popakowane, kasę podliczoną i zamkniętą ale że tamten ładnie po raz drugi poprosił, dał mu tą bułeczkę a otrzymane 50 groszy wsadził do kieszeni. I dalej poszło jak u opisanej pary rolników z tą różnicą, że po wyciągnięciu legitymacji kontroler wystawił piekarzowi dodatkowo mandat w wysokości 300 złotych.
 
Bloger Toyah pisał tu niedawno w tekście "Jest gorzej: Oni nie są głupi. To są psychopaci." o pewnym klipie za który zapłaciło ministerstwo, a który pokazuje historię biednego, zdezelowanego autobusika, który nienawidzony przez nowoczesne autobusy a przez dzieci witany płaczem i przerażeniem postanawia popełnić samobójstwo i udaje się w tym celu na złomowisko, na miejsce kasacji czyli swojej egzekucji. Tuż przed wjazdem do prasowalni czuły na piękno przyrody autobusik widząc motylka, który wyłącza maszynę i chce go odwieść od tak strasznego planu, rezygnuje z zamiaru popełnienia samobójstwa i próbuje zeskoczyć z prowadzącej go na śmierć taśmy. I gdy wszystkim nam wydaje się, że wszystko się jednak dobrze skończy, że autobusik uniknie śmierci ni stąd ni zowąd pojawia się jakaś kobieta, która wciska ponownie guzik w maszynie a ta robi z autobusika miazgę. A wszystko, by nie daj Boże nikt nie pobłądził, okraszone końcowym napisem - "Nie miej litości!". Toyah pisze, że to już nie głupota, że to psychopatyzm. Ja po obejrzeniu tego filmu nie mam wątpliwości, że tak dokładnie jest, mało tego to jest psychopatyzm w najczystszej postaci. Filmik bowiem budowany jest w oparciu o dokładnie te schematy jakie przyjmowali autorzy bajek na których myśmy się wszyscy wychowaliśmy. Pierwszym z brzegu przykładem niech będzie Kopciuszek albo Brzydkie Kaczątko. A więc mamy kogoś skrzywdzonego przez los, kogoś komu jest bardzo źle i z kim na zasadzie zwykłej ludzkiej (i niekoniecznie ludzkiej) solidarności i współczucia utożsamiamy się i gorąco pragniemy by mu się jakoś ten los odmienił. Tak jest w obu tych bajkach i w całej masie innych tylko nie w bajce Tuska. Tu tylko zaczyna się po dawnemu, a gdy już przywiążemy się emocjonalnie do autobusika i gdy mu współczując zastanawiamy się zgodnie z wyuczoną konwencją co też takiego nadzwyczajnego się zaraz stanie, że mu się to życie odmieni na lepsze mamy nagle wielkie sruuuu i po busiku. Tak po prostu. Nie przybiegają dzieci by autobusik z którego tyle lat korzystały w geście wdzięczności pomalować i odprowadzić do muzeum. Nie przychodzi też dobry kolekcjoner by autobusik odrestaurować. Jest tylko ta zimna kobieta, guzik "ON", a potem biały tekst na czarnym tle "Nie miej litości!"
 
Wczoraj w Faktach pokazywali ten filmik i poza dziećmi, które bardzo szkodowały tego busika pokazano jeszcze faceta, twórcę serialu animowanego "Włatcy Móch", który stwierdził, że on by to zrobił inaczej. On by pozwolił by w tym zdezelowanym autobusiku dzieci zajęły wszystkie miejsca po czym pokazałby jak on z tymi dziećmi wpada w przepaść i dopiero wtedy jest ta końcowa miazga jak w oryginale. A więc bez wątpienia to jest psychopatyzm w dodatku bardziej niebezpieczny niż jazda starym busikiem, bo psychopatyzm który uderza w schematy na których myśmy się wszyscy wychowali a które dziś w dorosłym życiu nie pozwalają nam przejść obok potrzebującego pomocy człowieka całkiem obojętnie. To jest coś tak absolutnie minimalnego jeśli w ogóle mamy mówić o człowieczeństwie, że gdy widzę jak się w te schematy uderza zwyczajnie brakuje mi słów. Ale też od razu wraca z przeszłości dobry przykład zmian społecznych, które przecież muszą być następstwem łamania w nas tak bardzo potrzebnych społecznie zachowań których uczymy się już właśnie w bajkach. Otóż rok, a może dwa lata temu, nie jestem pewien tak szybko nam ten czas ucieka, ZTM w Warszawie zrobił akcję pod tytułem "Obywatelu powstań" i jak się można domyśleć wzywano w ten sposób Warszawiaków korzystających z komunikacji miejskiej by ustępowali miejsca starszym ludziom, tudzież kobietom w ciąży czy ludziom z gipsem na nodze. Wynik akcji zaskoczył nie tylko ZTM. Na forach ich internetowej strony zrobiło się wielkie poruszanie a głównie młodzi ludzie zbiorowo wyrażali swoje oburzenie dla takiej akcji twierdząc, że płacą za bilet to im się miejsce należy i że jak staruchów bolą nogi to niech nie łażą po mieście tylko siedzą w domach. Dosłownie takie argumenty tam padały.
 
No i teraz wracając do naszego piekarza ja mam bardzo istotnie pytanie. Czy to co go spotkało to w obliczu afery podsłuchowej efekt tego, że państwo nie potrafi ścigać tych co kradną miliony więc ściga tych co mu ukradli choćby ten drobny podatek od 50 groszy jakie kosztowała ta bułeczka? Czy też może ten piekarz musiał zapłacić karę przede wszystkim za to, że on tą bułeczkę dał temu człowiekowi bo on go grzecznie prosił? Może ten piekarz dostał ten mandat właśnie dlatego, że choć wczoraj oglądał filmik o busiku to nie dostosował się i wbrew rządowemu zaleceniu "Nie miej litości!", zamiast powiedzieć człowiekowi żeby spadał głodnym, zlitował się i dał mu tą bułeczkę?
 
Dumałem nad tym usilnie i wiecie co wymyśliłem? Ano tyle, że jedno nie wyklucza drugiego. W końcu oni muszą niszczyć więzi społeczne, stale nas skłócać i wzajemnie na siebie napuszczać, byśmy zajęci sobą nie patrzyli im na ręce. I aby mogli spokojnie grabić do reszty to co jeszcze cudem ocalało.



No i na koniec tradycyjnie wszystkich chętnych do współtworzenia Tygodnika Solidarni zapraszamy do kontaktu na tygodniksolidarni@gmail.com
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz