whos.amung.us

piątek, 25 kwietnia 2014

Co nam do życia wnoszą "Resortowe dzieci"?

Autor: Integrator

Od jakiegoś czasu leży u mnie książka, którą dostałem w prezencie a do której od chwili gdy mi ją wręczono nie zajrzałem. Leży a ja nie umiem się zmotywować by nawet dla zasady otworzyć ją któregoś wieczoru i zobaczyć jak to się czyta? No więc stoi na półce, ja ją codziennie mijam, czasami na nią spoglądam ale dobrze wiem, że nic z tego nie będzie. Wiem, bo już to kiedyś przerabiałem i tak mi zostało od chwili gdy niesiony falą medialnych emocji kupiłem książkę Cenckiewicza, o Wałęsy kontaktach z SB. Książkę reklamowano z takim zapałem i zrobiono wokół niej tyle szumu, że gdy poszedłem ją kupić w IPN-ie, przez chwilę musiałem nawet stać w kolejce. Niezbyt długiej, ale sami przyznacie że to wyjątkowa rzecz stać w Polsce, w kolejce po książkę? Przytargałem ją potem do domu i od razu przystąpiłem do lektury głodny rewelacyjnych treści o których szeroko rozpisywała się w tych dniach prawicowa prasa. No i nagle spadło na mnie i przygniotło takie zrozumienie rzeczy, i to już po dosłownie paru chwilach zaciętego zgłębiania kolejnych stron, że to nie jest książka ani dla mnie ani dla zwykłego zjadacza chleba. Dla historyka a i owszem, może też dla kogoś kto takimi sprawami żyje bo nie umie niczym innym. Pewnie też wciągająca była dla samego Wałęsy, który jak sądzę czytał ją z oczywistych powodów i to z wypiekami na twarzy. Ja utknąłem po paru stronach i na nich też skończyła się z tą książką moja przygoda  - pełną dat, dokumentów, nazw różnych instytucji. Nie inaczej jak wiem poszło i moim znajomym, którzy polegli już na wstępie, a w jednym przypadku na samej okładce. No więc stoi u mnie ta wielka księga na półce i już tak pewnie zostanie bo ja wiem, że do niej nigdy nie zajrzę, a wcisnąć jej nikomu nie miałbym sumienia. I z tych samych powodów stoi obok tej księgi także ta sprezentowana mi książka, równie hucznie reklamowana jeszcze niedawno przez nasze media. Dla tych co się pogubili, mówię tu o książce która widać w tytule tego postu.

Nie chcę być kolejnym prymitywem, który komentuje książkę po jej okładce, więc choć nie dałem jej rady przeczytać, to jeszcze zanim ją dostałem popełniłem ten wysiłek i będąc w księgarni z grubsza zajrzałem do jej środka. Daty, dokumenty, nazwiska, instytucje - to samo co w tej o Wałęsie, tyle że krócej i na bardzo marnym papierze. Przepraszam raz jeszcze, ale ja nie mam na to siły. To nie jest coś przez co ja chciałbym się przebijać, bo ja zwyczajnie nie mam na takie coś czasu a po przygodzie z książką Cenckiewicza, nie mam już szczerze mówiąc nawet ochoty. Szczególnie, że tym razem w przeciwieństwie do wspomnianego historyka, do autorów "Resortowych dzieci" mam poważną pretensję. Otóż ja nie umiem pojąć, co pchnęło tych ludzi, by wytworzyć coś takiego? Przecież, gdybym ja nic o tej książce wcześniej nie wiedział i wziął ją sobie do autobusu, ot by poczytać coś w drodze do pracy tak dla zabicia czasu, to co ja miałbym się z tej książki CIEKAWEGO dowiedzieć? Że co? Że ojciec Adama Michnika - był działaczem komunistycznym skazanym za działania na rzecz siłowej zmiany ustroju, Olejnikowej - funkcjonariuszem SB, a Owsiaka milicjantem w randze pułkownika? To dla tych informacji ja miałbym wydać te pieniądze, a potem z bijącym sercem zaczytywać się tym do późnych godzin nocnych? No bez żartów. Przecież to są informacje od dawna znane. W dodatku coś co za darmo i w formie bardziej przystępnej mam od ręki w sieci gdy wygugluję tego zżeranego przez papierosy Michnika czy tą brzydko starzejącą się Olejnik. Ja tego nie rozumiem, bo mi się zawsze wydawało, że książki pisze się o czymś nowym, albo ciekawym, a najlepiej i nowym i ciekawym. Najwidoczniej to nie jest problem ani dla autorów, ani dla wydawcy ani prawicowych mediów, które tą książkę ogłosiły wydarzeniem roku.

Ja jeszcze raz to podkreślę, że ja nie mam nic przeciwko takim książkom, bo dobrze wiedzieć dlaczego są w Polsce publicyści tak aktywnie broniący  III RP zbudowanej od początku na przekrętach. Tyle, że to jest numer na raz, a nie na co chwila, a rolą takich autorów jest odkopywać dla nas co i rusz treści do których my dojścia nie mamy, a nie klepanie pod przykrywką nowych tytułów czegoś co my tu na dole dawno temu przetrawiliśmy. To są informacje stare, po wielokroć i do znudzenia od lat powielane a tymczasem znajdują się publicyści, wydawało się ludzie poważni, którzy rzucają coś takiego na rynek i oczekują oklasków, nie wspomnę już o kasie. To jest w gruncie rzeczy wysoce drażniące, gdy jest się traktowanym jak narzędzie do realizowania cudzych planów finansowych. A najwyraźniej o to i głównie o to tu jak zwykle chodzi.

A żeby nie było, że ja tu tylko siedzę i krytykuję, udowodnię jak łatwo znaleźć dobry temat jeśli się choć przez chwilę wysili, no i ma się tą odwagę bez której dziennikarz staje się zwykłym lokajem.

Otóż, czy Wy może jeszcze pamiętacie jak wyglądała ostatnia kampania prezydencka? Z jednej strony Komorowski, z tą swoją Ruską Budą i liczną rodziną, z drugiej Kaczyński samotny kawaler, który do życia z sobą zmusić umiał już tylko kota. No i w tle ta jego nieszczęsna siostrzenica, o której wiemy już co najważniejsze, że to rozhisteryzowana idiotka a w dodatku rozwódka. Smutna sprawa, wszak rodziny się nie wybiera. No ale skoro już tak się bawimy to wypada zapytać ot z grzeczności i dla równowagi co tam słychać u dzieci Bronka? Ktoś może wie ile on tych dzieci w ogóle ma? To są synowie czy może same córki? Pracują czy dopiero studiują. A w życiu osobistym ktoś wie jak im się układa bo że Marcie Kaczyńskiej fatalnie to już wiemy. A dzieciom prezydenta jak w tym temacie idzie? Czy one też już są po rozwodach, żyją na kocią łapę, a może wręcz przeciwnie mają wspaniałe rodziny? Absolutna pustka, widzicie to? Całkowita cisza w eterze. A dzieci Olejnik, co u nich? Albo jak żyją dwie córki Lisa a jak jego dwie step-córki, bo tak je kretyńsko nazywa na blogu? Też cisza! A to są przecież także osoby publiczne.

Proszę więc bardzo, pomysł nowy i niewyklepany kładę na ulicy. A pani Kani, Targalskiemu i Maroszowi podaję na tacy. Bierzcie i czyńcie swą powinność. Skąd wiem, że to będzie ciekawe? A mało to było atrakcji gdy zaledwie przez chwilę pokazano nam czym się zajmują dzieci Tusków i Kwaśniewskich? Zatem do dzieła. Tytuł roboczy - "Dzieci resortowych dzieci". Wierzcie mi, to dopiero będzie hit i bestseller! A jak chodzi o ten zysk... to się jakoś dogadamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz