whos.amung.us

środa, 21 maja 2014

Ta "żaba" ci nie pomoże

Autor: Integrator

Co tu dużo mówić, żyje się w naszym kraju ciężko. A gdy spotka się przypadkiem znajomego który właśnie przyjechał na chwilę obejrzeć stare kąty i powspominać, a przy tym opowiedzieć nam jak mu się gdzieś tam w świecie fajnie ułożyło, to choć człowiek dobrze życzy człowiekowi, jakoś tak się przykro robi. I jakoś się ciężej żyje.  
 
I nie wiedzieć czemu akurat w takich chwilach, wracają do nas zasłyszane, nierzadko bardzo dziwne historie. Być może to sprawka wbudowanego w nas systemu samoobrony który ma nas chronić przed totalnym udupianiem samych siebie z byle powodu? Nie wiem, ale z pewnością każdy doświadczył takiej sytuacji w przeszłości nie raz a ja doświadczyłem tego akurat dziś. Przypomniała mi się historia, która jak ulał pasuje do opisu relacji państwo-obywatel gdzie państwem bez wątpienia jest żaba. Ta historia po dzisiejszych wieczornych rozmowach przy piwie wróciła do mnie jak bumerang i chcę się dziś nią z Wami podzielić. Mnie ona bawi nieustannie od kilkunastu lat, od chwili gdy nam ją zebranym przy wspólnym grylowaniu opowiedział kolega ze studiów. Niech i Wam służy gdy popadniecie w zły nastrój, niech Wam idzie z pomocą.
 
Dla uczciwości i porządku rzeczy, bo mi to sumienie wyrzuca, z góry przepraszam i ostrzegam bo będzie ciężkie słowo. Ja szambić języka nie lubię, więc takowych wyrazów na co dzień nie używam no ale w tym przypadku bez tego się nie obędzie. Wyszedł by z tej opowieści tort bez tej przysłowiowej wisienki a na to jako smakosz ciast pozwolić nie mogę. Kto ma wyjść niech wychodzi, a my zaczynamy. To było tak....
 
Pewien człowiek, mniejsza o to kim był i co tam robił, przedzierał się przez gęsty las, jak mniemam przez któryś z rezerwatów bo wszystko stało jak przed setki laty. Majestatyczne dęby, wszechobecny mech i gęste paprocie, komary i... było bagno w które wszedł nieopatrznie ów człek, zachwycając się tym co nad głową a nie patrząc co pod stopami. Zrazu nie zrozumiał w co się wpakował. Ale gdy grunt pod nogami zaczął rozchodzić się niczym galareta padł na niego strach nieopisany. Zaczął się ratować jak umiał; wierzgał nogami, łapał się czego mógł wciągając to za sobą w topiel, przy czym darł się niemiłosiernie bardziej instynktownie niż z nadzieją, że go ktoś w tej puszczy usłyszy.  Gdy już był po szyję zanurzony i uszły z niego wszystkie siły w tej nierównej walce z pochłaniająca go przyrodą, ujrzał nagle żabę siedzącą na brzegu. Siedziała tam nieruchoma i patrzyła na niego wielkimi acz lekko przymkniętymi oczami, a co najważniejsze, zadkiem na sporym konarze. Nieuchronny topielec w pierwszej chwili dławiony paniką nie zauważył tej gałęzi a teraz gdy ją w końcu dostrzegła jasnym było, że to dla niego ostatnia deska ratunku. A że jak piszę już całkiem opadł z sił i strach przed nieuchronną śmiercią różne mu rozwiązania poddawał, zrobił co mu się w tej chwili słusznym wydawało i krzyknął do żaby:
"Żaba, pomóż!"
Żaba rzecz jasna nawet nie drgnęła. Przełknęła tylko ślinę i tyle. Oczy wciąż jakby zaspane, ni to otwarte ni zamknięte. Siedzi jak to żaba. Sensu to nie miało żadnego, ale że sytuacja do normlanych nie należała, a woda już nozdrzy sięgała, ów człek ostatnim resztek sił uniósł się tak, że mu usta ciut nad taflę się wzniosły i wrzasnął ze łzami w oczach raz jeszcze:
"Błagam, pomóż mi!"
Żaba jak się można domyśleć dalej nic, tylko oko jęzorem przemyła i siedzi jak siedziała.
W ostatnim krzyku rozpaczy i pretensji do żaby topielec wydarł się do niej ustami niemal spod wody w te słowy:
"Żabaaaaa,..... spier...j!" I utonął.
Gdy już rzęsa przykryła miejsce w którym przed chwilą zniknął ów człowiek, gdy jego wrzask odszedł w niepamięć i znów nastała cisza, żaba przełknęła z wolna ślinę, otworzyła szerzej oczy i powiedziała:
"Hm, spier...j. Co spier...j?! Przecież ja tu mieszkam!"
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz