whos.amung.us

niedziela, 18 maja 2014

Tusku musisz!... oddać nam państwo

Autor: Integrator

Spotkania to dobra sprawa. Rodzinne, towarzyskie nawet te biznesowe, wszystkie są świetną okazją by dowiedzieć się czegoś ponadto co jesteśmy w stanie sami przeżyć i zaobserwować. Niby można jeszcze włączyć ten nieszczęsny telewizor, ale wiadomo, że nic nie zastąpi rozmowy z drugim człowiekiem, nierzadko relacjonującego swe przeżycia w gęstych oparach emocji, a jakże. I dziś w ramach podsumowania ostatnich spotkań i prowadzonych w trakcie nich dyskusji pozwólcie, że zaprezentuję Wam obraz naszego państwa jaki naszkicowali mi w swych opowieściach znajomi ale i ludzie których pierwszy raz widziałem na oczy. 
 
Zacznę od historii dziewczyny, która od kilku lat pracuje jako magister farmacji w aptece. Praca niby zwyczajna bo przy okienku, ale jednocześnie odpowiedzialna bo wszyscy wiemy jak lekarzom idzie wypisywanie recept i że kończy się to tym, że farmaceuta musi to bazgranie rozszyfrować. Poza tym wiele osób pomija lekarzy i jeśli nie musi to od razu wali do farmaceuty bo w cenie leku dostaje darmową poradę co, ile i jak często brać by nie bolało. No więc ta pani magister z jednej strony wydaje leki ludziom którzy przychodzą je kupować, z drugiej zajmuje się tym wszystkim czego my nie widzimy a co też trzeba zrobić żeby apteka funkcjonowała a więc przyjmuje towar, rozlicza faktury, archiwizuje recepty, dokumenty i takie tam. I właśnie ta dziewczyna opowiedziała mi, że jest to już jej piąta czy szósta apteka w której pracuje odkąd dwa lata temu ukończyła studia, i podobnie jak w poprzednich tak i w tej właściciel traktuje miejsce w którym ona pracuje jako przykrywkę do kręcenia lodów. Mówiąc to nie miała na myśli jakiś drobnych nadużyć, bardziej coś w rodzaju układu który trzyma parasol ochronny nad tym wszystkim co się na zapleczu tej i każdej poprzedniej apteki działo i jak zrozumiałem dalej dzieje. Starałem się zgłębić temat na tyle na ile okoliczności w których się o tym dowiedziałem pozwalały - to było w końcu spotkanie towarzyskie a nie panel dyskusyjny a i ja byłem dla tej osoby kimś całkiem nieznajomymi. Niemniej na tyle co zrozumiałem to jednym z całego wachlarza trików stosowanych przez właścicieli aptek jest masowa odsprzedaż leków. Jak mi wyjaśniła, apteka nie może kupować leków hurtowo by je dale odsprzedawać też hurtowo z odpowiednim zyskiem, bo od tego jest hurtownia a mimo to wiele aptek tak robi a jedyny ślad jaki po tej operacji zostaje to faktury na znaczne kwoty bo fizycznie "takie" leki nigdy do apteki nie trafiają. Inny sposób "cięcia" NFZ na dużą kasę to wystawianie lewych recept. To pomysł innego właściciela apteki który dogadał się z lekarzem w temacie leków refundowanych a więc takich, które kosztują na przykład tysiąc złotych z czego pacjent płaci tylko część ceny, resztę zwraca aptece budżet państwa. Nie wchodząc w szczegóły cały myk polega na tym, że lekarz wypisuje receptę na lek refundowany na starszą osobę ale tak, że ona o tym nie wie. Gdy nazbiera plik takich recept, niesie to wszystko do kolegi aptekarza który wystawia na to paragony, i po temacie. Powstaje nowa rzeczywistość w której lek wydano, choć w ogóle go nie było na półce za to aptekarz, może zgłosić do NFZ czy tam ministerstwa - jeden czort, sprzedaż tego leku i otrzymuje zwrot znacznej części ceny tego leku. Tak się produkuje czysty zysk dla aptekarza no i tego lekarza co to mu te recepty pisze. Trudno mi uwierzyć, że się takie akcje odstawia w biały dzień bo w filmach o gangsterach to się robi ciemną nocą i najlepiej pod mostem. Zapytałem więc czy to się da jakoś wykryć i czy tam w tych aptekach są w ogóle jakieś kontrole na co dostałem odpowiedź, że są i że NFZ jak najbardziej wszystkie te apteki sprawdzał ale nic nie znalazł. I to jest na prawdę ciekawa spraw bo jak się od razu dowiedziałem, apteka ma obowiązek archiwizować recepty i mieć na nie pokrycie w tym co jest w komputerze. No więc trzeba bardzo dużo "dobrej" woli by nie sprawdzić wyrywkowo choćby tych "cennych" recept a potem nie zauważyć, że nie ma dla nich pokrycia w systemie. Żeby nie było, że ja tak na wszystko tylko w ciemnych okularach patrzę, odetchnąłem z ulgą gdy pani magister na koniec oznajmiła, że w tym przypadku akurat trwa postępowanie prokuratorskie. Tyle, że zaraz dodała, że recepty wypisywane były na osoby starsze, i je wszystkie trzeba teraz przesłuchać na okoliczność czy faktycznie brały te leki czy nie? A jak wiadomo z racji sędziwego wieku nie wszyscy dobrze się orientują co biorą, albo dla odmiany aż nadto się orientują w sytuacji i by nie zrazić do siebie lekarza mają nagły zaniki pamięci. Jak to się skończy z góry dobrze wiemy.Swoją drogą ja o tych aptekach napiszę w oddzielnym poście bo to co tam się odstawia to naprawdę niezła szopka.
Tym czasem bez zbędnych komentarzy, mamy skrawek obrazu jak działa NFZ i te jego kontrole.
 
Przy innej okazji moja znajoma "poskarżyła" mi się, że od trzech lat pracodawca nie płaci jej składek zusowskich. I ona nie jest jedyną osobą która mi o tym powiedziała, podobny problem ma inna znajoma, która dowiedziała się nieuczciwości swego pracodawcy przy okazji zleconych jej przez lekarza badań. Pani w rejestracji powiedział jej że tych składek nie ma na jej koncie, ale zaraz też kazała jej przynieść zaświadczenie od pracodawcy, że ten płaci składki i wtedy ją zapisze gdzie tylko zechce. Jak się łatwo domyśleć, na taką zachętę  do poświadczenia nieprawdy wysłaną ze strony szpitala pracodawca odpowiedział pozytywnie i ochoczo i choć do dziś nie uregulował składek, regularnie pisze pracownikom te potwierdzenia ilekroć któryś chce iść się badać. Dodać trzeba, że ta moja znajoma nie omieszkała zajrzeć do ZUS-u ale tam jej powiedzieli żeby się nie odczepiła, bo oni nie są od kontrolowania przedsiębiorców, i że każdy ma dziesięć lat na uregulowanie zaległości. A najciekawsze, że ona wyszła z tego ZUS-u wciąż nic nie wiedząc o swoich składkach bo ją spławiono gadką o ochronie danych osobowych pracodawcy. Serio, ona mi to dwukrotnie powtórzyła o tej ochronie danych tak była tym .... poruszona.
Zatem mamy dziurawego eWUŚ-ia, i jakże tajemniczy ZUS który nie wie kto mu płaci a kto nie. Fajnie nie? No to jedźmy dalej tymi drogami którymi Tuskobus z pewnością nie jeździ.
 
Mój kolega ma dom. Przez jego działkę biegnie ciepłociąg należący do elektrociepłowni. Niekonserwowany przez całe długie lata skorodował, zalewając piwnicę domu wrzątkiem. Zakład energetyczny nie tylko umył ręce w kwestii odszkodowania to jeszcze odłączył dom od dostaw ciepła zrywając tak wiążącą strony umowę, w dodatku tuż przed okresem grzewczym. Teraz będzie poezja. Paweł, bo tak ma na imię ten mój znajomy, choć miał ochotę wszystkich wystrzelać zaufał opiekuńczej roli partii i zwrócił się o pomoc do jej instytucji, pamiętny słów premiera o ciepłej wodzie w kranie. Napisał do Urzędu Regulacji Energetyki który stać ma na straży zapisów Prawa Energetycznego w szczególności chronić przed odłączaniem kogokolwiek od mediów. Napisał też do Powiatowego Inspektora Nadzoru bo zakład energetyczny robił w tym czasie przebudowę ciepłociągu i odcinając go od dostaw ciepła złamał warunek od spełnienia którego uzależniano wydanie pozwolenia na budowę. Na koniec zwrócił się do Urzędu Miasta z wnioskiem o wydanie dokumentacji rzeczonej przebudowy. No i do Rzecznika Praw Obywatelskich ot tak, wiecie, dla zasady. Jak mu w tej biedzie państwo pomogło? Urząd Regulacji Energetyki odmówił wydania nakazu przywrócenia dostaw ciepła i wysłał go do sądu powszechnego by ten zbadał czy odłączenie było zasadne. Paweł nie dał się zbić z tropu, zaskarżył Prezesa URE do Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumenta który nakazał PURE rozstrzygnąć sprawę we własnym zakresie. Chcą nie chcąc Prezes URE uznał odłączenie ciepła za nieuzasadnione, acz nakazu przywrócenia dostaw ciepła Paweł się nie doczekał, choć wspomniana ustawa wprost to w takich sytuacjach nakazuje. W tym samym czasie, odezwał się nadzór budowlany, że u nich w papierach wszystko gra, a potem pisał mu to samo inspektor wojewódzki i krajowy  bo Paweł skarżył bezczynność powiatowego co raz wyżej. A każdy kolejny cytował powiatowego, a  żaden nie dźwignął tyłka z fotela choć Paweł kilkakrotnie wnioskował o wizję lokalną.  W końcu ją wykonano ale Paweł udziału w niej nie wziął bo o dacie jej wykonania dowiedział się listownie trzy dni po terminie. Sprawę zamknięto, a powiatowy czytając w pismach od Pawła że odcięcie dostaw ciepła źle wpływa na budynek, pouczył go że jako właściciel ma obowiązek otrzymać go w stanie technicznym bez zastrzeżeń. Nieźle mu za to poszło w magistracie. I choć z razu nie chciano mu nic pokazać i znów do sądu odsyłano by otrzymał status strony, powołanie się na kilka paragrafów pomogło. I tylko Rzecznik się mile wyłamał, dzielnie od początku stawał po Pawła stronie... śląc z rocznym opóźnieniem pytania do wszystkich jak im w sporze idzie?
A wszystko to - wciąż nie może się z tym Paweł pogodzić - nie w Pierdkowie Zagórny a w stolicy! W stolicy a nie ma gazociagu, więc kupuje butle. Nie ma ciepłej wody, więc podgrzewa piecem. Piecem też grzeje dom. Nie ma kanalizacji więc ma szambo. W Warszawie, przy jednej z głównych ulic jego dzielnicy. Teraz ma wszystko ale nie od państwa, którego nie ma. A ja mu tylko czasem dla żartu cytuję z "Misia" - "nie bój, nie bój, zabiorą ci".

Z innej beczki, ale uwaga będzie groźnie. Mój znajomy jechał z rodziną samochodem. Jechał drogą wśród pól, za wolno albo niemrawo fakt, że jego styl nie spodobał się jącym za nim małolatom. Więc zajechali mu drogę, wyskoczyli na drogę gotowi na krótki sparing. Do rękoczynów nie doszło, skończyło się na popychankach ale znajomy zawiadomił policję, podał numer auta i wszystkich złapano. Wezwano go na przesłuchanie do komisariatu, na pokazanie zza lustra weneckiego a gdy już wszystkich poprawnie wskazał wprowadzono ich do pokoju w którym przebywał. I żeby było jeszcze ciekawiej, gdy już wszyscy podpisali co im kazano, policjant wyprowadził poszkodowanego i jego nowych "znajomych" przed drzwi wyjściowe i pożegnawszy tak ich zostawił. Na tym pożegnaniu sprawa się skończyła bo chłopaczkom po wizycie w komisariacie przeszła ochota na kolejną rundę, acz gdy parę tygodni później na oczach tego kolegi ograbiono czyjś garaż, ten zamiast dzwonić na policję wrócił od okna kończyć kolację by potem zająć się swoim sprawami.  Czyż nieskutecznie wyedukowali go funkcjonariusze w temacie zachowań prospołecznych?
 
Wciąż Wam mało? To na koniec jeszcze kuchenne spostrzeżenie. Oglądam czasami Gesslerową w takim programie w którym ona wchodzi do knajpy, próbuje tamtejszych potraw, zazwyczaj krzywi się z odrazą i idzie zastrzelić kucharza a na drugi dzień wraca i przystępuje do ustawiania wszystkiego tak by do tej knajpy nie przychodził tylko kot z kulawą nogą. Nie będę wchodził w dyskusje czy to jest ok, że ona tak się tam rządzi i czy robi to grzecznie czy nie? Chcą to mają, nikt ich tam pod pistoletem nie trzyma. Mnie w trakcie tego programu zawsze dręczy inna myśl. Czy widzicie od czego ona zwykle zaczyna te swoje kuchenne rewolucje? Od czyszczenia bajzlu który tam panuje. Od wywalania przeterminowanych produktów, od czyszczenia przepalonych pieców, od sprzątania resztek jedzenia walających się po kątach i zmywania oleju spływającego po ścianach. I wtedy znów ciśnie mi się pytanie gdzie jest w tym wszystkim sanepid? Gdzie jest państwo?
 
Mam takich sytuacji po powtórzenia Wam jeszcze wiele choć czuję przez skórkę, że i Wy moglibyście niejedno opowiedzieć. Póki co chcę wiedzieć jedno - gdzie jest moje państwo? Nasze państwo? Bo przecież państwo to nie tylko fotoradary i ta drogówka czająca się z "suszarką" w krzakach? Przecież też nie tylko komornik, albo syndyk, nie wezwania z urzędów podatkowych i nie straż miejska dybiąca na staruszkę sprzedającą w bramie śliwki? Przecież musi być coś więcej. Pytam więc panie premierze gdzie jest cała reszta?!

Koniec.

Zaraz, chwila. Zapomniałbym, a przecież i ja wnioski z cudzych błędów wyciągam. Gdyby ktoś chciał wiedzieć, dotrzeć do tych co mi te brudne sprawki opowiadali, ja od razu głośno mówię - nic nie wiem, ja chory jestem, w ogóle to wtedy piłem i nie wiem czy czegoś nie pomyliłem. Wiecie, rozumiecie? O!

Serdecznie zapraszam wszystkich do współtworzenia Tygodnika Solidarni. I do kontaktu na email: tygodniksolidarni@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz