whos.amung.us

piątek, 2 maja 2014

Czy Komorowską bolą kolana?

Autor: Integrator

Kanonizacja za nami. Nie dane było nam pojechać na to wyjątkowe wydarzenie, acz szkoda i teraz gdybyśmy mogli cofnąć czas, tym razem tak piękną uroczystość z pewnością oglądalibyśmy z bliska. Cóż, trudno. Na pewno będzie trzeba pojechać kiedyś do grobu Ojca Świętego Jana Pawła II, choć ten jeden raz uklęknąć tam i oddać hołd Panu Bogu za to wyróżnienie jakie spotkało nasz naród w osobie Karola Wojtyły. Póki co uroczystości odbywające się w Watykanie obejrzeliśmy w telewizorze, a potem pojechaliśmy do Świątyni Opatrzności Bożej gdzie wzięliśmy udział we mszy świętej. Zanim będzie o wspomnianej transmisji, odwrócę bieg zdarzeń i zacznę od krótkiej refleksji o samej świątyni.

Otóż ja w niej byłem po raz trzeci i co mnie po raz trzeci z kolei uderzyło, to stan prowadzonych tam robót. Od mojego pierwszego razu to wszystko stoi w miejscu! Coś się niby dzieje, jacyś ludzie, jakieś firmy, jakieś dźwigi, a wszystko stoi. Gdy byłem tam pierwszy raz, a było to chyba dwa lata temu, była gotowa bryła świątyni i wznosił się ponad nią krzyż co ogłoszono symbolicznym aktem ukończenia prac stanu surowego. Ja tam wtedy pojechałem, poza tym krzyżem zobaczyłem jeszcze wystawny pawilon, jakiś namiot i już. To wszystko. Potem byłem jeszcze raz a w tą kanonizacyjną niedzielę po raz trzeci i dalej to samo. Smutna, szara betonowa bryła, ten nowoczesny pawilon wciąż nie wiem co kryjący w środku, i wreszcie ten biały namiot który nazwano tego dnia dla odmiany Rzymem a w którym dzieci mogły zobaczyć garstkę zdjęć wiecznego miasta, pokolorować malowanki z Janem Pawłem II, takie w sumie byle co.

Przyznam się, że ja nie kontroluję niestety myśli i one czasami bardzo żywo hulają po tej mojej głowie bez oglądania się na miejsce w którym akurat przebywam, czy stanach ducha w jaki przyszło mi w związku z danym miejscem popaść. I tym razem to była taka w sumie przykra myśl, że z tego tu wszystkiego nic nie będzie. Ile by tu kardynał Nycz milionów nie wsadził, czy to z tac zbieranych w całej Polsce czy z budżetu państwa, to ten projekt i tak będzie klapą. I w pewnym sensie już nią jest. Gdy się tam krąży po tym placu ma się to nieustające czucie, że to miejsce cierpi na brak człowieka który umiałby zarażać charyzmą, którą wyczuwa się później w każdej drobinie tworzonego dzieła. Przez to wszystko tam powstaje w ewidentnych bólach, idzie bo musi, bo ktoś to kiedyś zaczął a teraz wypada dokończyć. To jest tak jak z tymi domkami jednorodzinnymi, które znajdujemy w każdym mieście, których budowę ktoś kiedyś rozpoczął a potem nie dokończył i teraz stoją i straszą, przypominając o lepszych czasach i o czyjejś klęsce. Dokładnie takie wrażenie robi ta budowa. Jakże bardzo brakuje tu właśnie tego czegoś, tego co przyciągałoby ludzi przynajmniej z tej biednej Warszawy. Co gorsza, tak mi się jakoś wydaje, że im więcej pójdzie jeszcze na to dotacji z budżetu, że im więcej upcha się tam pośmiertnie znanych Polaków, w dodatku wbrew ich woli, to tym bardziej to się będzie w bólach i długimi latami rodziło, aż w końcu wszyscy o wyjątkowości tego pomysłu zapomną.

Zawsze obruszam się gdy w różnoraki sposób próbuje się skłócić hierarchów kościoła lub gdy napuszcza się zwykłych księży na swych zwierzchników. Toteż to co za chwilę napiszę, chcę to wyraźnie podkreślić, jest jedynie oczywistą refleksją jaka przychodzi gdy opuszcza się tereny tej Świątyni. Zatem jeśli ktoś chciałby to podciągnąć pod wbijanie przysłowiowego klina między poszczególnych duchowych to ja mu od razu mówię, że jest człowiekiem podłym, podążającym po równi pochyłej do czeluści piekła. Więc gdy już mamy ustaloną kwestię intencji, chcę Wam powiedzieć, że ja po powrocie do domu wciąż nie umiem wyjść ze zdziwienia, że to co kardynałowi Nyczowi nie wychodzi przy tak silnym wsparciu państwa i całego kościoła, idzie jak po maśle o. Rydzykowi który budowaną przez siebie świątynie w rok postawił do stanu surowego a jak dobrze pójdzie w ciągu roku odda ją wszystkim Polakom do użytku. W dodatku coś czuję, że to co powstanie w ten zapowiadany rok będzie nie tylko czymś dużo większym gabarytowo niż Świątynia Opatrzności Bożej, ale będzie miało jeszcze to "coś", czym będzie emanowało na kraj i przyciągało rzesze wiernych ale i zwykłych turystów - będzie miało Ducha. Powstanie przy tym nie dzięki kolejnej dotacji udzielanej przez jakiegoś urzędnika, ale tak jak powinno a więc wysiłkiem milionów wiernych którzy modlitwą i choćby drobnymi kwotami wspierają w tym dziele współczesnego nam ojca Maksymiliana. W dodatku z tą dopingującą do dalszych wysiłków świadomością, że dzięki temu zakonnikowi każdy może być współbudowniczym czegoś co z pewnością zrówna się w niedługim czasie w naszej świadomości z Licheniem czy Łagiewnikami. Dobra, cisza, starczy tego! Życzę księdzu Kardynałowi tej charyzmy o. Rydzyka bo wtedy i jemu uda się tchnąć w swoje dzieło Ducha - który odnowi oblicze tym razem tej warszawskiej ziemi. W przeciwnym razie zbuduje gigantyczny budynek dla małej wspólnoty Wilanowa, którą można póki co upchać w tej świątyni przedsionku.

Wróćmy zatem do tego od czego zaczęliśmy, do transmisji z Watykanu. Humoru nikomu tym nie poprawię więc jak ktoś ma dość pierwszej części, niech sobie tu zrobi przerwę i odpuści dalsze czytanie. Otóż chcę Wam zwrócić uwagę na ten moment uroczystości kanonizacyjnych, w którym prezydenci i delegacje różnych państw dziękują na koniec Papieżowi za zaproszenie, a dokładnie na ten moment w którym robią to państwo Komorowscy. Ja z reguły nie klnę bo raz, że nie interesuje mnie zjazd do poziomu żula, przypadkowego polityka, tudzież współczesnej nam młodzieży. Dwa to akurat gdy mnie naszła nagła ochota oprzytomniałem, że ja oglądam coś co przejdzie do historii, coś całkiem nie z tej ziemi a więc klnąć nie wypada. Z drugiej strony już jest po wszystkim, a każdy kto mnie zna wie, że jak mi się już mocne słowo zdarzy to w czasie wyjątkowym i rzecz jest tego warta. No więc zapytam najgrzeczniej jak w tym stanie emocji umiem - kogo żeśta ludzie do k...y nędzy, wybrali na parę prezydencką!?
...
Dobra, jestem już po przerwie. Było liczenie do dziesięciu, napiłem się miętowej herbatki, spróbujmy raz jeszcze w już umiarkowanym ducha spokoju. Zatem moi mili. Ja przyjmuję do wiadomości, że są kanony dyplomacji, które takie sytuacje opisują jako kontakt jednej głowy państwa z drugą, tu Watykanu, a zatem nikt przed nikim klękać nie musi. Rozumiem i nie dziwię się, że wielu z tych dyplomatów których nam pokazała kamera przed i po Komorowskich nie klękało, nie całowało pierścienia. Nawet jeśli są katolikami, nie muszą. Ja bym klęknął, pocałował, bo gdybym został prezydentem od chwili rozpoczęcia kampanii nie ukrywałbym przed wyborcami w co ja wierzę i według jakiego kanonu wartości chcę żyć i prowadzić naród, jeśli ten zechciałby mnie wybrać. Wiec ucałowałbym ten pierścień z pełną świadomością, że mam przed sobą Człowieka nad którym unosi się Duch Święty i któremu Jezus Chrystus dał klucze do swojego kościoła by go do Niego prowadził. Ale ja to ja, a inni robią jak uważają, jak im podpowiada serce, reguła dyplomatyczna tudzież doradca od spraw wizerunkowych wszak wyborcy w kraju czuwają. Stąd jedni całowali, inni klękali, jeszcze inni z uszanowania schylali głowę. I to jest jak mówię OK szczególnie, że dla zrównoważenia emocji które zawsze budzi w różnych krajach ta szczególna chwila, klękały prawie wszystkie kobiety tych dyplomatów; białe, czarne, skośnookie, wszystkie z małymi wyjątkami. A wśród tych wyjątków nasza "dama" Komorowska.

No i powiedźcie mi teraz, proszę wytłumaczcie mi kim trzeba być, by w takiej sytuacji nie ugiąć kolan, czy choćby dla zasady nie dygnąć? Jakim trzeba być człowiekiem a nadto jaką kobietą? I już mniejsza o tego Komorowskiego; wszyscy wiemy, że z nim coś jest nie tak i że on albo nam coś stale jak dziadek wnukom tłumaczy lub dla odmiany gdzieś tam myślami szybuje. Stąd jak chodzi o niego to i tak dla nas wszystkich sukces, że go dobrze pilnowano i on tam nie wziął jakiegoś czarnego kardynała za Papieża. Za to Komorowska, o! ta jest jak najbardziej świadoma rzeczy ją otaczających. I niech Was nie zwiedzie postura prostej baby z targowiska. Ona z tej całej pałacowej ekipy niczym bulwa, najmocniej trzyma się gruntu po którym stąpa.

To jeszcze raz, bo ja nie pójdę spać póki nie będę pewny, że wy to choć trochę czujecie z tego co ja tu Wam rysuję? Jedzie tych dwoje na uroczystość "klasy A", stają przed Ojcem Świętym w obecności kamer, lektorzy w studiach czytają, że to para prezydencka z Polski kraju znanego z katolicyzmu i... widzi cały świat jak ta parka stoi przed Papieżem sztywno niczym ogrodowe tyczki. No moi państwo, na coś takiego nie pozwoliła sobie nawet Kwaśniewska, przecież żona twardego komunisty. Najwidoczniej rośniemy w siłę i pniemy się w górę skoro "dama" Komorowska niczego już nie musi.

I jeszcze jedno. Pamiętacie jak się śmieliście się z Kaczyńskiej, że brzydka, że niemądra? A teraz jest mądrzej czy ładniej?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz