whos.amung.us

czwartek, 27 lutego 2014

Nasi mówią o Majdanie. Niedobrze.

Poprzedni wpis poświęciłem Ukrainie, pisząc dlaczego według mnie akurat tam się tak dzieje. Podobnych wpisów w ostatnim czasie przybyło całe stosy, a kolejne z pewnością są już w drodze, ale przeglądając niektóre, zdałem sobie sprawę, że wszyscy podobnie jak i ja, patrzą na te sprawy przez pryzmat warunków polityczno-gospodarczych, stosunków Ukrainy z innymi państwa, i tego jak to widzą ci co tym światem rządzą. Nikt, przynajmniej ja na taki tekst nie trafiłem, nie poświęcił swej uwagi temu co się w związku z tym w polskich mediach wyprawia. Co one nam z tych wydarzeń pokazują, i jakie ich obraz w naszych głowach budują.
 
Gdy sytuacja na Majdanie zaczęła się zaostrzać, ja przez kilka wolnych dni przebywałem na wsi. Nie mam tam póki co możliwości korzystania z sieci, więc laptop zostawiłem w domu. Jest natomiast telewizor, stary bo stary, z tak zwaną "dupą" czyli kineskopowy, ale kolorowy, a więc tak źle nie było. A że pogoda była w kratę, to spędziłem przy nim nazbyt dużo czasu.

Oglądając telewizję od czasu do czasu, a więc tak jak to robię tak na co dzień, nie mam wielkich szans by wyłapać to co w tym wolnym czasie wyłapałem - z zamysłem ułożony ciąg medialnych zdarzeń. A ślęcząc tak cały niemal dzień przed tym pudłem, w krótce miałem to wszystko jak na dłoni. I muszę to tu teraz jasno powiedzieć, że to co tam się uprawi to jest w sumie rzecz obrzydliwa. I mam tu na myśli nie tyle fakt, że oni próbują pokazać nam sprawy tak jak sami je widzą. Każdy ma jakieś poglądy, trudno więc by wbrew nim postępował. No wiec gdy oni mówią to ja się z tym nie zgadzam i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gorzej gdy ci co decydują o tym jak pewne sprawy zostaną nam pokazane, chcą to za wszelką cenę wpakować nam wręcz na chama do głowy. Jakby prawo do własnej opinii było dla czymś całkiem nie wartym uwagi. Więc forsują ten swój obraz a mnie to z każdą minutą co raz bardziej drażni, bo już po chwili jasnym jest, że oni mają nas widzów za zwykłych baranów, co to siadają przed odbiornikami by się czegoś nażreć, a w takim razie można nam przy okazji upchać trochę siana do głowy. 
 
Drugie odczucie, już tak konkretnie odnosząc się do Ukrainy, jest takie że te nasze kanały pracują jakby filie rosyjskiej telewizji. Nie ma znaczenia jaki się kanał włączy, wszędzie mówią tak "po linii", że ci co nasz odcinek na Kremlu obstawiają, na pewno śpią sobie teraz spokojnie. Bo wszystko co słucham taki mi obraz daje, że ta cała Ukraina to jedna faszystowska dziura, pełna bandziorów i wnuków Bandery, którzy zamiast chlać wódę w swych brudnych melinach wymyślili, że z nudów na ulice i zaczną je tak po prostu demolować. Przy czym mam takie wrażenie, że gdzieś tam skrada się i takie przekonanie, że jest na ten bajzel ratunek, i jeśli tylko Rosję poprosimy to ona szybko zrobi z tą bandą porządek. Tak to mi się składa jak oglądam nasze media. 
 
W praktyce wygląda to tak, jak np. w TVP Info gdzie dziennikarz kończąc wywiad z jakąś Ukrainką, puentuje, że im jest potrzebny taki Wałęsa. Od razu się przyznam, że jak słyszę to nazwisko to się strasznie zapowietrzam. Ale tym razem nie o niego chodzi ale o to czego on jest symbolem, a w obliczu ostatnich ustaleń jest on symbolem tego, że się można dogadać z władzą nad głowami tych co zaufali, w dodatku zrobić to przy wódce. Jak opowiada Gwiazda i Wyszkowski a przed śmiercią Anna Walentynowicz, Wałęsa to ktoś podrzucony do stoczni motorówką, by komuna miła tam swego lidera z którym będzie się można dogadać. Szczęściem, oni tam na Majdanie tą historię znają i dlatego Wałęsów nie mają.
Inna scena ten sam dziennikarz. Dzwoni mer Lwowa i mówi, że on jest wybrany przez naród i jemu służy, i że go teraz nie interesuje to co chce władza państwowa. Pokazuje, że się nie boi, że umie w tak niepewnej sytuacji, odważnie stanąć po jednej ze stron, w dodatku słabszej. No więc dzwoni ten człowiek, mówi o odwadze i determinacji na co nasz dziennikarz zadaje mu pytanie, czy on bierze pod uwagę, że Ukraina może się przez to podzielić? Czyż nie słusznie bierze mnie cholera? Nie twierdzę, że ten dziennikarz robi to specjalnie, on się być może nie zastanawia nad tym co plecie, ale takim gadaniem wpisuje się idealnie w politykę dezinformacyjno-propagadową Kremla. Pamiętacie co jak mantrę nam powtarzano gdy Polska żyła Smoleńskiem? Nie naciskać, nie grzebać w tym szambie, bo jak wyjdzie, że to Rosja, to będzie wojna i nas rozdepczą. Zadziałało. I to aż tak dobrze, że niektórzy latali ze zniczami pod radzieckich sołdaków pomniki. Dokładnie to samo próbuje się zrobić tym w których budzi się sympatia do ich braci walczących na Majdanie. Próbuje się im wmówić, że to jest jakaś niedobra sprawa, która się skończy wojną, masakrą, deportacją, egzekucją, wystrzeleniem w kosmos a na koniec podziałem. Tak się gasi ducha walki i podcina skrzydła. Jestem pewien, że to się wszystko pisze na Kremlu, a potem rozsyła po świecie, gdzie jedni powtarzają to z zamysłem inni z głupoty i bez odrobiny refleksji. I ten brak refleksji, chyba mnie najbardziej drażni.
 
Żeby nie było, że się dziennikarzy czepiam, choć przyznam że lubię to o polityków jeszcze zahaczę.
 
Zacznę od Ojca Wirgiliusza Komorowksiego. Jak się wszystko zaczęło, zadzwonił do Janukowycza, żeby jak zwykle udzielić parę dobrych rad a potem u nas w mediach ładnie się tym pochwalić. A że Janukowycz nie chciał z nim gadać, to zadzwonił Ojciec do telewizji gdzie bo tam wszyscy o niego telefony odbierają, i wszedł na wizję. Cierpliwie i z czułością tłumaczył nam jak dzieciom, że tego co robią Ukraińcy robić nie wolno bo jest od tego demokracja, i że ona ma narzędzia by takie problemy rozwiązywać (że niby nasza sobie poradziła), No i żeby broń Boże, nie ścigać Janukowycza bo bez niego i jego podpisów dalej ani rusz. Że włos mu z głowy spaść nie może, nawet jeśli on tych włosów ma tyle ile ludzi padło na Majdanie. Może ja mam już ostro w głowie poprzestawiane, ale on tak gada jakby czuł przez skórę, że ta fala może przyjść też do Polski. I że my zwykli ludzie też kiedyś zechcemy sięgnąć po te głowy co nasz kraj przez ostatnie lata tak nieładnie grabiły. No więc gada ten nasz Ojciec Wirgiliusz niby o Majdanie ale bardziej do nas bo mu najwyraźniej ta koszula bliżej ciała.
 
Przebić go mógł już tylko Sikorski. To jest taki ktoś kto u siebie przed domem stawia tabliczkę, że tu jest strefa zdekomunizowana, a potem wprowadza szefa rosyjskiej dyplomacji na doroczną naradę naszych dyplomatów. No więc taki ktoś, obudził się nagle z tą myślą, że cośkolwiek może i pojechał na Ukrainę. A gdy wrócił pośród medialnych trąb tryumfu niemalże z Noblem w ręku, z rozbrajającą szczerością wypalił do Olejnik, że nic nie jest pewne, że to nie od niego zależy. Taki to negocjator ten ktoś. Ale umiał skosić Ukraińców przy stole (bo zabrakło odwagi by do tłumu tak i na Majdanie), że jak się nie poddadzą to ich Janukowycz wymorduje. Taki to jest z tego ktosia negocjator pierwszej wody, naszych spraw zagranicznych minister.
 
A Tusk panie, co Tusk na to? Tusk? Też poszedł po całości, a jakże, ogłosił że uda się po radę do organizacji pozarządowych. A to te rządowe, aż tak już niewydolne? I ciekawe które to pozarządowe takie mocarze? Zrazu się Putin opamięta.
 
Wróciłem z urlopu. I już nic nie oglądam. A że ciśnienie od razu lepsze, to tak przynajmniej do weekendu. Polecam!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz