whos.amung.us

sobota, 31 maja 2014

Sfałszowaliśmy wybory i co nam zrobicie?!

Autor: Integrator

Jest w filmie "Miś" taka scena, absolutnie genialna. I mimo, że wszyscy dobrze już sobie nią buźki otarli, to wciąż tak pięknie pokazuje jak głęboko ma nas to państwo w ...,  że muszę o niej wspomnieć i kropka. Chodzi o ten moment w którym Rysiu Ochódzki prosi szatniarza o swój płaszcz na co ten mu bez specjalnego przejęcia odpowiada, że on jego płaszcza nie ma. Rysiu jak wiemy nie odpuszcza i zgodnie z prawem własności jeszcze głośniej domaga się swego za co mu szatniarz wymyśla od chamów, a w sukurs idzie mu jeszcze kierownik i wypowiada te znamienne słowa: "Nie mamy pana płaszcza i co pan nam zrobi?" Pomijająca fakt, że to jest kwintesencja relacji obywatel-państwo w III RP to pasuje ona też jak ulał do skwitowania tego geszeftu jaki nam w nocy zrobiono z tym jednym procentem głosów w dopiero co zamkniętych wyborach. Ale, że my już od tamtej sceny zdążyliśmy wejść w nowe tysiąclecie to ja Wam tą historię nakręcę na nowo. 
 
Całkiem nie tak dawno, mój dobry kolega dostał wezwanie do prokuratury w związku nadużyciami w szpitalu gdzie pracował kiedyś w stopniu kierownika. Na razie w charakterze świadka, tak przynajmniej stało w piśmie. Mnie to lekko z nóg skosiło, bo to jest uczciwy facet i to w takim stopniu, że gdybym z jakiś powodów musiał teraz gdzieś wyjechać bardzo daleko, a miał powiedzmy parę milionów upchanych w skarpetach, to ja bym mu te skarpety zaraz zaniósł, będąc pewnym, że gdy wrócę to on mi je odda jak je dostał. I ktoś taki ma wezwanie, rozumiecie? Ktoś kto za to kurczowe trzymanie się prawa jak dobrze pamiętam został właśnie stamtąd wyrzucony, i to wprost na bruk przed Urzędem Pracy do którego przez następne pół roku regularnie truchtał  aż się w końcu gdzieś załapał. Nie ważne, to nie ma znaczenia. Dla urzędów liczy się człowiek, jak jest człowiek to może być i sprawa. I ta cała banda lepkorękich cwaniaków, która z nim tam wówczas pracowała, która jak sądzę nie jedno ma za uszami, doskonale wie jak ta maszyna działa. Ktoś więc podał jego nazwisko, ktoś inny mrugnął okiem: "ja nic nie wiem, ale no wie pan panie prokuratorze, wie pan jak to jest z młodymi" i System wszedł w fazę węszenia.
 
Doprawdy nie ma lepszej sceny niż ta z "Misia" by pokazać gdzie my w tym państwie leżymy i do czego nas tu w gruncie rzeczy potrzebują. Niby oczywiste, niby wszyscy w szkole Kafkę czytali lecz wciąż trudno przyjąć ze spokojem - że aby System mógł działać musi mieć jakieś pole, musi mieć "podmiot działania". A wcześniej jeszcze przyczynę. Ciśnie mi się zaraz przykład panów z drogówki co dla poprawienia wyników, stają za wzgórzem lub kryją się za zakrętem w krzakach czyli tam, gdzie najłatwiej pozyskać dla Systemu ów „podmiot działania”. Wszyscy wiemy jak z tym jest. Podchodzą, grzecznie się przedstawiają, zabierają dokumenty i idą sprawdzić czy złapali łosia czy nie daj Boże prawdziwego bandytę. Na ich szczęście to zazwyczaj ktoś z nas, więc zamiast wymachiwać bronią siedzimy cicho i obgryzając paznokcie kombinujemy co tu zrobić by jak najmniej zapłacić.  I gdyby tą drogą poszła też prokuratura, z oczywistych powodów - niemożności łapania bandytów, to ja bym się specjalnie nie zdziwił. Może przesadzam. Być może tak źle jeszcze nie jest. Ale... to dziecko sądzone za kradzież batonika,... ten uczniak skazany za antyrządowe grafiti na murze szkoły,... ten student od niepochlebnej dla prezydenta witryny....  no nie wiem.
 
Tym bardziej, że są tego co wisi w powietrzu i inne syndromy. Posłuchajcie tego. Byłem wczoraj w sklepie odebrać kupiony przez allegro futerał na komórkę. Butik, klitka trzy na trzy pełna kartonowych pudeł. Transakcja jak ich co dzień miliony. Kładę piątkę, sprzedawca towar na stole tyle, że gdy sięgnął po drukujący się paragon ja szykując się do wyjścia rzuciłem na odchodne, że za ten papierek dziękuję. Wierzcie lub nie ale facet w jednej chwili zdębiał! A ja też w mig zrozumiałem, że mu tylko jedno turla się teraz po głowie - że jak mi zaraz tej karteczki na tacce nie położy to nim zdąży przełknąć ślinę zwali go ABW na glebę, by w chwilę później wywlec go z tej budki i powieść tam gdzie on by bardzo nie chciał. Spuściłem oczy by się nad nim nie znęcać, a on odzyskawszy właściwy rytm serca zaczął coś pleść o śladzie na allegro. Głupia sytuacja ale on mnie najwyraźniej wziął za jakąś kontrolę. W dodatku taką o jakiej tu piszę - poszukującą rynków zbytu dla swych usług - taką która go najpierw podpuści z tym paragonem, by chwilę potem wrzasnąć radośnie "Mamy cię!".

No i powiedźcie mi teraz czy to was śmieszy czy może raczej smuci? Bo mnie martwi i to jak jasna cholera. Po tym zajściu zrozumiałem, że nas wszystkich dzień po dniu, kawałek po kawałku zwyczajnie w świecie strach zżera. I już nie tylko o to co będzie jutro i o to z czego zapłacić liczniki. To jest coś znacznie gorszego. To jest strach przed państwem, które szuka ofiary, które nieustannie szuka "podmiotu działania". W zdrowym państwie podmiotem tym jest margines, ludzie wyjęci spod prawa. W państwie chorym, gdzie władza i margines wzajemnie się odwiedzają, podmiotem musi..., może być każdy z nas. I tak sobie pomyślałem, że ten przerażony ludek z pewnością głosuje na Tuska. Lecz nie z przekonania, czy zamiłowania a z instynktownej potrzeby przetrwania. On głosował jak trzeba bo czuje, że w ten sposób oddając Tuska państwu należną daninę, kupuje sobie trochę spokoju. Nie wiem czy Wy to widzicie, bo tacy jak on aż nadto, że System by żyć, musi jeść. Stąd choć smród po Ambergajs ciągnie się na kilometr to System tym śladem nie pójdzie bo to jest koniec jego ogona. Ten System by żyć musi pożerać takich jak my, choćby to miało się wiązać z mozolnym poszukiwaniem tych pięciu złotych z allegro.

Powtarzam raz jeszcze a Wy zróbcie sobie z tym co chcecie, że to wszystko jest już tak zapętlone, że ten System by nie zacząć się zjadać od ogona, musi się żywić takim ja my planktonem! "Dlaczego?" - bo może. "Jak długo?" - aż dostanie po pysku w kolejnych wyborach.
 
Ano właśnie, to o nich chciałem dziś tu pisać. Gdy sobie o wspomnianych problemach jeszcze w myślach rozważałem, wrzucił do sieci w międzyczasie ciekawy tekst w tym temacie bloger Toyah, słusznie wskazując, że z tymi procentami było już coś na rzeczy w prezydenckich wyborach. . Spójrzcie jak pisze Toyah na tygodniksolidarni.pl o regule stałej proporcji głosów w przesyłanych do komisji pakietach. Zgodnie z nią jeśli w pierwszym podanym do publicznej wiadomości zliczeniu głosów Kaczyński wygrywa o parę punktów procentowych, to z grubsza o tyle samo, wyprzedzał będzie Komorowskiego w każdym już kolejny częściowym wyniku.  Ta zasada sprawdzała się od początku, dzięki czemu zwykle już po pierwszych niedzielnych wynikach można było iść spać wiedząc jak to już dalej i do końca będzie. I to było tak pewne i sprawdzone, że po pierwszej prezentacji wyników dziennikarze wpadli w popłoch. Pytali, pisze Toyah, ekspertów w studio czy to się zmieni, i czy to nie jest przypadkiem tak, że rano do urn idą prosto ze mszy wsiowe chamy napuszczone na PO przez fanatycznych w swych poglądach księży? Na co ci im odpowiadali, że bez szans, że wynik może się już tylko o te góra dwa procenty zmienić. Poszliśmy więc spać szczęśliwi a rano było jak wszyscy wiemy. Tekst na prawdę ciekawy w dodatku pod oryginalnym  tytułem "Państwowa Komisja Wyborcza, czyli o zdychaniu pod płotem". Polecam. Nie wspomina  tylko Toyah, a warto to podkreślić, że z każdym kolejny razem było z tym liczeniem o ten smutny fakt łatwiej, że zmarł w tym czasie twórca polskiej szkoły kryptografii, profesor Jerzy Urbanowicz. Traf chciał, że odszedł do Pana zaraz po tym jak ujawnił, że głosy w naszych wyborach przechodzą przez rosyjskie serwery. I znów gdzieś tam w ścisłym gronie wznoszono toasty, bucząc na przemian „I co nam k… zrobicie?!!!!”

Przyznać muszę, że w ferworze walki wyborczej ja opisaną przez Toyah’a prawidłowość przeoczyłem. Nie zapomnę za to już nigdy tych dwóch milionów głosów w kolejnych wyborach - czternaście procent wszystkich głosów oddanych w tych wyborach! Dwa miliony wyborców, ludzi świadomych, wiedzących czego chcą dla Polski. A potem odważono się nam powiedzieć, że nie umiemy postawić krzyżyka. 
 
Uczył nas towarzysz Stalin, że nie ważne kto głosuje, ważne kto liczy głosy. Nie słuchaliśmy, nie słuchał PiS. Słuchali za to inni. I nakręcili nam taką wersję sceny z „Misia”: "Sfałszowaliśmy wybory, i co nam zrobicie?"...

Ale, ale... gdzie idziecie? To dopiero początek. Przed nami jeszcze taka droga. "To jest Miś na miarę naszych możliwości, i to nie jest nasze ostatnie słowo. I nikt nie ma prawa się przyczepić.....".
"A co potem się zrobi? - Protokół zniszczenia."

 
No! To udanego weekendu życzę!
 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz