whos.amung.us

sobota, 24 maja 2014

"Ludzie Wolności" a czesanie potarganych myśli

Autor: Integrator

Ewę Błaszczyk miałem przyjemność widzieć na żywo raz jeden tylko i o ile dobrze pamiętam było to niecały rok temu gdy z jakiejś okazji dostaliśmy bilety na jej autorski występ w Warszawie. A że darowanym biletom się w zęby nie zagląda więc poszliśmy posłuchać jak ona to robi, z tym większą ochotą, że wcześniej nie mieliśmy kontaktu z jej popisami wokalnymi i jak większość znamy ją głównie z serialu "Zmiennicy". Nie ukrywam, że wiodła nas tam przez to także zwykła, ludzka ciekawość.

Tym też więc większe było rozczarowanie gdy, zamiast zadziornej, serialowej kobitki jąka mieliśmy w pamięci na scenę wyszła starsza już kobieta, nie wiedzieć czemu w sukni z odkrytymi ramionami z których w charakterystyczny sposób zwisała pomarszczona skóra. Obruszą się zaraz czytelniczki bloga, że to co piszę jest niegrzeczne i nieeleganckie, że tak nie wolno, że brak mi zwykłej wyrozumiałości. Być może tak jest, ale to jest kwestia gustu i indywidulanej wrażliwości której dla odmiany jak sądzę mi nie brakuje i z której uczciwie i odważnie korzystam pisząc Wam tu co widzę i co myślę. 
 
Ilekroć mam do czynienia z taką sytuacją, przypominam sobie rozmowę mojego taty z jego koleżanką z podstawówki. Zapytana kiedyś przez niego dlaczego przestała przychodzić na corocznie organizowane spotkania klasowe, odpowiedziała, że jest taki czas, taki wiek po osiągnięciu którego kobieta nie powinna straszyć swoim wyglądałem. A powiedziała to, uwierzcie mi osoba którą gdyby postawić obok Ewy Błaszczyk wyglądałaby jak jej dużo młodsza siostra. Powiecie, i co z tego? Kobieta przeszła swoje i ma prawo tak wyglądać. Ale ja wtedy też muszę zapytać tymi samymi słowy - i co z tego, że przeszła? Czy to daje jej prawo ubierać się jak to mają w zwyczaju "trzydziestki" i stawiać boguduchawinnych widzów w sytuacji w której współczucie dla tego co przeszła ta kobieta jako żona i matka, musi walczyć w nas z poczuciem smaku? Czy to pozwala jej łamać przyjęte konwenanse i zwyczaje zgodnie z którymi przyjęliśmy wdziewać strój dostosowywany do wieku? Wierzcie mi byłem na tym koncert i nie mam wątpliwości, że te zasady są słuszne. 

Jest taki oklepany refren piosenki "Niepokonani" zespołu Perfect zaczynający się od słów: "Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść niepokonanym...". Śpiewamy ją sobie często a nader często cytujemy bezrefleksyjnie innym, nie pamiętając że każdy z nas, także i my sami mamy jakąś scenę z której kiedyś będzie trzeba zejść, i to w ściśle odpowiednim czasie jeśli chce się to zrobić z twarzą, w blasku chwały i powszechnego szacunku a nie drwin i pogardy. I choć znajoma mojego taty zrobiła to stanowczo zbyt wcześnie, to w tym akurat przypadku lepiej tak nic później a nie daj już Boże wcale bo i takie przypadki bywają, że ze sceny człowiek znoszony jest gdy go wpakują do trumny. Wspomnianej pani żaden z tych wariantów nie grozi, wybrała swój czas odejścia tak by zostać w pamięci tych na których opinii jej zależało jaką jest teraz; rześką, sprawną i uśmiechniętą. Inni, najwyraźniej jak Ewa Błaszczyk a już bez wątpienia trzymająca się na pudrze i żelu Maryla Rodowicz przeciągają swą obecność na scenie do granic śmieszności a często i niesmaku, które zaczynają zastępować podziw i sympatię jaką przez lata czuliśmy do tych osób. I robi się z tego niemal norma bo dziś podstarzałe gwiazdy idą w ślady Wioletty Willas już całymi tabunami, nie pamiętając uśmieszków jakie jeszcze niedawno gościły na ich twarzach gdy o niej mówiono. Dziś sami  nie potrafią dostrzec, że nie umieją przestać żyć przeszłością, że stają dla nas pośmiewiskiem tudzież ciekawostką, a dla młodego pokolenia całkiem już czymś egzotycznym i odlotowym. Koncert na którym byłem pokazał, że pani Ewa Błaszczyk najwyraźniej przegapiła swój czas zejścia ze sceny co w jej przypadku jest o tyle niezrozumiałe, że nie musi odchodzić w stan totalnej bezczynności gdy najwyraźniej spełnia się przecież w innej dziedzinie. W dodatku w takiej w która zapewnia sławę i pieniądze czyli to wszystko co scena jeśli tylko poświeci się temu wyzwaniu w całości. Tym czasem próbuje pani Ewa ciągnąć najwyraźniej dwie sroki za ogon przez co ani na scenie ani tam w klinice nie potrafi wykonać postawionego sobie celu należycie, a szkoda. Kończąc część estradową tego wpisu wspomnę tylko, że parę miesięcy później byliśmy na koncercie autorskim Olgi Bończyk i gdy wyszła uśmiechnięta, młoda kobieta w smukłej sylwetce podkreślonej odpowiednio dobraną suknią, spojrzałem na żonę, ona na mnie i już nie było wątpliwości, że reguły tej gry które ustalają upływający czas i przyroda są bezlitosne. A jeśli ktoś tego nie rozumie a co gorsza w lustrze nie widzi, wystawia się z własnej winy na szczerą krytykę lub pełne fałszywych frazesów opinie i kurtuazyjne oklaski. Wszystkich wciąż nieprzekonanych wysyłam na oba koncerty tyle że za wrażenia estetyczne tego pierwszego nie ręczę.

Ale nie o Ewie Błaszczyk jako takiej chciałem tu pisać a o tym jak się u nas "czesze" niepokornych by im w przyszłości więcej wiatr włosów ani myśli nie targał. Otóż, siedząc wczoraj przed telewizorem zobaczyłem reklamę nowej akcji współorganizowanej przez Gazetę Wyborczą, TVN i należącą w całości do skarbu państwa spółkę Totalizator Sportowy. Akcja nazywa się "Ludzie Wolności" i ogólnie rzecz ujmując wszystko sprowadza się do tego, że organizatorzy nominują jakiś ludzi a my mamy potem wybrać z pośród nich tych, których ci pierwsi ogłoszą później ludźmi wolności. Kategorii jest pięć;  nauka, kultura, biznes, sport, społeczeństwo. Ja ostatecznie nie wiem jak to się wszystko ma do tej wolności bo to nie są ludzie którzy nas do tej wolności doprowadzili, więc może mają ją w ramach peletonu pokoleń rozwijać? Produkuje się na ten temat redaktor Michnik więc jak ktoś lubi to niech sobie tą jego mleczna papkę wolnościowych sloganów poczyta. Tak czy siak, akcja jest, strona jest, jest i spot telewizyjny po obejrzeniu którego usiadłem pisać to co właśnie czytacie. Ów spot pokazuje ludzi nominowanych którzy jak i Michnik plotą coś o wolności. Ewa Błaszczyk dla przykładu mówi, że "wolność daje wolność". Zamarłem. I nie dlatego, że to jest tak "mądre" jak to że "woda daje wodę" bo tego typu głupot sfera publiczna jest pełna. Mnie bynajmniej zdziwiła bardziej obecność tej pani w tak "zacny" gronie. Bo choć mamy tam ludzi zasłużonych acz nieznanych to są i tacy których znamy aż nadto. Jest więc profesor Skarżyński, od słuchu. Są chłopcy od budowania kosmicznych robotów, ale jest też Owsiaka, Kulczyk, Agnieszka Holland i ten dziwny Ołdakowski z Muzeum Powstania Warszawskiego robiący w tym spocie błazeńskiego "konika". No a pośród nich i Ewa Błaszczyk, niegdyś członkini honorowego komitetu poparcia dla Lecha Kaczyńskiego w jeszcze przedsmoleńskich wyborach prezydenckich.
 
Spot się skończył, dalej zwyczajowo leciały reklamy, a ja się gryzłem z myślami co też ona wśród tych ludzi robi? I czy można bez trwania w wewnętrznej sprzeczności upchać gdzieś tam w sobie poparcie dla Kaczyńskiego i Owsiaka zarazem? I wymyśliłem, że to nie jest kwestia "chcenia" tylko "muszenia". Ona tak musi bo być może jeszcze lepiej to widzi niż ja w tym wpisie na wstępie, że bardzo drastycznie przekroczyła dany jej czas by nas cieszyć swą obecnością na scenie. A droga na którą wysłało ją przeznaczenie jest ciężka i nawet dla takiego nazwiska niepewna. W szczególności, gdy się nią idzie w pojedynkę i pod prąd, nie płacąc haraczu tym którzy nasz system zbudowali i tak sprawnie się w nim zainstalowali. Ja tak sobie wymyśliłem, że Pani Ewa to jest mądra kobieta i  szybko odrobiła lekcję gdy za swą niezależność a w pewnym sensie naiwność musiała płacić publicznym kajaniem się za kondycję finansowej jej kliniki. No przynajmniej ja tak to odebrałem. I dzięki Bogu, bo znów wszystko gra. Już nie musi pani Ewa zarabiać w tak smutny sposób na scenie, znów może prowadzić klinikę i jak sądzę od teraz już tylko kwitnąc będzie, klinika rzecz jasna. Ale i pani Ewa jak sądzę też jeszcze nie raz objawi się nam już teraz dla odmiany prężną i wzorcową biznesłoman. Musi tylko od czasu do czasu odpowiedzieć na wezwanie i wziąć udział w wolnościowym pochodzie. I można spać spokojnie. 
 
Tak się proszę Państwa czesze grzecznie i na boczek niepokornych którym myśli nieprawomyślnie potargały włosy. A nie śmiejcie się z niej, nie wypuszczajcie ze swych buziek wielkich wyrazów oburzenia. Wszak i Was to samo strzyżenie czeka. Nie wierzycie? Poczytajcie: "Przy tej okazji rozpoczynamy też w "Gazecie Wyborczej" wielką dyskusję o tym, co nam się udało wspólnie zrobić w ostatnim dwudziestopięcioleciu. Jak doceniliśmy i wykorzystaliśmy naszą wolność? Co jeszcze powinniśmy zrobić, żeby nam wszystkim było z tą wolnością lepiej?". Tak, to jest akapit wyrwany z kontekstu, z zaproszenia redaktora Michnika do wzięcia w tym wszystkim udziału. I wiem, że nikogo nie chciał straszyć. Ale dreszcze i tak jakoś lecą po plecach. Wam nie?
 
Na koniec ciasteczko, czyli coś małego, smacznego i na deser, bo już dawno nie było.
Redaktor Onetu Marcin Gawęda napisał tekst któremu dał tytuł "Policzek w twarz dla Putina" opisujący porażkę jego misji w Chinach. A ten Putin to ma gdzieś jeszcze policzki poza twarzą?

Zainteresowanych współtworzeniem Tygodnik Solidarni zapraszam do kontaktu tygodniksolidarni@gmail.com

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz