whos.amung.us

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Gdy kapitan wyrzuca załogę za burtę...

Autor: Integrator

Poprawcie mnie jeśli źle mówię, w końcu marynarzem nie jestem, ale z tego co wiem jedna z zasad honorwych ludzi morza mówi, że z tonącego okrętu ostatni zawsze schodzi kapitan. Zgoła inne zasady obowiązują tam gdzie niekoniecznie żyje się kodeksem honorowy gdzie najbezpieczniej jest spać z otwartym okiem, a kapitan to człowiek zwykle różniący się od reszty załogi wyższym stopniem bezwzględności, niezbędnej do utrzymania w ryzach podległych mu rzezimieszków. Zaczynam tekst od tych porównań bo w świetle ostatnich doniesień medialnych Magistrat Miasta Stołecznego Warszawy to najwyraźniej okręt piratów.

Nie ma się też przeto zbytnio nad czym rozwodzić bo wnioski nasuwają się same. Jeśli kapitan Gronkiewicz-Walz wychodzi przed kamery by na naszych oczach, jeden po drugim, wyrzucać za burtę swych współpracowników, to znaczy mniej więcej tyle, że ona absolutnie nie ma już nic do stracenia. Proceder trwał latami i można przyjąć, że jeśli nikt nie ruszył palcem w bucie by sprawę kamienic uregulować to tam są umoczeni absolutnie wszyscy. Przekręt na nieruchomościach warszawskich to góra lodowa o którą rozbić się może nie tylko okręt Walzowej ale i wszystkie inne pływające pod banderą Platformy. Wyloty luf pistoletów ich kapitałów przed nosem Hani albo zderzenie z górą - tak mniej więcej wygląd dziś sytuacja Prezydent m.st. Warszawy. 

Należy możliwie szybko wprowadzić do Warszawy Komisarza, wraz bowiem z wyrzucanymi za burtę mogą także wylatywać kluczowe dokumenty. Za ich niszczenie kara jest relatywnie niska a stawką w grze setki milionów złotych i nietykalności szych minionego układu.

Nie ma ani chwili do stracenia! 

środa, 24 sierpnia 2016

Albo milczenie albo kurtka na głowie

Autor: Integrator

Zawirowania wokół Trybunału Konstytucyjnego postanowiłem nie komentować i trwam w tym postanowieniu mocno. Pisałem swego czasu na łamach Tygodnika o wieloletnich zaległościach w pracach tej instytucji, podawałem także statystyki wyroków niewykonanych przez minione ekipy rządowe. To jak i fakt, że sędziowie tam zasiadający nie są wybierani przez obywateli czyni dla mnie tą instytucję niewiarygodną i zbędną. 

Dziś wyjątkowo i zaledwie poprzez te parę zdań przerywam milczenia bo niepodobna słuchać argumentów, które politycy PiS używają w mediach atakując sędziego Rzeplińskiego. Należy mu się każde słowo jakie rzucili jak cholera, ale stwierdzenie, że wypowiedział on posłuszeństwo państwu i że to co robi to pucz jest nie do przyjęcia. Bynajmniej nie dlatego, że to nieprawda, bo ja się z tą argumentacją zgadzam. Nie zgadzam się jednak z podbijaniem stawki tak wysoko tylko po to by po tak ciężkich oskarżeniach politycy PiS szli do domu jak gdyby nigdy nic. Na moje bowiem wyczucie, jeśli pada stwierdzenie, że ktoś dokonuje puczu a już szczególnie gdy twierdzi się z przekonaniem, że to sędzia wypowiada posłuszeństwo Państwu Polskiemu to nikt kto ma taką wiedzę, kto opowiada takie słowa w mediach, nie ma prawa przejść nad tym do porządku dziennego. Każdy poseł, który powtórzył przed kamerami ten zarzut powinien złożyć doniesienie do prokuratury, a odpowiednie służby powinny wyprowadzić pana Rzeplińskiego z budynku Trybunału Konstytucyjnego dokładnie tak jak to już kiedyś robił tj. z kurtką narzuconą na głowę. Nie ma innego wyjścia. Nie wolno Wam panowie posłowie psuć obyczajów i niszczyć w narodzie elementarne poczucie sprawiedliwości, co właśnie czynicie taką mową. Każdy obywatel musi wiedzieć, że jeśli ktoś łamie prawo, jeśli występuje przeciwko Państwu Polskiemu to natychmiast Państwo to za pomocą swych instytucji traktuje go zgodnie z zapisami przewidzianymi na taką okoliczność. Reasumując, albo nie wytaczajmy tak ciężkich dział, albo jeśli je wytaczamy to ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Bez wahania, bez odwrotu, aż do osiągniecia celu. A skoro już powiedzieliście '"a", to miejcie odwagę powiedzieć i "b".

Dziękuję za wejścia na stronę Tygodnika Czytelnikom z Indii i Malezji. I z paru jeszcze odległych miejsc. Cieszy mnie fakt, że Tygodnik dociera tak daleko. Zapraszam częściej.

niedziela, 21 sierpnia 2016

Bo trudno jest za jednym zamachem...

Autor: Integrator

Choćby nie wiem jak się człowiek starał, trudno jest za jednym zamachem wyrazić nagromadzone myśli. Głównie dlatego, że sprawy o których tu rozprawiamy to zdarzenia wyjątkowo dynamicznie i nawet jeśli jeszcze wczoraj wszystko wydawało się jasnym, dzień później pod naporem nowych informacji przychodzi przyznać się przed samym sobą, że wcale nie jest tak jak nam się pierwotnie wydawało. Często bywa też tak, że wraz z nowym dniem przychodzą nowe przemyślenia, które dzień wcześniej dopiero kiełkowały i ni jak nie było możliwości by je na tak wczesnym etapie przywoływać. Tak też było w przypadku dwóch tematów które tu ostatnio poruszaliśmy. Czas zatem na krótką podróż w czasie.

Chciałbym zatem parę jeszcze słów rzecz na temat tego co się dzieje w Turcji. Kiedy po raz pierwszy pisałem o fali tzw. uchodźców nie miałem najmniejszych wątpliwości, że za tym bezprecedensowym wydarzeniem stoi Rosja, która w ten to sposób uruchomiła plan destabilizowania Unii Europejskiej ale i długotrwały proces przemodelowywania sytuacji wewnętrznej w poszczególnych krajach zrzeszonych. Nie twierdzę, że Kreml nakreślił taki scenariusz od początku do końca. Wątpię by moskiewscy ludzie byli aż tak dobrzy by wpaść na pomysł wzbudzenia i przekierowania wielomilionowej, ludzkiej fali ku Europie. Jednakże wystarczyło ażeby na tym końcowym już etapie jako pierwsi zorientowali się jak wiele mogą skorzystać jeśli uczynią za pomocą swych europejskich agentur sprawę uchodźców sprawą najważniejszą dla Unii. Myślę, że tak to właśnie wyglądało no a dziś Rosja ma całkiem inną sytuację niż przed konfliktem syryjskim, kiedy to państwa Unii po raz pierwszy mniej lub bardziej konsekwentnie stanęły na przeciw niej jednym frontem.

Postawioną wówczas przeze mnie tezę o wykorzystywaniu przez Putina fali uchodźców dla własnych interesów znajdziemy dziś w większości mediów, mógłbym więc z satysfakcją powiedzieć - a nie mówiłem?! Niemniej nie czuję żadnej satysfakcji bo sytuacja jest krytyczna a ja w swej naiwności nie przypuszczałem, że to może się posunąć aż tak daleko. Wydawało mi się, że mimo wszystko liderzy państw Zachodu mają jakieś granice szaleństwa poza które nie wyścibią nosa tymczasem ewidentnie lezą w szkodę niczym kargulowa krowa. Okazuje się, że wszyscy oni dotknięci są jednakowym paraliżem części mózgu odpowiadającej za logikę, przez co jak jeden mąż bezustannie zaprzeczają zmianom jakie niesie fala uchodźców. Te zaś wyglądają dziś tak, że ISIS dzięki narzuconemu przez Unię dyrektywnemu rozlokowaniu muzułmanów w większości państw zrzeszonych mogła, zmienić styl "walki". Po niewiele wnoszących dla sprawy zamachach na obiekty państwowe czy funkcjonariuszy Państwo Islamskie dostało dzięki europejskim oszołomom piastującym decyzyjne stanowiska możliwość paraliżowania społeczeństw poprzez ataki na zwykłych obywateli. Ataki niczym nieuzasadnione, nieprzewidywalne - takie przed którymi nie da się zabezpieczyć. A tak tępa i mogąca dotknąć każdego z nas przemoc musi przecież wywołać wyjątkowy stan poczucia strachu. Dzięki unijnym jełopom ISIS nie musiała niczego planować, nie musiała nawet ruszyć palcem w bucie. To co jest złożyło się bowiem do kupy samo i jest naturalną konsekwencją nagłego zderzenia różnych cywilizacji i religii. Ludzie którzy tak nagle i tak masowo przybyli do Europy muszą czuć się obco, trudno jest im też zasymilować się ze znacznie bogatszymi społeczeństwami naszego kontynentu które żyje na stopie dla uchodźców nieosiągalnym przez kolejne lata a być może w ogóle. Dzięki operacji jakiej dokonano rękami biurokratów w sercu Europy mamy potężne masy ludzkie stanowiące idealny materiał z którego mogą czerpać ekstremiści z całego świata. W dodatku bez szczególnych nakładów finansowych. Od teraz by zostać terrorystą i siać przerażenie wystarczy obejrzeć instruktażowy film na YouTube wzywający do wyrzeczeń, no i...  kuchenny nóż. I tak jednego dnia facet wjeżdża ciężarówką w tłum plażowiczów, ktoś inny podpala wagon z pasażerami, za chwilę ktoś jeszcze inny biega z nożem po mieście. Nikt nie może być pewny jutra, wróg czy sojusznik, choćby i nawet ksiądz który dał ziemię pod meczet. Co z tym stanem rzeczy robią szefowie państw europejskich? Lezą przed kamery by kłamać w żywe oczy, że to nic zorganizowanego, że nie można tych ludzi wrzucać do jednego worka, i że są pośród uchodźców także dobrzy ludzie. Cóż, znajomy twierdzi że Merkel to głęboko zakamuflowany agent Putina. Jeśli przyjmiemy, że jak chcą historycy, prawa ręka Roosevelta to był agent Stalina, no i gdy dodamy do tego fakt, że na konto "współpracownika" Donalda Trampa popłynęły z Rosji miliony dolarów nic nie jest niewyobrażalne ani niemożliwe. Jedno jest pewne, gdy rządzą głupcy i zaprzańcy muszą nadejść czasy nieciekawe...

Miało być o Turcji  a poszło najpierw o uchodźcach. Ale tu wielu słów nie trzeba. Nie ma wątpliwości, że kierunek który objęła Turcja to efekt decyzji Unii Europejskiej, która zamiast to państwo przyciągać i stopniowo przekazywać mu standardy obowiązujące w tej części świata wymyśliła sobie, że wymusi te zasady obelgami i groźbami. Nie może też ujść naszej uwadze obłuda unijnych dyplomatów. Najpierw zlecono Turcji za trzy miliardy euro (czytaj: za gigantyczną łapówkę) blokowanie fali uchodźców - bez jakichkolwiek uwag co do ewentualnych metod - po czym gdy Turcja zabrała się do roboty podniosła się w Brukseli wrzawa świętego oburzenia. Nie inaczej swego czasu próbowano tresować Węgrów. Najpierw pastwiono się nad tym państwem długimi miesiącami, a gdy te zwróciły oczy ku Rosji zrobiono rwetes, że Orban gada z Putinem. A z kim do cholery miałyby innym gadać? Podobnie jest dziś z Turcją. Erdogan odpowiada na zaproszenie od człowieka, który chce robić interesy i nie udaje przy tym "cnotliwej Zuzanny, która nie wie o co chodzi ale wie jak się to robi" (cytat ze Znachora). W wyniku takiej a nie innej reakcji Zachodu jest też poniekąd zmuszony do układania się z bardzo groźnym sąsiadem.

Turcja to nie małe Węgry. Turcja to jest druga armia NATO a każdy kryzys tej struktury (skutecznie dziś trzymającej Putina w szachu) to bardzo niebezpieczna sytuacja. Łatwo jest wejść na złą drogę dużo gorzej jest z nie zejść, ale wciąż jest jeszcze czas by się opamiętać. To jest przesłanie dla prezydenta Turcji ale i społeczeństw Francji i Niemiec, które za chwilę pójdą do urn niosąc w swych rękach szanse odwołania ludzi, którzy spychają Europę na krawędź wojny.



piątek, 5 sierpnia 2016

Rejterada Gazety Polskiej z Woronicza

Autor: Integrator

Parę lat temu brałem udział w spotkaniu, a był to zjazd ludzi piastujących wysokie stanowiska menedżerskie, podczas którego jeden z rozmówców opisując czystki dokonywane przez Platformę Obywatelską w spółkach Skarbu Państwa skwitował fakt odwołania swojego kolegi z funkcji prezesa stwierdzeniem, że człek ów wyleciał bo... stracił czujność rewolucyjną. A że bohater tej opowieści siedział obok i szczerze uśmiechał się na wspomnienie tego wydarzenia, reszta towarzystwa też pozwoliła sobie ów żart skwitować gromkim śmiechem. Wspominam o tym bo gdy dotarła do mnie wieść o odwołaniu Jacka Kurskiego ze stanowiska prezesa Telewizji Polskiej, najpierw przypomniało mi się to zdanie właśnie, o czujności rewolucyjnej, a chwilę później zrobiło mi się zwyczajnie przykro. 

Jackowi Kurskiemu jak większości politykom można przypisać wiele, ale bez wątpienia nie można odebrać mu jednego - facet autentycznie rozmiłował się w mediach. Ja tu nie będę robił nikomu wykładów na temat jego dziennikarskiej przeszłości, bo internet w domu ma dziś prawie każdy a i umiejętność czytania większość z nas opanowała w sposób pozwalający zebrać samemu minimum informacji w dowolnym temacie. Niemniej, podkreślić to trzeba wyraźnie, Jacek Kurski zanim został politykiem był najpierw dziennikarzem. Pierwszy program prowadzony wspólnie z Walendziakiem, film Nocna zmiana, czy książka Lewy Czerwcowy niezbicie dowodzą, że media i to pod każdą postacią to jest uczucie prawdziwe i od pierwszego wejrzenia. Powie zaraz ktoś obruszony, że to za mało by zostać prezesem największej spółki medialnej. Zgoda, ja mu na to odpowiem, za mało, ale wystarczająco wiele by dać szansę poprowadzenia tego co kocha i co jak mało kto czuje. Szczególnie, że jak pokazały minione miesiące Jacek Kurski wciąż potrafi zaskakiwać...

Tak się składa, że mam na bieżący wgląd w to co się dzieje na Woronicza. Mam tam, że tak to ujmę, swoje oko i ucho przy czym co jest ważne dla nas tutaj to oko patrzy na świat w sposób bardzo krytyczny. Rozmowa z moim, niech będzie, że informatorem nie jest wcale łatwa, trudno jest bowiem rozmawiać z kimś kto co chwila zasłania się tajemnicą służbową. Niemniej ze strzępów informacji, które mu regularnie wydzieram wyłania się obraz Jacka Kurskiego, jako człowieka który bardzo umiejętnie godzi wielokrotnie krzyżujące się linie interesów różnych środowisk buszujących od lat po Woronicza. Jest też pierwszym prezesem, który Telewizję Polską próbuje zreformować w sposób pełny i systemowy, z naciskiem na systemowy. Tego oczywiście nie da się zrobić w parę miesięcy, tak jak nie da się w parę miesięcy uczynić rentowną firmę, która przez całe lata była równie systemowo niszczona. Poprzez błędne decyzje strategiczne, poprzez trudne do zaakceptowania przez człowieka myślącego umowy biznesowe podpisywane z różnego rodzaju firmami krzakami czy podejrzanymi typkami, w końcu poprzez personalnie uszczuplenie wydziałów aż po niszczenie infrastruktury. Kto nie wierzy niech spojrzy na stan techniczny budynków na Woronicza czy Placu Powstańców Warszawy. Już tylko to co uda się dostrzec zza przysłowiowego płota daje wiele do myślenia. To jest właśnie spuścizna, którą pozostawiła po sobie w pierwszej kolejności Platforma Obywatelska, choć swe brudne paluchu maczali w tym precederze także włodarze Telewizji z lat poprzednich. 

Zanim więc zaczniemy cokolwiek oceniać i komentować, musimy zdać sobie sprawę z faktu, że Telewizja Polska jest dziś w stanie bardzo głębokiego kryzysu. Trzeba być niemal szaleńcem by z własnej woli chcieć tym bałaganem zarządzać, a już na pewno szaleńcem do kwadratu by jak Kurski gorąco wierzyć, że ten bajzel da się postawić na nogi. To było trochę z przekąsem, bo wiadomo, że wszystko do się zrobić, pod warunkiem jednak, że ma się odpowiednią ilość czasu i gwarancję nietykalności w newralgicznych okresie przejściowym. Tej gwarancji niestety nie dano Kurskiemu, co gorsza nie dało mu tego komfortu własne środowisko polityczne. I to jest poważny błąd, błąd tego środowiska. 

Coś bardzo niepokojącego kłębi się w sercach członków Rady Mediów Narodowych, skoro ich pierwszą decyzją było odwołanie z człowieka, który zgodził się podjąć trudnego czyszczenia stajni Augiasza. Nie wiem jakie pojęcie o stanie Telewizji Polskiej ma pani Lichocka, ale po takim wyskoku w głowie niejednego przecież wyborcy PiSu zaczyna rodzić się poważna obawa co do kompetencji członków tej Rady. Ale i sensu jej istnienia, jeśli po parogodzinnym wysłuchaniu odwołuje ona ze stanowiska człowieka, który pośród naszego elektoratu wciąż cieszy się sławą człowieka od zadań specjalnych. Rodzi się też w głowie pisowskiego wyborcy pytanie, kto inny miałby sobie poradzić w tak trudnej sytuacji jeśli nie Kurski? Pani Lichocka? A może Pan Czabański którego nazwisko większość wyborców kojarzy dokładnie z nikim? Jaki sygnał, zwracam się tu do kierownictwa partii, chcecie Panowie w ten sposób wysłać wyborcom którzy są prawdziwymi autorami waszego sukcesu? Na jaki głęboki poziom rozczarowania chcecie ich Panowie wepchnąć, poprzez publicznie rozliczanie osobistych animozji, gdy wciąż tyle pilnych spraw do naprawienia? Czy wyrzuciliście już i rozliczyliście wszystkich funkcjonariuszy z nadania Układu, że tak ochoczo zaczynacie brać się wzajemnie za siebie? Jaki, zapytam w końcu, specjalista zechce pracować dla TVP i pomóc Kurskiemu w wyprowadzaniu spraw jeśli publicznie informuje się, że obecny prezes będzie do października a potem przyjdzie nowy, a jak nowy to zapewne i z nowymi ludźmi?

Martwi mnie coś jeszcze. Szturm środowiska Gazety Polskiej na Woronicza, a potem szybka rejterada, jest zapowiedzią bratobójczej walki jaka czeka prawą stronę gdy zabraknie Kaczyńskiego. Mam nadzieję, że prezes to widzi i jego troska o dobro kraju sięga czasów nie tylko dzisiejszych ale i przyszłych i że przygotowuje on tych najlepszych z najlepszych do zadań które jeszcze przed nami. Bo nie wszyscy nadają się do tej ciężkiej roboty. Jest pośród nas wielu miernych acz wiernych, którzy bez chwili refleksji gotowi są objąć każde stanowisko i puścić z dymem każde dzieło. Takich ludzi powinniśmy się usilnie wystrzegać. No i takich którzy chwilę po nominacji zapominają dzięki komu tam są i skąd pochodzi ich siła.

Serdecznie witam na stronach Tygodnika Czytelników z Libanu i Serbii. Przyjemnie widzieć, jak rozrasta się krąg osób zaglądających tu regularnie. Dziękuję i zapraszam częściej.

niedziela, 31 lipca 2016

Wakacyjne postękiwanie

Autor: Integrator

Spadek mojej tu aktywności to efekt bynajmniej nie braku chęci czy nawet wolnego czasu, bardziej jak sądzę wynik braku odpowiednich tematów. U sterów władzy mamy ludzi, którzy robią swoje jak należy, tego zaś co wyprawia opozycja komentować się nie da. Pomyślałem więc, że nim spadnie na nas news wart komentarza podzielę się refleksją z minionego urlopu. Cóż, większość z nas wraca z sezonowych eskapad z pustym portfelem i opalenizną, ja dodatkowo z całą masą spostrzeżeń. Dwoma muszę się podzielić od ręki.

Otóż regularnie jeżdżę nad morze. Raz latem, innym  razem we wrześniu, w miarę potrzeby pojawiam się tam także i w inne miesiące roku. Piszę to byście wiedzieli, że jak idzie o to miejsce mam tu na bieżąco aktualizowany punkt odniesienia. I oto pierwszy raz, piszę to z pełnym przekonaniem, udało mi się przy każdej wizycie nacieszyć oko plażą pełną dzieci. Może się mylę, może jest na to jakieś inne wytłumaczenie, ale najwyraźniej program 500+ działa i to wyśmienicie. Cóż, liczyć to akurat każdy z nas umie. Od kwietnia do lipca na drugie dziecko rodzice dostali 2000 złotych. Przy trójce pociech robi się z tego 4000 złotych a to już w zupełności wystarczy by opłacić najmniej tygodniowy pobyt pięcioosobowej rodziny nad morzem. No i pięknie. Pieprzone, marne, wymarzone pięćset złotych a tyle dobra. Bez kombinowania z ulgami, odliczeniami. Po prostu kasa do ręki i od razu plaże pełne dzieci. W końcu znalazł się ktoś kto zrozumiał, że rodzic, nie urzędnik, najlepiej wie co dobre dla ich dzieci.

Teraz postękam sobie. Byłem na mszy świętej, niedzielnej nad tym morze. Trochę gadam z księżmi i oni twierdza, że w zachodniej Polsce, no i północnej ciężko jest z praktykowaniem. Pewnie tak jest, trudno polemizować z ludźmi którzy na co dzień pieką ten trudny chleb. Tyle, że czas urlopu to wędrówka ludów, przelewanie się dziesiątków tysięcy Polaków ze wschodu na zachód, z południa na północ i z powrotem. W żadnym innym czasie nie spotkasz tak miarodajnie wypadkowej narodu. Ona to też, ta wypadkowa, znalazła się na "mojej mszy". Ciężki temat...

Większość przyszła w koszulkach na ramiączkach albo w sukienkach pokazujących to czym "świeci" się dziś na plażach. Spora część z nas wytatuowała się w ostatnim czasie w sposób zastanawiający, a pokłuło się różnego rodzaju żelastwem w sposób niemiłosierny. Guma w gębie to już żadna tam rzadkość niemal reguła. Nie udało mi się tylko dostrzec, czy oni tą gumę przed przyjęciem Komunii wyciągają czy mielą razem? Dzieci myślami są wszędzie tylko nie tam gdzie ciało, co większości rodzicom najwyraźniej nie przeszkadza. Moim przeszkadzało więc musiałem śpiewać i odpowiadać księdzu i robię to z przekonaniem do dziś. Ach, zapomniałbym, była pani z pieskiem. Szczęściem, bo tego bym już nie zniósł, stanęła z psiunią tuż za murem, postawiła mu miseczkę z wodą i tak sobie razem "uczestniczyły". No i oczywiście te komórki. Dziś się je bez skrępowania odbiera, żeby powiedzieć, że.... jest się na mszy. Nie pojmuję też karmienia dzieci podczas eucharystii. Zaczęło się od małych butelek z wodą, a teraz są już chrupki, widziałeł też banany. Na litośc boską, ludzie! czy wam mózgi na słońcu powysychały?

Powie mi ktoś, że nie po to się łazi na mszę by ludzi podglądać, ale uwierzcie trudno wzlecieć myślami ku niebu gdy ziemia tak silnie przyciąga. Ale gdzieś tam pomiędzy jedną modlitwą a drugą przyszła refleksja, że to czego komuna, czego Unia, czego Platforma, gender i różne liberały rozbić nie zdołały, to zniszczy w nas dobrobyt. Im więcej kasy, im mniej trosk i okazji by wznosić oczy ku górze, tym krótsza droga ku otchłani.

Ale będzie checa jeśli jako narodowi te 500+ ostatecznie nam bokiem wyjdzie...

niedziela, 17 lipca 2016

Rosyjski pucz w Turcji

Autor: Integrator

Wydarzenia w Turcji których jesteśmy świadkami nie pozwalają spokojnie wygrzewać się na plaży. Urlop urlopem ale parę zdań koniecznie trzeba napisać.

Czytelnicy regularnie zaglądający na stronę Tygodnika Solidarni mogli swego czasu przeczytać tekst w którym odniosłem się do incydentu zestrzelenia rosyjskiego samolotu przez Turcję. Pisałem wówczas, że brak reakcji ze strony Rosji jest dowodem na jej faktyczne możliwości militarne i kładzie kres przekonaniu, że Rosja zawsze odpowie zbrojnie na jakąkolwiek akcję obronną, nawet jeśli wcześniej przez nią samą sprowokowaną. Argumentowałem też, że Turcja to druga pod względem wielkości armia w NATO, a ponieważ Rosja atakuje tylko państwa słabsze lub pogrążone jak Ukraina w wewnętrznych kłopotach, będzie musiała tym razem spuścić potulnie głowę. Zdania w tej kwestii nie zmieniam, aczkolwiek ostatnie wypadki pozwalają spojrzeć na to wydarzenie trochę szerzej.

Jak wiemy prezydent Turcji w ostatnich dniach przeprosił Putina za zestrzelenie rosyjskiej maszyny. Z niedowierzaniem słuchałem tych doniesień ale sprawdziłem to w kilku źródłach i faktycznie takie słowa padły. Bardzo to biło w postawioną przeze mnie w tamtym tekście tezę, że Turcja nie musi kłaniać się Moskwie niemniej nie mając dostępu do informacji źródłowych zostało mi czekać na dalszy ciąg wydarzeń. Odpowiedź na nurtujące mnie pytanie - co zmusiło Erdogan do tak skrajnej zmiany retoryki - przyniosła nieudana próba puczu wojskowego.

Od tej chwili na sprawę zestrzelenia rosyjskiego samolotu trzeba patrzeć w dwojaki sposób. Bo też dwa scenariusze mogły mieć tu miejsce aczkolwiek oba jednakowoż mogły zmusić prezydenta Turcji do wygłoszenia oficjalnych przeprosin. Pierwszy wariant zdarzeń mógł wyglądać tak, że rosyjski samolot został zestrzelony za zgodą prezydenta który dał zielone światło wojsku na takie działania. W konsekwencji tego zdarzenia Rosja nie mogąc otwarcie wypowiedzieć wojny bardzo silnemu przeciwnikowi rozpoczęła działania destabilizacyjne na terenie Turcji, szczególnie w obrębie armii. Sygnały o nastrojach w wojsku jakie dotarły do Ergodana musiały być skrajnie niepokojące skoro zmusiły go do publicznego posypania głowy popiołem. Prezydentowi Turcji doniesiono o planach dokonania puczu jak i o tym, że stoją za tym Rosjanie. Drugi wariant zdarzeń mógł wyglądać tak, że zestrzelenie samolotu było decyzją podjętą z premedytacją w okręgach dowództwa armii ale bez wiedzy prezydenta Turcji. Działając w porozumieniu z przeciwnikami Erdogana chcieli oni w ten sposób uwikłać go w konflikt z Rosją i tym samym zyskać zagranicznego sojusznika dla rodzących się już wtedy planów dokonania zbrojnego przejęcia władzy. Jak donoszą media do grupy puczystów dołączył także pilot myśliwca który zestrzelił rosyjską maszynę. W obliczu ostatnich wydarzeń ten właśnie wariant wydaje się być bardziej prawdopodobny. Erdogan widząc co się szykuje próbował przeprosinami zyskać na czasie i zdążyć przeprowadzić czystki w armii. Okazało się jednak, że tego czasu już nie ma.

Trudno wyrokować jak było niemniej opowieści, jakoby on sam przygotował pucz by go potem zdusić i pozyskać tym samym mandat do dokonywania czystek w armii jest żałosnym bajdurzeniem. Erdogan ma władzę absolutną i zmiany w armii mógłby przeprowadzić w każdej chwili nie oglądając się na wolę narodu. Nieuzasadnioną wersją wydarzeń wydaje się być także wersja prezentowana w dzisiejszych serwisach informacyjnych, które sugerują udział Amerykanów w przygotowaniach do puczu. Tylko informacja o próbach zbliżenia Turcji z Rosją mogłaby ich pchnąć do takich działań. Pozostaje pytanie czy takowe były niemniej tak destrukcyjne działania na terenie zaprzyjaźnionego państwa (w Turcji stacjonują amerykańskie jednostki i sprzęt z głowicami jądrowymi) to rzadkość i ostateczność. Za to telefon od Putina do Erdogana w którym ten pierwszy życzy szybkiego poworotu do normalności po puczu jest bardzo wymowny. 

Według mnie Turcja, zwracam się teraz bezpośrednio do obywateli tego państwa, jest krajem wystawionym na celowe działania destabilizacyjne prowadzone z terytorium Rosji. Musicie pamiętać, że Rosja jeśli może uderzyć bezpośrednio robi to niezwłocznie a jeśli przeciwnik jest zbyt silny działania zbrojne poprzedza działaniami destabilizacyjnymi i dezinformacyjnymi, by przeciwnika odpowiedni osłabić. Tak było w przypadku Ukrainy. W przypadku gdy atakowane państwo (obecnie Turcja) należy do silnej organizacji woskowej wówczas Moskwa zadowala się pośrednim przejęciem władzy w kraju. Taki był właśnie sądzę cel nieudanego puczu. Turcja oparła się inwazji ale musicie wiedzieć, że to nie koniec knucia i destabilizowania sytuacji w waszym kraju. Także poprzez zamachy terrorystyczne przeprowadzane na waszych ulicach dokonywane z inspiracji a przynajmniej za wiedzą i cichym przyzwoleniem Putina. Tu liczy się tylko cel. Prezydent Lech Kaczyński w 2008 roku dowiedziawszy się o inwazji Rosji na Gruzję, zebrał przywódców kilku państw i wraz z nimi stanął na rynku Tibilisi zatrzymując pochód rosyjskich czołgów na stolicę tego państwa. Cztery lata później Polska mimo, że była członkiem NATO, przeżyła największą tragedię od czasu II Wojny Światowej. W wyniku wieloletnich przygotowań operacyjnych i w porozumieniu z polskimi zdrajcami, samolot w którym Prezydent leciał na obchody rocznicy upamiętniającej ludobójstwo popełnione w Katyniu przez Rosjan na Polakach, rozbił się tuż przed lądowaniem. Do dziś Rosja nie oddała nam wraku samolotu, który niszczeje specjalnie wystawiony na warunki atmosferyczne. Do dziś nie przekazała czarnych skrzynek, a do władzy w Polsce po katastrofie dopuszczono ludzi biorących wówczas bezpośredni udział w rosyjskiej grze przeciwko własnemu prezydentowi.

W 2015 roku po 8 latach grabienia resztek majtku narodowego i narzucanej nam siłą nowej odsłony polsko-rosyjskiej przyjaźni, Polska wolą wyborców znów stanęła na nogi. Nauczeni naszym doświadczeniem nie dajcie się zmanipulować ani podzielić, szczególnie przez media masowo obstawiane agenturą wpływu. Od tej roboty, od dzielenia narodu polskiego, zaczął Putin drogę do odpłacenia Lechowi Kaczyńskiemu zniewagi jakiej doznał na oczach całego świata w Tibilisi. Turcy! Bądźcie czujni i nie wierzcie Moskwie! Tylko wówczas przetrwacie. 

niedziela, 26 czerwca 2016

Brexit OK czy KO?

Autor: Integrator

W ostatnim tekście poczyniłem obietnicę, że w kolejnej odsłonie Tygodnika zajrzymy za kotarę poza którą nie ma wglądu żaden goj. Ale mamy Brexit a skoro tak to mus jest pisać o tym właśnie.

Trudno jest odnosić się do wszystkich komentarzy, do innych jak choćby tych wieszczących Europie tragedię na miarę ostatniej Wojny Światowej odnosić się nie warto. Są jednak i takie głosy do których odnieść się trzeba i to jak najszybciej. Oto bowiem pojawiła się w mediach narracja, i to już w okresie przedreferendalnym jako straszak na zwolenników wyjścia Wielkiej Brytanii z Unii, jakoby głównym beneficjentem tego scenariusza wydarzeń miała być Rosja, której szczególnie zależy na rozbiciu europejskiej solidarności. Bo jak nie ma jedności to i nie ma sankcji. To jest rzecz jasna wierutna bzdura albowiem o ile Rosja, tu zgoda, ma interes w tym by Unię zdestabilizować to już na pewno nie ma ona dziś interesu żadnego w tym by tą strukturę rozbijać. Unia Europejska w obecnym składzie i w obecnym kształcie jest tworem, który pozwala jej najsilniejszym graczom skutecznie utrzymywać w ryzach państwa pomniejsze. Taki byt jest bardzo Putinowi na rękę bo daje mu znacznie większe pole manewru niżby miał w sytuacji, gdyby musiał z każdym z tych państw rozgrywać oddzielną partię szachów. Dziś wystarczy pokątnie dogadać się z Niemcami i Francją by pozyskać korzystne dla siebie a obowiązujące w całej Unii rozwiązania. Dla zwykłych zjadaczy chleba wyłuskanie takich niuansów nie jest sprawą prostą, ale gdyby w tej kwestii chciał wypowiedzieć się ktoś ze służb dyplomatycznych tudzież sprawny analityk zapewne okazałoby się, że Rosja dzięki Unii ma w wielu sprawach z tak zwanej górki. Najprostszym tego przykładem niech będą umowy gazowe z Rosją. O ile wcześniej można było manić masy potencjałem płynącym ze wspólnie prowadzonej polityki gospodarczej o tyle od chwili gdy Stara Unia wypięła się w tej kwestii na pozostałych członków możemy stanąć w prawdzie, że europejska solidarność to mit. 

Mając tą kwestię omówioną, proponuję więc wrócić jeszcze na chwilę do Putina. Brexit jako akt który mógłby dać początek kolejnym rozstaniom z Unią, jest mu bardzo nie na rękę szczególnie w chwili gdy wszystkie swoje siły koncentruje on dziś na działaniach mających na celu zniesienie nałożonych na Rosję sankcji. W zaistniałej sytuacji, to jest pełnej konsternacji i konieczności szukania nowych rozwiązań a co za tym idzie także mozolnego reorganizowania struktur tak by zapobiec rozpadowi Unii, nikt nie będzie miał ani ochoty ani odwagi by powracać do tego jakże ważnego dla niej tematu. Świadomość tego faktu była aż nazbyt dobrze widoczna w mimice Putina zagadniętego w sprawie właśnie ogłoszonego wyniku referendum. Musiał robić dobrą minę do złej gdy ale też jak przystało na lidera państwa specjalizującego się w dezinformacji nieomieszkał ugrać przy okazji paru punktów w kwestii wizerunkowej. Przynajmniej tyle na otarcie łez. Świadom narracji jaką prowadzą media, jakoby Brexit był mu na rękę, udzielił odpowiedzi jaką zwykły udzielać organizacje terrorystyczne, którym przypisuje się zamach w przygotowaniu którego akurat tym razem nie brały udziału. Zapytany więc o stanowisko w kwestii referendum wygranego przez wyspiarskich przeciwników Unii Putin w swą wypowiedź wplótł zdanie; "myśmy w tym palców nie maczali". Czujecie to moi Państwo? Przychodzi dziennikarz i pyta co on myśli o Brexit'cie a ten zamiast powiedzieć jak wszyscy, że to dobrze albo źle mówi, że on w tym palców nie maczał. Można by powiedzieć, że na złodzieju czapka gore, czy może bardziej, że głodnemu chleb na myśli ale tym razem chodziło o zwykłe efekciarstwo. Po takiej odpowiedzi w głowach słuchaczy kołata się już tylko jedna myśl, że jednak coś musiało być na rzecz. No i że Putin może. My tu jednak wiemy swoje. Wyjście Wielkiej Brytanii to duża niedogodność dla Rosji. W historycznym układzie Wielka Brytania i reszta Europy, ta pierwsza może znacznie więcej. To nie koniec złych wieści dla Władymira. W samej Unii pod groźbą dalszych odejść do głosu dojść muszą takie państwa jak Polska. Nie będzie już woli ni mocy by badać praworządności w kraju nad Wisłą. Zaczną się za to twarde negocjacje ale i konkretne ustępstwa.

Wracając do tytułu notki KnockOut'u nie ma, jest jak najbardziej OK. Wyjście Wielkiej Brytanii ze struktur unijnych to szansa na reorganizację Unii Europejskiej w taki sposób by w końcu zaczęła przypominać Unię jaką mieli w zamyśle jej pomysłodawcy. I tu się zaczyna historyczna rola dla pisowskiej Polski. Teraz albo już nigdy!