whos.amung.us

niedziela, 30 marca 2014

A ostatnie co im wybrzmi z krtani będzie "Wal się Kaczorze!"

Autor: Integrator

Zważywszy na to co się dzieje na Ukrainie, trudno jest dziś pisać o czym innym. Z drugiej strony, każdy temat ma swój okres ważności, po którym choćby nie wiem jak był istotny, staje się trudnym do spożycia. I nie jest to tylko efekt celowej roboty ludzi od propagandy, którzy starają się każdy niewygodny temat dla rządu obrzydzić nam do tego stopnia, że podobnie jak to jest dziś ze Smoleńskiem, na sam dźwięk tego słowa, większość nas krzywi się z bólem. Jest tak też dlatego bo taka jest ludzka natura, a już szczególnie naszego pokolenia, przywykłego do życia w strumieniu stale napływających informacji. A mimo to, mając świadomość faktu, że niektórym z nas temat Ukrainy już nie leży, jest coś co ja tu muszę jednak dodać w tym temacie, bo jak się okazuje jest ściśle związane z tym co siedzi w głowie tych których zwykliśmy nazywać "młodymi i wykształconymi z wielkich miast".
To był Sylwester. Znajomi żony zaprosili nas do siebie by wspólnie świętować nadejście Nowego Roku a przy okazji by zaprezentować nam swój wymarzony i w końcu wykończony dom. Ludzie zwykli jak my, więc tym chętniej przyjęliśmy zaproszenie a prócz nas zrobiło to jeszcze parę osób, w tym małżeństwo z dwójką dzieci o głowie której to rodziny będę tu pisał. Było to dopiero nasze drugie w takim gronie spotkanie, więc siłą rzeczy nie wypracowaliśmy jeszcze wspólnych wspomnień i nie mieliśmy naszych tylko tematów żeby sobie swobodnie ale i z sensem pogadać. Rozprawialiśmy więc o wszystkim, a jak o wszystkim to i rzecz jasna także o polityce. Sami wiecie jak z tym jest w Polsce. Zaczynamy gadać o pogodzie czy uprawie ziemniaków, a i tak w końcu na tej polityce kończymy. Więc i myśmy się na to pole ostatecznie wpakowali.
A zaczęło się od tego, że ów wspomniany człowiek okazał się mieć ten nieznośny sposób bycia, który kazał mu zwracać się do nas z pozycji człowieka elokwentnego, przy tym bardzo hałaśliwego i w swych gestach, że tak to ujmę niemal teatralnego. Mówił więc do nas ex ambona, opowiadał anegdoty, wykonywał zamaszyste gesty zajmując co raz to więcej przestrzeni - w pełnym tego słowa znaczeniu brylował. Zapuszczał się przy tym co raz bardziej w tematy trudne i trudniejsze nie widząc, że to co mu uchodziło przy sprawach błahych, przy poważnych zaczynało już drażnić zebranych, zmuszonych przez to do mniej lub bardziej dosadnej, wciąż jednak pohamowanej reakcji. I nawet gdy nas raczył treściami, że mu dżender ani pomalowane u synka paznokcie nie przeszkadzają, ktoś tam się nieznacznie tylko obruszył, reszta nie chcąc psuć Sylwestra głośniej tylko westchnęła, spuszczając solidarnie nad niepohamowanym mówcą litościwą zasłonę milczenia. Na próżno. On biorąc to najwyraźniej za oddanie pola, leciał już wszystkim co miał, nie zważając, że gości ubywa. I wtedy się zaczęło.
Poszło o to, że gdy nasz głośny mądrala, wygłosił co wiedział na wszelkie tematy, poczuł zaraz chęć by nas trochę o polityce pouczyć, właśnie. Zaczął więc od tego, że mu się to w głowie nie mieści, dlaczego ja tak zawzięcie patrzę na Rosję i stale podejrzewam, że ona tylko czeka chwili by nas napaść i wzorem przeszłych czasów ograbić i zniewolić. Tłumaczył mi tak głośno by reszta obecnych słyszała, że ja nie rozumiem współczesnych czasów i tej ekonomii, która wszystkim od dawna nowe reguły ustawia, iż taniej jest kupić niż niszczyć. I że tak właśnie do tego podchodzi Rosja, która woli mieć w nas dziś możnego klienta niż biednego parobka. Ja gdy się tylko ze zdziwienia otrząsnąłem, zacząłem mu wszystko prostować, że to co on gada jest niebezpiecznie wyjątkowe, i że gdy on nam się każe rozbrajać, w tej samej sekundzie inni pakują miliardy w czołgi i rakiety, w tym też i Rosja bez wyjątku, która Kaliningrad zrobiła już niemal twierdzą. Nic to, ten dalej swoje, ale już wyraźnie w emocjach, że Rosji taka Polska pełna ciułających grosiki biedaków do niczego w sumie nie jest potrzebna. I choć zaprzeczył tak temu co przed chwilą twierdził, ja mu dalej bez urazy kolejne z historii przykłady daję, że to dla Rosja nie jest akurat problem. I że ona już tak ma, że jak sąsiada co jakiś czas nie połknie lub go zdrowo nie poturbuje to jej się to zaraz czkawkami i rewolucjami odbija. Lecz i to na nic. On dalej o tej ekonomii, o tym, że my dla tej Rosji jako klienci bardzo jesteśmy potrzebni, i że nas w pewien sposób jej gaz wzajemnie łączy i uzależnia.

Przyznam, że się ja się już wtedy nieźle zaciąłem i zamiast iść jak reszta szukać butów i zwijać się do domu, dawaj go zacząłem nawracać. Mówię mu, że to jest właśnie piękny przykład na to, że nam ta armia jest jednak potrzebna, i gdyby nie ona, to już dawno by nas ta Rosja capnęła a ten swój gaz lała nam po cenie kosmicznej, w kosmicznych ilościach, najlepiej przez okres tak długi by z jednego do drugiego końca drogi mlecznej latawcem dolecieć. A że chciałem zbadać kto zaś, dodałem mu na deser, że jeśli o ten gaz chodzi to w sumie faktycznie bez znaczenia co my tam na poligonach chowamy, bo tak to dziś dokładnie bo kosmicznie z tym gazem w Polsce wychodzi. Wyborca Tuska się w nim na te słowa najwyraźniej ujawnił, bo się człowiek ewidentnie obraził, że ja takie "kłamstewka" w rozmowie używam. A gdy mu to od ręki w sieci pokazałem, wybrnął jak oni wszyscy, że to rzecz niesprawdzona, ale gdyby tak było to by się bardzo nie zdziwił bo Polacy już tak mają, że coś muszą ukraść,  coś sobie na boku upichcić.
Pozbierajmy ten bałagan to do kupy. Jest młody człowiek. Jest to wykształcenie i to duże miasto. Jest otwarcie na dżender i pomalowane paznokcie synka. I silna wiara, że nam armia nie potrzebna bo Rosja woli sprzedawać niż rabować. A przy tym to ślepe uwielbienie dla ekipy Tuska, która jeśli kradnie to tylko dlatego, że wszyscy Polacy to złodzieje. Czyż nie pięknie III RP tym biedakom umysły blokuje? 

Żona ma do mnie pretensję, że ja w Sylwestra o tych sprawach mówiłem. Mój tato temat uciął krótko - nie gada z człowiekiem który twierdzi, że księżyc jest z bananów. A mnie naszły zgoła takie refleksje, że to co jest na Ukrainie stać się musiało, skoro chodzą po ziemi i tacy ludzie. I zaraz też się zapytałem czy on widząc w mediach skutki takiego myślenia, choć spróbował coś zrozumieć, czy tylko wzruszył ramionami i obejrzał kolejny mecz przy piwie?

I w końcu ta myśl najciemniejsza, która chodzi za mną od tego Sylwestra, czy ci "młodzi i wykształceni", są aż tak w myśleniu zblokowani, że im się już niczego wytłumaczyć nie da? Pytam, szukając nadziei, bo w głębi duszy czuję, że tak właśnie jest. I to w stopniu na tyle głębokim, że gdyby w jakiś słoneczny poranek, tak całkiem dla zabawy tych "młodych i wykształconych" zaczął sobie Tusk łapać na ulicach a potem wieszać na ujazdowskich lampach, to oni nawet w tej dla siebie ciężkiej chwili nie umieliby powiedzieć skąd to i dlaczego? A "Wal się Kaczorze!" byłoby ostatnim, co by im z miażdżonej sznurem krtani wybrzmiało.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz