whos.amung.us

poniedziałek, 2 czerwca 2014

O 10 Żydach i dwóch plasterkach kiełbasy

Autor: Toyah
 
W odpowiedzi na pojawiający się tu i ówdzie w reżimowych mediach propagandowe grillowanie licealistki z Gorzowa Wielkopolskiego Marysi Sokołowskiej, gdzie to zarzuca się jej typowo polski antysemityzm, głos wreszcie zabrali sami zainteresowani, czyli Żydzi, akurat skupieni w znanym nam z Salonu24 projekcie pod nazwą Forum Żydów Polskich. Ja sam, wiedząc doskonale, że zarówno w Polsce, jak i na świecie, organizacji przedstawiających się, jako reprezentujące interesy Żydów, jest mniej więcej tyle samo, co samych Żydów, a każda z nich jest skłócona z kolejną w takim stopniu, że można podejrzewać, że świat nie zna antysemityzmu o takim natężeniu, jakie panuje wśród samych Żydów, miałem ochotę na ten tekst machnąć ręką, ale zwyciężyła we mnie naturalna ciekawość świata, choćby tak fikcyjnego, jak się to dzieje w przypadku owego Forum, no i sprawą się zainteresowałem.
To czego się dowiedziałem z lektury samego oświadczenia Żydów skupionych w Forum, oraz z komentarzy Żydów wprawdzie nigdzie niezrzeszonych, ale za to równie poruszonych opinią wyrażoną przez jedno polskie dziecko, niestety nie wykracza poza standard, do którego zdążyłem się przyzwyczaić przez całe moje długie życie. Dowiadujemy się bowiem po raz już tysięczny, że Żydzi, podobnie jak wszystkie inne narody na świecie, tworzą piękną różnorodność i jeśli ich obejmuje jakikolwiek stereotyp, to tylko ten, że ich, w odróżnieniu od całej reszty świata, nie wolno nie lubić. No bo popatrzmy na mnie. Poza – jak się można domyślić – Żydami, ja mam dziesiątki różnych powodów, żeby mieć jakieś tam pretensje do (wymieniam ich, aby nikt się nie poczuł ani pokrzywdzony, ani wyforowany, w kolejności alfabetycznej) Amerykanów (tu zresztą chyba należę do ogromnej większości wykształconej części międzynarodowej społeczności), Arabów, Austriaków, Cyganów, Francuzów, Kaszubów, Niemców, Rosjan, mieszkańców Sopotu, Ślązaków, i Ukraińców. I teraz, jeśli ktoś mnie spyta, czy uważam, że Arabów trzeba tępić, odpowiem mniej więcej tak, jak na podobne pytanie odpowiedziała Marysia Sokołowska:
Arabów nie wolno 'tępić', przecież to ludzie, jak wszyscy inni. Nie wolno być germanofobem. Większość ludzi starszych, ma w sobie niechęć do Arabów, ale to nic złego. To naturalna rzecz w człowieku, że kogoś darzy sympatią, a kogoś innego wręcz odwrotnie. Ale to nie jest żadne ich obrażanie, czy nasza arabofobia. Prawdą przecież jest, że Arabowie u Polaków zapracowali sobie porządnie na taką opinię, ale trzeba im wybaczyć, jak na chrześcijan przystało. W żadnym wypadku, jak już wspomniałem wcześniej, nie można Arabów szykanować, obrażać”.
No dobra, niech będzie, że ja od Marysi Sokołowskiej byłbym bardziej jednoznaczny i gruboskórny, zwłaszcza gdyby tam zamiast tych Arabów wstawić Niemców, czy Rosjan, ale gdybym miał się pod tym co wyżej podpisać, to bym to zrobił z czystym sumieniem.
Ktoś mnie pewnie teraz zapyta, co ja bym powiedział, gdyby na te moją wypowiedź odezwało się Polskie Forum Muzułmańskie plus jakaś grupa Arabów niezrzeszonych, a na doczepkę jeszcze pokaźna gromadka oburzonych polskich arabofilów, z blogerem Xipon Jan Itor jako jednoosobową instytucją, i by mi powiedzieli, że moja opinia jest skandaliczna, że mam Arabów natychmiast przeprosić i się zamknąć. Otóż ja bym na to powiedział, żeby oni się ode mnie odpieprzyli, bo jeszcze chwila, a powiem im coś takiego, że dopiero wtedy zobaczą, czym jest prawdziwa arabofobia.
No ale złóżmy, że nikt by się na nikogo nie obrażał, natomiast członkowie Towarzystwa Przyjaźni Polsko-Arabskiej chcieliby ze mną podyskutować na temat arabskiej wrażliwości, gościnności, serdeczności i w ogóle szacunku dla człowieka. Załóżmy, że któryś z nich zapytałby mnie, jak ja bym się poczuł, gdyby ktoś wygłosił powyższą tyradę, tyle że dotycząca już nie Arabów, tylko wieśniaków z Podlasia i ich potomków? Czy mi by nie było przykro, gdyby ktoś o mnie i moich rodzicach powiedział, że my ludzie z nas Buga jesteśmy źli, gnuśni i głupi, a w dodatku dla nas zabić kogoś wyrwaną z płota sztachetą to tyle co splunąć? Otóż nie. Ja bym nawet na taką informację nie mrugnął okiem. Nawet bym brwi nie uniósł. Powiem więcej: ja bym nawet nie miał ochoty, by się tu angażować w jakikolwiek spór. Dlaczego? Bo ja wiem, że każdy odpowiada za siebie i nikt nie ma obowiązku reprezentować kogokolwiek poza samym sobą, a jeśli obowiązuje go patriotyzm, to też taki, który się sprowadza do odpowiedzialności osobistej, a nie do bicia się w cudze piersi.
Z Żydami, z którymi z powodów, które sam oczywiście znam bardzo dobrze, których nie szanuję i które uważam za wyjątkowo fałszywe, jest zupełnie inaczej, i to stąd właśnie wziął się medialny atak na Marysię Sokołowską. Z Żydami jest, powiedziałbym, trochę, jak ze znanymi mi aż nazbyt dobrze Ślązakami. Jestem pewien, że gdyby Marysię Sokołowską ktoś spytał, czy należy tępić Francuzów, albo Irlandczyków, a ona z jakiegoś powodu powiedziałaby, że, choć oni sobie na złą opinię jak najbardziej zasłużyli, to trzeba ich kochać, nikt by na nią nawet palcem nie kiwnął. Natomiast nie ulega dla mnie najmniejszej wątpliwości, że gdyby na miejscu Francuzów pojawili się Ślązacy, to mielibyśmy dziś – przynajmniej tu na blogach – prawdziwe trzęsienie ziemi. I ja oczywiście zdaję sobie sprawę z proporcji. Ja wiem, że kwestia żydowska, w odróżnieniu od kwestii śląskiej jest rozgrywana głównie politycznie, a sami Żydzi – w odróżnieniu od Ślązaków – to, co mówi o nich jakieś dziecko z Gorzowa, mają najczęściej głęboko w nosie, tu jednak akurat mam na myśli prawdziwych patriotów – z jednej i z drugiej strony. Jeśli chodzi o Żydów, to dajmy na to, naszą koleżankę Kaśkę, czyli Pyzola z Kanady. Ona akurat robi wrażenie, jakby refleksje owego dziecka z Gorzowa stanowiły dla niej szok porównywalny z wyborczym fałszerstwem sprzed tygodnia.
Ja wiem, że Pyzol to Żydówka, w dodatku Żydówka bardzo ze swoim żydostwem duchowo zasymilowana, i ona pewnych historii słuchać nie lubi, ale chciałbym jej opowiedzieć coś, co, jak na ironię przeczytałem przed laty jeszcze w „Gazecie Wyborczej”, a konkretnie w rozmowie, jaką oni – Żydzi jak najbardziej – przeprowadzili z Gustawem Herlingiem Grudzińskim, również z Żydem z krwi, kości i chyba też talentu. Otóż opowiedział nam gojom Herling, jak to podczas II Wojny Światowej grupa bardzo wysoko postawionych amerykańskich, czy może szwajcarskich Żydów, przez ambasadę niemiecką w Szwajcarii właśnie, zwróciła się do władz niemieckich z prośbą, podpartą oczywiście odpowiednim argumentem finansowym, o zwolnienie z Auschwitz 10 Żydów, na których komuś tam bardzo zależało. Argument był na tyle dźwięczny, że Niemcy nie dość, że natychmiast tych 10 Żydów zwolnili, to jeszcze – w ramach polityki dobrych usług – jak to sam określił Herling, „jak dobry rzeźnik dodający lepszemu klientowi dwa dodatkowe plasterki kiełbasy”, dorzucili do tej dziesiątki dwie jeszcze, tym razem już zupełnie przypadkowe, żydowskie dusze. I proszę sobie wyobrazić, że owo amerykańscy (czy szwajcarscy) Żydzi, którzy zgłosili się ze sprawą do niemieckiego ambasadora, bez mrugnięcia okiem powiedzieli, żeby Niemcy sobie tych dwóch zabrali z powrotem i zrobili z nimi, co uważają za stosowne, bo oni nie są przedmiotem geszeftu.
Pamiętam rozmowę z Herlingiem bardzo dobrze do dziś, a z niej równie dobrze moment, kiedy on mówi nam, że on nie ma nic przeciwko temu, byśmy tę historię traktowali nie jak lekką anegdotę, ale jak informację.
Nie wiem, czemu Herling-Grudziński uznał za stosowne to coś opowiedzieć, i dlaczego tak mu zależało, żebyśmy jego słowa uznali za ważne przy formułowaniu ocen na przyszłość. Domyślam się, że, choć sam pewnie jakimś wściekłym antysemita nie był, to niewykluczone, że antysemityzm rozumiał inaczej, niż inni Żydzi, skupieni akurat w innym niż on Forum. Inna sprawa, że mnie to nawet za bardzo nie interesuje, bo ja – nawet nie ze swojego doświadczenia, bo ono jest żadne, ale z pewnych naturalnych przemyśleń – mam wrażenie, że ja to co opowiedział Grudziński wiedziałem i bez niego. Skąd? Nie umiem powiedzieć. Jakoś to wiedziałem. Pewnie trochę tak, jak wiedziała to Marysia Sokołowska, licealistka z Gorzowa Wielkopolskiego, mimo że znacznie od nas wszystkich młodsza, wyposażona w coś absolutnie bezcennego. W umiejętność patrzenia mianowicie i wyciągania wniosków. Jeśli to komuś się nie podoba, to, przepraszam bardzo, ale to już naprawdę nie mój problem. A jeśli moja koleżanka Pyzol powie mi teraz, że ja niczego nie rozumiem, to ja już jej tylko mogę odpowiedzieć: „I get by. Like you”. A ona to z pewnością zrozumie. W końcu Żydzi, jak mi mówili u mnie na Podlasiu, są językowo wyjątkowo uzdolnieni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz