whos.amung.us

wtorek, 27 maja 2014

Pochowajmy Jaruzelskiego na "Łączce"

Autor: Integrator

Wujek którego parę lat temu pochowaliśmy był z pewnością osobą niepraktykującą a z tego co deklarował także niewierzącą. Ale gdy choroba przywiodła go na tyle blisko granicy światów, że czuł ją już niemal wszystkimi zmysłami, zaczął  nas nagle wciągać w rozmówki duchowe dając sygnał, że jest gotowy w końcu usiąść i porządnie ale i szczerze pogadać o tych sprawach. W tym też czasie poprosił swoją siostrę o wysłanie mu obrazka Matki Boskiej Kodeńskiej by mógł powiesić ją sobie nad łóżkiem. Czuł najwyraźniej, że kostucha się zbliża i próbował przygotować się na jej spotkanie tak jak umiał. Gdy umarł obraz Matki Kodeńskiej włożono mu do trumny.
 
Było na ten temat trochę rozmów u nas w rodzinie i w końcu stanęło na tym, zgodnie z resztą z tym co głosi Kościół, że nawet jeśli człowiek w ostatniej sekundzie życia wyprze się grzechu i westchnie do Boga, choćby w myślach, to ma szansę na zbawienie. Niemniej droga wiodąca do nieba przez czyściec jest wtedy wyjątkowo długa, kręta i stale pod górę. Idąc tym tropem nie ma wątpliwości, że gen. Jaruzelski jeśli skorzystał z tej szansy idzie już boso i z plecakiem pełnym kamieni pod tą górę, i choć będzie tak szedł przez tysiące lat dostał nadzieję, że dojdzie. Zatem nie przyznam racji tym którzy go po tym jak się zawinął z tego padołu, od razu przypisali piekielnym czeluściom. Z tych też powodów nie rozumiem innych głosów wzywających do zakopania go pod płotem, tudzież spalenia i rozsypania prochów z wysokości kosmosu tak by nawet jeden jego okruszek nie spoczął w ziemi, ani na Ziemi. Dla mnie jest człowiekiem i już tylko przez to zasługuje na pochówek. Chciał nie chciał, taka jest nasza wiara. No wiem, nie jest lekka, szczególnie w tych dnia.
 
Jak więc idzie o zasadność pogrzebu to ja nie mam żadnych wątpliwości i mam nadziej, że Wy także bo jak mniemam tego bloga czytają jednak ludzie, a nie pozbawione ludzkich odczuć zwierzęta.
 
Inaczej jest w temacie sposobu i miejsca grzebania i to jest zagadnienie jak najbardziej warte zachodu, choć ja będąc księdzem, a byłbym myślę kapłanem uczciwym i odważnym, nie wydałbym zgody na grzebanie osoby niewierzącej na ziemi poświęconej. Piszę to dla zasady by nie było wątpliwości co ja o tym myślę, ale z tego co wiem Powązki to jest cmentarz komunalny i tu decyzyjność księdza w sprawach lokalizacji jest chyba całkiem wyłączona.
 
Odmówiłbym też odprawienia mszy świętej lecz nie dlatego, że ja generała Jaruzelskiego uważam za zdrajcę, a dlatego, że od księży wymagam stałości zasad, tak by gdy się kiedyś pogubię, bym mógł bez wahania poprosić o pomoc pierwszego napotkanego z tą pewnością, że on się przynajmniej w kwestiach wiary zachowa jak należy. Z tych to powodów dobrze jest gdy ksiądz umie wznieść się ponad swoje emocje i poglądy by trzymać się twardych reguł gry. Także ku przestrodze, by wszyscy bez wątpienia wiedzieli, że dobrowolna rezygnacja z uczestnictwa we wspólnocie kościoła zawsze i nieuchronnie kończyć się będzie cywilnym pogrzebem czyli gdzie kto zechce byle nie w kościele. Nie pamiętają o tym księżą i zasłaniając się miłosierdziem dają swymi ustępstwami przyzwolenie na życie wielu wierzącym poza kościołem. Dają im przykłady, że mimo wszystko mogą po śmierci liczyć na księdza, dzwonki i inne wrażenia dostępne przy pełnej odprawie.  Biją przy tym też sami w siebie bo raz uczynione odstępstwo wymusza kolejne przez co Bronisław Komorowski publicznie deklarujący poparcie dla in-vitro, staje dzielnie przed ołtarzem przyjmując na oczach tysięcy komunię  świętą w sposób świętokradzki. Z tych to właśnie powodów, dla zachowania powszechnego poczucia sprawiedliwości gen. Jaruzelski nie powinien być grzebany przy asyście księdza.
 
Pozostaje jeszcze pytanie czy chować takich ludzi z honorami i czy w alei zasłużonych? Tu akurat odpowiedź jest prosta i nie raz już ją odkrywaliśmy przy okazji innych pogrzebów znanych notabli. I zawsze wychodziło nam, że jest w tym coś wysoce haniebnego, by kłaść oprawców obok swych ofiar, tak jak to się robi w przypadku członków jednej rodziny. Tym bardziej, że na tych biednych Powązka zrobiono w tej kwestii już taki bałagan, że gdy w listopadowe dni zaglądają tam całe rodziny trudno jest wyjaśnić dzieciom jak to jest, że młodzi harcerze leżą w skromnych mogiłach a obok nich w wielkich silosach czołówka zdrajców Polski? Niech to pytanie i to niezrozumienie jakie znajdujemy w dziecięcych oczach będzie dla nas odpowiedzią i mam nadzieję, budzącym wstyd przypomnieniem.
 
A dla tych co wciąż nie wiedzą gdzie pochować generała mam doprawdy salomonową propozycję. Skoro już tak bardzo chcemy kłaść kata obok ofiar i muszą to być te Powązki, to połóżmy go w kwaterze "Ł", na tzw Łączce. Nie, nie żartuję! Pochowajmy go właśnie tam, w jednym z tych wolnych dołów z których wydobywa się dziś ciała bohaterów. Tyle, że z godnością przypisaną człowiekowi - bez krępowania rąk sznurem, bez zasypywania ciała wapnem i betonem. Niech tam spoczywa w spokoju najlepiej wśród reszty towarzyszy których przeniesiemy z alei zasłużonych.  
 
Żartowałem. Do tego trzeba ludzi silnych i prawych, właśnie takich jak ci co leżą na "Łączce". Trzeba rządu niepodległego. Więc tylko żartowałem...

Tradycyjnie zapraszam wszystkich do wzbudzeni w sobie chęci budowania czegoś od nowa, wbrew wszystkiemu złu które nas otacza. Zapraszam do przystani nadziei, do współtworzenia TygodnikaSolidarni.pl i kontakt na: tygodniksolidarni@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz