whos.amung.us

czwartek, 27 lutego 2014

Dziękuje bardzo, pani redaktor.

Obejrzałem dziś parę minut "Dzień dobry TVN".

Jakaś kobieta, nie wiem kto bo za późno włączyłem, mówiła o szkodliwości leków i substytutów na odchudzanie. Oraz o tym jak ich producenci omijają prawo.

Na co prowadząca program redaktor Jolanta Pieńkowska, pewnie chcąc się pochwalić, że jest taka sprytna, dodała od siebie, że z tym jest jak z dopalaczami. Z którymi miano walczyć, a one zeszły do podziemia, do Internetu, gdzie je teraz można spokojnie kupić. I mówi pani redaktor, że - wystarczy wyguglować sobie słowo "POOSZUUKUUJĘĘ..." ( tak mniej więcej to słowo powiedziała) i wyskoczą nam setki ofert.
Program edukacyjny dla młodzieży, czy co?
A proszę nam jeszcze powiedzieć pani redaktor, gdzie tu można kupić trawę?

Nasi mówią o Majdanie. Niedobrze.

Poprzedni wpis poświęciłem Ukrainie, pisząc dlaczego według mnie akurat tam się tak dzieje. Podobnych wpisów w ostatnim czasie przybyło całe stosy, a kolejne z pewnością są już w drodze, ale przeglądając niektóre, zdałem sobie sprawę, że wszyscy podobnie jak i ja, patrzą na te sprawy przez pryzmat warunków polityczno-gospodarczych, stosunków Ukrainy z innymi państwa, i tego jak to widzą ci co tym światem rządzą. Nikt, przynajmniej ja na taki tekst nie trafiłem, nie poświęcił swej uwagi temu co się w związku z tym w polskich mediach wyprawia. Co one nam z tych wydarzeń pokazują, i jakie ich obraz w naszych głowach budują.
 
Gdy sytuacja na Majdanie zaczęła się zaostrzać, ja przez kilka wolnych dni przebywałem na wsi. Nie mam tam póki co możliwości korzystania z sieci, więc laptop zostawiłem w domu. Jest natomiast telewizor, stary bo stary, z tak zwaną "dupą" czyli kineskopowy, ale kolorowy, a więc tak źle nie było. A że pogoda była w kratę, to spędziłem przy nim nazbyt dużo czasu.

Oglądając telewizję od czasu do czasu, a więc tak jak to robię tak na co dzień, nie mam wielkich szans by wyłapać to co w tym wolnym czasie wyłapałem - z zamysłem ułożony ciąg medialnych zdarzeń. A ślęcząc tak cały niemal dzień przed tym pudłem, w krótce miałem to wszystko jak na dłoni. I muszę to tu teraz jasno powiedzieć, że to co tam się uprawi to jest w sumie rzecz obrzydliwa. I mam tu na myśli nie tyle fakt, że oni próbują pokazać nam sprawy tak jak sami je widzą. Każdy ma jakieś poglądy, trudno więc by wbrew nim postępował. No wiec gdy oni mówią to ja się z tym nie zgadzam i wszystko jest w jak najlepszym porządku. Gorzej gdy ci co decydują o tym jak pewne sprawy zostaną nam pokazane, chcą to za wszelką cenę wpakować nam wręcz na chama do głowy. Jakby prawo do własnej opinii było dla czymś całkiem nie wartym uwagi. Więc forsują ten swój obraz a mnie to z każdą minutą co raz bardziej drażni, bo już po chwili jasnym jest, że oni mają nas widzów za zwykłych baranów, co to siadają przed odbiornikami by się czegoś nażreć, a w takim razie można nam przy okazji upchać trochę siana do głowy. 
 
Drugie odczucie, już tak konkretnie odnosząc się do Ukrainy, jest takie że te nasze kanały pracują jakby filie rosyjskiej telewizji. Nie ma znaczenia jaki się kanał włączy, wszędzie mówią tak "po linii", że ci co nasz odcinek na Kremlu obstawiają, na pewno śpią sobie teraz spokojnie. Bo wszystko co słucham taki mi obraz daje, że ta cała Ukraina to jedna faszystowska dziura, pełna bandziorów i wnuków Bandery, którzy zamiast chlać wódę w swych brudnych melinach wymyślili, że z nudów na ulice i zaczną je tak po prostu demolować. Przy czym mam takie wrażenie, że gdzieś tam skrada się i takie przekonanie, że jest na ten bajzel ratunek, i jeśli tylko Rosję poprosimy to ona szybko zrobi z tą bandą porządek. Tak to mi się składa jak oglądam nasze media. 
 
W praktyce wygląda to tak, jak np. w TVP Info gdzie dziennikarz kończąc wywiad z jakąś Ukrainką, puentuje, że im jest potrzebny taki Wałęsa. Od razu się przyznam, że jak słyszę to nazwisko to się strasznie zapowietrzam. Ale tym razem nie o niego chodzi ale o to czego on jest symbolem, a w obliczu ostatnich ustaleń jest on symbolem tego, że się można dogadać z władzą nad głowami tych co zaufali, w dodatku zrobić to przy wódce. Jak opowiada Gwiazda i Wyszkowski a przed śmiercią Anna Walentynowicz, Wałęsa to ktoś podrzucony do stoczni motorówką, by komuna miła tam swego lidera z którym będzie się można dogadać. Szczęściem, oni tam na Majdanie tą historię znają i dlatego Wałęsów nie mają.
Inna scena ten sam dziennikarz. Dzwoni mer Lwowa i mówi, że on jest wybrany przez naród i jemu służy, i że go teraz nie interesuje to co chce władza państwowa. Pokazuje, że się nie boi, że umie w tak niepewnej sytuacji, odważnie stanąć po jednej ze stron, w dodatku słabszej. No więc dzwoni ten człowiek, mówi o odwadze i determinacji na co nasz dziennikarz zadaje mu pytanie, czy on bierze pod uwagę, że Ukraina może się przez to podzielić? Czyż nie słusznie bierze mnie cholera? Nie twierdzę, że ten dziennikarz robi to specjalnie, on się być może nie zastanawia nad tym co plecie, ale takim gadaniem wpisuje się idealnie w politykę dezinformacyjno-propagadową Kremla. Pamiętacie co jak mantrę nam powtarzano gdy Polska żyła Smoleńskiem? Nie naciskać, nie grzebać w tym szambie, bo jak wyjdzie, że to Rosja, to będzie wojna i nas rozdepczą. Zadziałało. I to aż tak dobrze, że niektórzy latali ze zniczami pod radzieckich sołdaków pomniki. Dokładnie to samo próbuje się zrobić tym w których budzi się sympatia do ich braci walczących na Majdanie. Próbuje się im wmówić, że to jest jakaś niedobra sprawa, która się skończy wojną, masakrą, deportacją, egzekucją, wystrzeleniem w kosmos a na koniec podziałem. Tak się gasi ducha walki i podcina skrzydła. Jestem pewien, że to się wszystko pisze na Kremlu, a potem rozsyła po świecie, gdzie jedni powtarzają to z zamysłem inni z głupoty i bez odrobiny refleksji. I ten brak refleksji, chyba mnie najbardziej drażni.
 
Żeby nie było, że się dziennikarzy czepiam, choć przyznam że lubię to o polityków jeszcze zahaczę.
 
Zacznę od Ojca Wirgiliusza Komorowksiego. Jak się wszystko zaczęło, zadzwonił do Janukowycza, żeby jak zwykle udzielić parę dobrych rad a potem u nas w mediach ładnie się tym pochwalić. A że Janukowycz nie chciał z nim gadać, to zadzwonił Ojciec do telewizji gdzie bo tam wszyscy o niego telefony odbierają, i wszedł na wizję. Cierpliwie i z czułością tłumaczył nam jak dzieciom, że tego co robią Ukraińcy robić nie wolno bo jest od tego demokracja, i że ona ma narzędzia by takie problemy rozwiązywać (że niby nasza sobie poradziła), No i żeby broń Boże, nie ścigać Janukowycza bo bez niego i jego podpisów dalej ani rusz. Że włos mu z głowy spaść nie może, nawet jeśli on tych włosów ma tyle ile ludzi padło na Majdanie. Może ja mam już ostro w głowie poprzestawiane, ale on tak gada jakby czuł przez skórę, że ta fala może przyjść też do Polski. I że my zwykli ludzie też kiedyś zechcemy sięgnąć po te głowy co nasz kraj przez ostatnie lata tak nieładnie grabiły. No więc gada ten nasz Ojciec Wirgiliusz niby o Majdanie ale bardziej do nas bo mu najwyraźniej ta koszula bliżej ciała.
 
Przebić go mógł już tylko Sikorski. To jest taki ktoś kto u siebie przed domem stawia tabliczkę, że tu jest strefa zdekomunizowana, a potem wprowadza szefa rosyjskiej dyplomacji na doroczną naradę naszych dyplomatów. No więc taki ktoś, obudził się nagle z tą myślą, że cośkolwiek może i pojechał na Ukrainę. A gdy wrócił pośród medialnych trąb tryumfu niemalże z Noblem w ręku, z rozbrajającą szczerością wypalił do Olejnik, że nic nie jest pewne, że to nie od niego zależy. Taki to negocjator ten ktoś. Ale umiał skosić Ukraińców przy stole (bo zabrakło odwagi by do tłumu tak i na Majdanie), że jak się nie poddadzą to ich Janukowycz wymorduje. Taki to jest z tego ktosia negocjator pierwszej wody, naszych spraw zagranicznych minister.
 
A Tusk panie, co Tusk na to? Tusk? Też poszedł po całości, a jakże, ogłosił że uda się po radę do organizacji pozarządowych. A to te rządowe, aż tak już niewydolne? I ciekawe które to pozarządowe takie mocarze? Zrazu się Putin opamięta.
 
Wróciłem z urlopu. I już nic nie oglądam. A że ciśnienie od razu lepsze, to tak przynajmniej do weekendu. Polecam!

wtorek, 25 lutego 2014

Tym co piją krew Majdanu

Nic nie dzieje się bez przyczyny. Są tego wydarzenia na Ukrainie najlepszym przykładem.

Jest rok 1994, Budapeszt. Rosja, Wielka Brytania i USA podpisują memorandum. Ustalają:  Ukraina rezygnuje z posowieckiej broni atomowej, a Rosja daje gwarancje, że w stosunkach z tym krajem nie będzie używać ekonomicznych środków przymusu. Zgadzają się też, że cała ich Trójka staje się gwarantem "suwerenności i jednolitości terytorialnej Ukrainy". Od teraz to oni decydują co i jak na Ukrainie, a słowo suwerenność nabywa nowego znaczenia.

Tu jest właśnie początek Majdanu. W ugodzie, która suwerenowi wyrwała prawo samostanowienia, która wszystkie jego dobra rzuciła na tego świata targowisko.

Tą ugodę Rosja nie raz łamała, naciskając na Ukrainę gazowymi kontraktami, a Zachód oczy przymykał, bo taki jej przywilej, a bo taka jej uroda. Sami ją też złamali, pchając tą Ukrainę do Unii, a że Rosja oczu nie zwykła przemykać, gwałtownie lejce ku sobie ściągnęła i się wszystko wywróciło...

Mieli tym razem dość tej szarpaniny zwykli, szarzy ludzie, i wyszli na ulicę...

Co będzie dalej? Między bajki wsadźmy groźbę wejścia wojsk rosyjskich. By tak sobie poczynać, to już przecież Europa, trzeba mieć zgodę wspólników. Nie Czeczenia to, nie malutka Gruzja. A że wszyscy pamiętają jak tej Rosji się potem mozolnie wycofuje, to zgody takiej z pewnością nie dostanie. I tak sama wejdzie?.... jasne, z zerowym PKB na grzbiecie.

Nie da się już tak jak dawniej. Ta droga prowadzi już tylko przez wybory.

Zrazu będzie je chciała zrobić Trójka, rzecz jasna po swojemu, jak robiła poprzednie. Stąd tylu liderów i prób szybkiej ugody - w imię Majdanu rzecz jasna, tyle że za jego plecami. Ale się nie udało ni Kliczce, ni Tymoszenko na próżno z więzienia puszczonej. Nie dał się Majdan nabrać. Taki zmęczony, wciąż czujny. Wygwizdał pierwszego, a gdy ta druga mówiła tak bardzo złowieszczo milczał.

Ten gniewie i nieustępliwości to jedyna tych dzielnych ludzi szansa.

Musi się Majdan rozlać na cały kraj, Ukraino. I musi własnych wystawiać liderów. A wtedy obudzisz się jako naród, i odbierzesz prawo do samostanowienia.

Myśmy nasze miejsce na mapie tak właśnie - szablami - wycinali.  

poniedziałek, 17 lutego 2014

Jest Trwam na multipleksie. To odmieni serca milionów.

Parę dni temu Tv Trwam rozpoczęła emisję sygnału na cyfrowym multipleksie. Nie potrzeba już "talerza", ani kablówki. Wystarczy zwykła antena by usłyszeć charakterystyczne "Alleluja i do przodu".
 
To zapowiedź poważnych zmian w kraju. Gruntowych. Już mówię dlaczego?
 
Telewizor w domu ma prawie każdy nawet jeśli ogląda go mniej niż kiedyś odkąd pojawił się szybki Internet. Ma go i mimo wszystko nadal z niego korzysta, bo wciąż jest to forma najmniej wymagającej i komfortowej formy rozrywki.  I choć do niedawna ilość godzin jakie codziennie "oddawaliśmy" komputerowi wzrósł niebywale, to ciągłe upodabnianie telewizorów do komputera spowodowało, że szanse obu urządzeń w walce o nasz czas bardzo się wyrównały. W efekcie tak od strony czysto technologicznej nie ma dziś różnicy przed którym z tych urządzeń zasiądziemy. Jednak wciąż gdy chcemy coś obejrzeć, tak na poziomie całkowicie bezrefleksyjnym a więc gdy po prostu zechcemy pogapić się w migające obrazy, większość z nas nawet jeśli przed chwilą siedziało przed komputerem, ostatecznie wyląduje w wygodnym fotelu przed telewizorem, właśnie. 
 
I w tak właściwy dla naszego pokolenia sposób, zasiadają przed tym telewizorem codziennie miliony Polaków, wciąż całe ich miliony. Zmęczeni po całodziennym bieganiu z pracy do pracy czy znudzeni monotonią dnia, nie ważne - siadają na kanapie z jedzeniem lub nie, z zamiarem obejrzenia czegoś konkretnego lub nie - łapią pilot do ręki i zaczynają znany wszystkim proces skanowania zawartości poszczególnych programów tzw. "skakanie po kanałach".
 
W tej chwili w ofercie telewizji naziemnej mamy 23 kanały. To w sam raz tyle by wykonać pełny rajd po kanałach i nie zmęczyć się zanadto. W praktyce oznacza to, że każdy Polak który ma dostęp do tych kanałów, a pokrycie sygnałów jak twierdzi Ministerstwo Cyfryzacji sięga 99% terytorium kraju, zamierza czy nie, przynajmniej na chwilę włączy TV Trwam. Nie mam tu na myśli wiernych słuchaczy Radia Maryja, którzy obecność tego kanału na multipleksie "wychodzili" w licznych marszach jakie w obronie Tv Trwam  przeszły ulicami polskich miast. Mam tu na myśli dokładnie wszystkich pozostałych, a więc tych którzy widząc te marsze złorzeczyli i miotali przekleństwami, ale i tych którym te społeczne poruszenie było absolutnie obojętne. O nich tu piszę i właśnie oni będą teraz mieli możliwość wejść na ten kanał - niech będzie, że z nudów bo gdzieindziej akurat nie będzie niczego fajnego lub tylko po to żeby sobie za darmo podrwić i bezpiecznie podpatrzeć o czym te "mohery" tam gadają. Ale wejdą. Dokładnie tak to będzie. Bez względu na cel jaki będzie im przyświecał, każdy z nich wcześniej czy później wejdzie na ten kanał. A zatem zrobi coś czego nigdy wcześniej nie zrobił. I to już wystarczy. I to zmieni wszystko.
 
Bo wielu z tych którzy wejdą na ten kanał zostanie stałymi widzami. Nie od razy, rzecz jasna, nie po pierwszej wizycie. Być może po dwudziestej, a bardziej oporni po setnej ale w końcu zaczną oglądać systematycznie. Tak będzie, bo taki jest urok tej telewizji która w swym charakterze i założeniach jest odpowiedzią na najbardziej pierwotną i zakodowaną w nas potrzebę - potrzebę poszukiwania prawdy. Gdzieś tam wewnątrz nas, wciąż i zawsze tli się ta wrodzona potrzeba. I nie ważne jak ją określimy, czy jako wierzący Prawdą czy jak niewierzący "prawdą", gdzieś tam w sercu dążymy do niej bardziej lub mniej świadomie. I właśnie to pragnienie, zostanie w wielu na nowo rozbudzone. Przestanie wystarczać li tylko to czym karmią nas od lat medialni giganci. Oglądanie Tv Trwam kończy się zawsze tak samo - zaczynają się pojawiać pytania, a wraz z nimi potrzeba szukania odpowiedzi. Nowi widzowie zaczną myśleć i to wystarczy. To zmieni wszystko. 
 
Będą oni mogli informacje, które im to tej pory przekazywano o o. Rydzku, czy Radiu Maryja ale i o zjawiskach społecznych będących pokłosiem napływających do nas "zachodnich trendów cywilizacyjnych", zweryfikować, a nade wszystko spokojnie o tych sprawach posłuchać i wyrobić sobie zdanie. Zorientują się, że to co im się do tej pory kładło do głowy, niewiele ma wspólnego z prawdą. Po raz pierwszy dostaną możliwość porównania tego o czym się mówi w Polsacie, w TVN czy Gazecie Wyborczej z tym co usłyszy w TV Trwam. Zobaczą co nagłośniają ci pierwsi, a co próbują solidarnie przemilczeć. Zrozumieją, że te ataki na toruńskie środowisko to tylko i wyłącznie próba zakrzyczenia czegoś co mimo wszystko powstało, rozwinęło się i stało się alternatywnym strumieniem informacji, łamiącym monopol wielkich korporacji. Stało się alternatywą dającą nam możliwość wyboru, a to jest minimalny warunek przy którym możemy mówić o wolności.
 
Tą drogą odnowy pójdzie wielu z tych którzy zaczną choćby na chwilę i głównie z ciekawości wchodzić na kanał Tv Trwam. To się nie zrobi od razu, to jest proces i wymaga czasu. Ale gdy już się zacznie, a wejście Trwam na multipleks jest tego procesu inauguracją, nic już go powstrzymać nie zdoła. Mam tu na myśli zmianę sposób postrzegania wielu spraw w wielu polskich sercach. A to wystarczy by odmienić Polskę. Być może już w najbliższych wyborach. 

sobota, 15 lutego 2014

Co każe Owsiakowi łazić po stole?

Autor: Integrator

Dziś będzie o Owsiaku. Bo jest coraz ciekawiej.

A zaczęło się tak, że jeden z portali napisał, że Owsiak zwariował. Tak po prostu, nic więcej. Wiem jak działa ten biznes, i że te krótkie hasła mają szokować a przez to przyciągać. Nie zakładem więc, że zaraz zobaczę Owsiaka w skafandrze bezpieczeństwa albo w podobnej scenerii . Nic z tych rzeczy. Raczej czegoś niecodziennego, ale i niegroźnego.

Klikam więc na to "Owsiak zwariował" i widzę klip jak Jerzy Owsiak łazi w tych swoich czerwonych portkach na czworaka po stole. Dokładnie tak jak piszę. Autentycznie. Chodzi jak niespełna rozumu po stole, gada do siebie i szuka słoika z pieniędzmi. A wszystko dlatego, że  ktoś zwątpił w jego uczciwość i wprost o to zapytał.

Przyznam, że mnie zatkało. I nie mam tu na myśli tego łażenia po stole. Ja go już w różnych pozach widziałem więc gdyby wlazł na ten stół a potem tak dla odmiany skoczył na przykład na głowę, to ja bym wzruszyła ramionami i poszedł klikać gdzie indziej. Więc rzecz nie w pozie a przyczynie. On po prostu tak musiał i tyle. Dokładnie tak, jak musi każdy kto w świetle kamer dostaje pytanie, które trafia w sedno lub pada niebezpiecznie blisko.

Ja tu oczywiście nie twierdzę, że Owsiak buchnął jaką kasę z Orkiestry. Powtarzam, że on się zachował dokładnie tak, jak ktoś przyparty do muru, jak ktoś komu zadane pytanie wyciągnęło z głębi serca coś o czym wolałby zapomnieć, coś co chciałby ukryć przed światem, patrzącym na niego oczami kamer.  I bez względu na to czym to coś jest, taki ktoś ma do wyboru zachować zimną krew i kłamać tak, że wariograf nie drgnie a on najwyraźniej tak nie umie, lub zrobić nagły show, który odwróci wszystkich uwagę swą formą od kontekstu i treści. A to Owsiak akurat umie doskonale, wlazł więc na ten stół, na te poukładane tam darowizny i zaczął się drzeć, że ginie marka, że Polska oszalał.

http://niezalezna.pl/50586-jerzy-owsiak-zwariowal-po-uslyszeniu-trudnych-pytan-zaczal-skakac-po-stole

Proszę sobie obejrzeć to nagranie. To wszystko o czym piszę, jest do uchwycenia już na poziomie podstawowej empatii. Proszę wczuć się w ten tłum dziennikarzy, w te lampy kamer, w emocje które tam latają i wszystko staje się oczywiste - to pytanie które dostał, otarło się o coś bardzo delikatnego. Było niebezpiecznie blisko.

Więc odwraca Owsiak uwagę  i krzyczy by się od niego odczepić, bo on jak większość mieszka w bloku, płaci ZUS a jego OFE jest do niczego. I to mnie dopiero na prawdę martwi. Bo wszyscy już wiemy gdzie Owsiak mieszka, ile zarabia jego żona w Fundacji a on w spółce należącej do tej Fundacji. Wiemy też, w jak luksusowym mieszka apartamencie i nie zmieni tego cyrk jaki zrobił chodząc po tym mieszkaniu z kamerą, próbując odwrócić uwagę od samej wartości mieszkania, jego wyposażenia i wartości zgromadzonych tam sprzętów. Pretendując przy tym na intelektualistę nie tracącego czasu na lekturę nawet w tych krótkich chwilach w których go natura wysyła do miejsca postronnego. Cóż za żenująca próba wmówienia Polakom, że koń nie jest takim jak go widzimy? A przecież wystarczyło skorzystać z prawa do milczenia, zamiast brnąć dalej po uszy.

Ja oczywiście rozumiem, że takie pytania drażnią i to nie tylko Owsiaka, ale całą masę ludzi którzy mu swoje pieniądze powierzyli. Którzy mu zaufali i chcą wierzyć, że każda ich złotówka poszła tam, gdzie im mówiono. Ale że człowiek tylko człowiekiem jest, to im większe dzieło tym częściej takie pytania stawiać trzeba.
Można by snuć godzinami przypuszczenia co tak dusi Owsiaka, że on potem tylko tknięty eksploduje? Można się tylko domyślać, ale nie zdziwiłbym się gdyby tak się okazało, że zaczęły się tam kręcić służby, bo co jak co ale duża kasa od zawsze je do siebie przyciągała. A że Owsiak najzwyczajniej w świecie nie jest gotowy na takie rozgrywki to przyciśnięty do muru wybucha. Łatwiej jest też wtedy zrozumieć inne jego "nagłe" decyzje, jak jak choćby ta o porzuceniu Orkiestry. Bo nie uwierzę jak chcą media, że zrobił to bo ktoś go publicznie zapytał o uczciwość, wszak do takich "ataków" mógł się już przyzwyczaić.  I nie dlatego, że ktoś na swoim blogu podobno brzydko o nim napisał. Może to być pretekstem co najwyżej tylko, nigdy przyczyną, i Owsiak z tej furtki skorzystał. Ale że zdaje się nie ma wiele do gadania to tak szybko wrócił jak nagle zrezygnował.

Wróćmy jednak na powierzchnię. Przyjmijmy, że tu chodzi tylko o to pytanie, to o jego uczciwość. Przyjmijmy, że on jest tak uczciwy i tak delikatny, że go to do żywego boli i mu po prostu takie pytanie żyć i pracować dla dobra Orkiestry, Polski i świata całego nie pozwala. Niech i tak będzie, ale czy to coś zmienia? Nie mam pojęcia jak wyglądają finanse Orkiestry. Wiem tyle, że zbiera co roku miliony, a więc na prawdę bardzo dużo pieniędzy i że angażuje się w to co roku cała masa państwowych organizacji. A to są co najmniej dwa poważne powody dla których pytanie - czy jesteś uczciwy? - musi padać regularnie. Tak jak i regularne powinna przechodzić ta Orkiestra kontrole do wyników których dostęp mógłby mieć każdy, choćby wymagało to ich publicznej prezentacji, dokładnie takiej jaką wybrał Owsiak by ogłaszać coroczny sukces Orkiestry, a więc na bilbordach.
Orkiestra gra dalej. Za chwilę poda wyniki, będzie też czas bilansowania. To dobry moment na kolejne pytania. Ile dostaje z tego Przystanek Woodstock, bo przecież nie na kietlanie się w błocie wrzucają Polacy pieniądze dzieciakom stojącym z puszkami pod kościołem? Ile pensji dostają pracownicy Orkiestry, też w końcu z naszych pieniędzy? Ile zarabia Owsiak prezesując spółce należącej do Orkiestry, a ile zatrudniona w tej Orkiestrze jego żona? Albo czy Orkiestra płaci za czas antenowy Telewizji Polskiej, a jeśli tak to czy może ta telewizja tak robić skoro WOŚP to prywatne przedsięwzięcie? I już tak na koniec, tak tylko ode mnie i od serca czy zamiast biegać z kamerą po apartamencie, nie lepiej Panie Jurku opublikować swój PIT?

Trudno mi wymyśleć pozy jakie przyjmie Owsiak na tym stole gdy dla odmiany takie pytania usłyszy?

poniedziałek, 10 lutego 2014

Wojewódzki prawdę ci powie?

Miałem dziś trochę o Owsiaku skrobnąć ale, że niedawno Wojewódzki obraził się na Lisa to właśnie o tym teraz będzie.
 
Bo strasznie mnie takie sprawy bawią. Tak pięknie pokazują ten ich lukrowany świat, jak jest pokręcony i jak bardzo trzeba się tam mieć na baczności.
 
A poszło o to, że Kuba Wojewódzki miał wystąpić na okładce "Newsweeka" z kolegą  Lizutem, który do tego wydania zrobił z nim wywiad o chamstwie w mediach. Kto ów Lizut mniej ważne. Wystarczy tyle, że miał być na okładce, ale go Lis wykroił co tak wkurzyło Kubę, że ten dostał nagłej cholery a potem napisał o tym na Facebook'u :

"
Drogi Tomku. 

Poprosiłeś Mikołaja Lizuta oraz mnie o artykuł do Newsweeka na temat chamstwa w mediach. Napisaliśmy go.
Poprosiłeś nas o obecność na okładce. Nie budziło to mojego entuzjazmu ale zgodziliśmy sie.
Poprosiłeś nas o sesję fotograficzną. Choc to strata czasu i energii, zgodziliśmy sie.
Następnie poprosiłes mnie o to, abym jednak był na okładce sam. NIE zgodziliśmy sie.
Sesja miała charakter chaotyczny i nieprofesjonalny a kreatywność Twoich ludzi polegała głównie na pokazywaniu nam okładek innych pism amerykańskich, które chcieliście skopiować. NIE zgodziliśmy się.

Kiedy ja poprosiłem Ciebie oraz Twoich wspólpracowników o niewykorzystywanie zrobionych zdjęć, ze wzgledu na ich ewidentnie słaby poziom, zlekceważyłeś to.
Gdy opuszczałem studio fotograficzne, Twoi współpracownicy obiecali mi, że na okładce będziemy razem z Mikołajem, co dla nas miało istotne znaczenie, ze względu na start naszej wspólnej audycji w Rock Radiu. Okłamaliście nas.
Kiedy próbowaliśmy sie do Was dodzwonić, NIE odbieraliście telefonów.
Kiedy napisałem do Was, że NIE zgadzam sie na wykorzystanie zrobionej sesji. Zlekcewarzyliscie to.
Kiedy zobaczyłem projekt okładki, zdecydowanie się na nią nie zgodziłem. Zlekceważyłes to.

Tym samym potwierdziłes wszystkie negatywne opinie na swoj temat, które docierają do mnie od lat.
Pogwałciłeś standardy nie tylko dziennikarskie ale po prostu koleżeńskie. Zwykłe, ludzkie. Fajnie Ci z tym ?
Piszesz o dyktaturze przemocy. A jak nazwiesz swoje zachowanie ?
Jest mi po prostu, po ludzku przykro, choć sytuacja jest i śmieszna i żałosna zarazem.
Już kilkukrotnie wykorzystywałeś mój wizerunek na okładce Newsweeka, cynicznie i w sposób jawnie manipulatorski, na co zresztą zwracałem Ci uwagę publicznie.
Dla mnie przestałeś byc redaktorem naczelnym a stałeś się handlarzem. Małym handlarzem.

Artukuł a chamstwie w mediach zyskał dodatkowy epilog oraz nowego bohatera. Ja, pisząc o medialnych chamach, zacząłem od siebie. Może teraz czas na Ciebie ? Czy w pogoni za sprzedażą naprawde warto dymać starych kolegów ?
Z licznych linii podziałów w naszym kraju osobiscie uważam, że ta jedna jest najważniejsza. Linia podziału na takich, co mają zasady i na takich co mają je, na miarę potrzeb.
Nie wiem jak daleko w budynku wydawnictwa Ringier Axel Springer jest od redakcji Newsweeka do redakcji Faktu, ale odnoszę wrażenie, że coraz bliżej.
Ostanio Twojemu tygodnikowi spada sprzedaż. Może w tych kilku słowach znajdziesz podpowiedź, dlaczego.
Gratuluje prezentu, jaki swoim postępowaniem, podarowałeś osobiście braciom Karnowskim.

Wyjątkowo nie pozdrawiam

KW

Ps – To nie jest moje ostatnie zdane w tej sprawie.
Ps 2 - Agnieszka Fok oraz Aleksandra Karasińska – również gratuluje wysokich standardów.

"

Tak to tam u niego widnieje.
 
Zarzut manipulowania, stosowania przemocy, zwykłego chamstwa i dymania kolegów z pewnością robią wrażenie na tych, którzy przywykli oglądając ulizanego Lisa w telewizji, postrzegać go jako miłego i kulturalnego, słowem dżentelmena.
 
Ale nie w tym rzecz bo ja dla tak oczywistych zagadek nocą przed komputerem bym nie siadał. Jest w tym liście coś na prawdę ekstra niż tylko wiązanka ostrych słów wypowiadanych przez Wojewódzkiego dla ulżenia sobie, dla emocjonalnego wypróżnienia.
 
Ten list to oskarżenie i ostrzeżenie w jednym.
 
Zacznijmy od oskarżenia, jak sądzę o plagiat, przecież grzechu ciężkiego w tej branży. Wojewódzki pisze tak: "Sesja miała charakter chaotyczny i nieprofesjonalny a kreatywność Twoich ludzi polegała głównie na pokazywaniu nam okładek innych pism amerykańskich, które chcieliście skopiować. NIE zgodziliśmy się." Widzicie to? Facet pisze, że redaktor naczelny "Newsweeka", razem ze swymi kumplami siedzi sobie w tej ich redakcji, i zamiast wydusić z siebie cokolwiek nowego, coś bardziej inteligentnego niż ksiądz pedofil z różańcem w ręku, czy Kaczyński w turbanie, po prostu daje zgodę by sięgali po czyjeś, po gotowe. Tak nam to, jak rozumiem, tłumaczy Kuba Wojewódzki. 
 
Potem zieje ów Kuba nienawiścią przez kolejne linijki, aż dochodzi do post scriptum drugiego i tu czytamy: "Ps 2 - Agnieszka Fok oraz Aleksandra Karasińska – również gratuluje wysokich standardów." Być może koleżanki Kuby chciały powiedzieć, że im się takie wycinanki z okładki też nie podobają, ale rzecz zdaje się nie w tym co chciały panie, ale co chciał Kuba. A zważywszy, że jedna z pań była zastępcą Lisa a druga jest redaktorem prowadzonej przez niego gazety, a więc były bardzo blisko i widziały wszystko i niejedno, wydaje się, że Kuba dał w ten sposób Lisowi sygnał, że wie i że niedługo nieźle go  za tą okładkę trzepnie.
 
Mamy więc oskarżenie o próbę plagiatu i ostrzeżenie, że my plebs dowiemy się o tym co tam się w tym "Newsweeku" na prawdę dzieje, w jednym. Ten wór musi być pełen ciekawostek i zapowiada niejedną jeszcze potyczkę. Nie teraz, rzecz jasna, nie za tego rządu. Przyjdzie jednak czas paniki a wtedy rzuci się ta cała banda sobie do gardeł, na naszych oczach, i fajne to to nie będzie.
 
Ale przyznać muszę, że wyszła im okładka roku. Bo jak można lepiej pokazać chamstwo w mediach, niż przez takie zachowanie Lisa, niż przez takie słowa Kuby? Jakby nie było obu przecież redaktorów. Zmówili się?
 
 

poniedziałek, 3 lutego 2014

Rosja robi olimpiadę. Wszystkimi siłami. Gorzej być nie może.

Ten wpis będzie krótki. Tak krótki jak się tylko da. Bo o rzeczach oczywistych inaczej pisać nie wolno.
 
Oglądałem program, publicystyczny. Do studia przyszli ci, co to im się stale myli to co myślą z tym co im się tylko wydaje. I opowiadali, że Rosja nie "zajmie się" Ukrainą póki trwa olimpiada, argumentując, że to dla niej poważna reklama, że wydano kupę szmalu, no i że jej służby zajęte są tymi co w tej Soczi skakać będą na nartach, jeździć na łyżwach, tudzież tymi co chcieliby im w tych czynnościach przeszkodzić.

Rosja nie chce i nie może.
 
Aż cmoknąłem z zachwytu. Ciemiężycielka milionów, mięsożerna od urodzenia, przechodzi na wegetarianizm. Odpuszcza Ukrainę, wybiera medale. Prawie jak III Rzesza. Też mieli olimpiadę, w Berlinie. Też postawili na medale, aż im z tego anszlus wyszedł. A potem już pewnie siłą rozpędu Europę czołgami rozjechali.
 
Dawno i nieprawda? To może bliżej i z naszego podwórka. Pamiętacie te same studia i Smoleńsk? Jak się wtedy pocono w nich ze wzruszenia, komentując putinowskie obchody rocznicy mordów  z Katynia? Pamiętacie jak szedł ów Putin razem z Tuskiem wśród drzew, rozważając o tragicznych losach polskiej elity, bo tak to nam próbowano pokazać?
 
To ja, przepraszam, zmącę ten spokój. Najwyraźniej co innego zajmowało uwagę Putina.
więcej tu
 
Poskładajmy puzzle. Mamy ten 7 kwietnia roku 2010. Rosję chodzącą z Tuskiem po katyńskim lesie a 5 tys. km dalej na wschód przewrót w Kirgistanie. Z którym Rosja, rzecz jasna, nic wspólnego nie miała. A potem, też pewnie siłą rozpędu był jeszcze nasz 10 kwietnia...
 
Tym razem Rosja robi olimpiadę. Znów wszystkimi siłami. Dlatego odpuszcza Ukrainie...

Gorszej wiadomości dla Majdanu już chyba być nie może.