whos.amung.us

środa, 7 grudnia 2016

Aresztowano Piniora czyli Przerywamy Wiadomości 4

Autor: Integrator

Aresztowano Józefa Piniora
Z pomocą ruszyli znani i oświeceni, padały przy tym słowa ostre i pezpardonowe, aż nagle nastała cisza. Najpierw okazało się senatora podsłuchiwali koledzy z partii, i za zgodą Prokuratora Generalnego. Poszła też fama, że dowody są aż nazbyt twarde. Na tyle twarde, że sąd zwolnił pana bohatera z aresztu do domu, mając pewność, że ów będąc na wolności śladów nie zatrze. Upada kolejna legenda III RP.

Huskowski
Bardzo ciekawie przy tym zareagował poseł Platformy, były minister cyfryzacji, Stanisław Huskowski. Tu można obejrzeć to przedziwne nagranie: http://vod.pl/programy-onetu/subiektywny-stanislaw-huskowski-online/nvcb9f2. Opowiada bowiem pan Huskowski, że Pinior to jeden z nielicznych byłych posłów europejskich, który wyszedł na tej przygodzie finansowo słabo. Ja wprawdzie nie wiem co pan Pinior robił z pieniędzmi zarobionymi w Unii ale w onetowym tekście o zarobkach europarlamentarzystów czytamy tak: "Sumując wszystkie części poselskiej pensji, ostatecznie do portfela posła PE trafia 17 tys. euro, czyli około 70 tys. zł miesięcznie. Daje to 840 tys. zł rocznie i ponad 4,2 mln zł w ciągu całej kadencji. Dla porównania zwykły poseł w Polsce zarabia około 11 tys. zł miesięcznie, czyli 132 tys. rocznie i 528 tys. w ciągu kadencji." 
Pinior był w Europarlamenie w 2004 roku, potem był senatorem RP, to w sumie 5 milionów, ale za rok 2015 złożył oświadczenie majątkowe w którym ujawnia, że posiada w gotówce 200 tys. złotych, 30 tys euro, dwa domy i dwa kredyty. Nie wiem jak można rozpuścić 5 milionów ale jak widać legenda solidarności  aż tak biedna nie jest, jak chce nam to wmówić Huskowski.

"Coś tam coś tam" Huskowskiego
Skoro poczytałem o portfelu Piniora, to dlaczego by nie o portfelu Huskowskiego. Na końcu załączonego wideo z wyraźnym rumieńcem na twarzy wyjaśnia pan poseł, że on też może być posądzony o płatną protekcję bo przecież pomaga w udzielaniu pozwoleń na budowę. Jeszcze ciekawiej rzecz wygląda w 11 minucie i 30 sekundzie nagrania, gdzie pan Huskowski twierdzi, że skoro w imieniu banków polskich występował by ubezpieczenia bankowe coś tam coś tam (dokładnie tak tłumaczy sprawę) a potem wziął w jednym z banków kredyt na mieszkanie to ktoś może powiedzieć, że on jest skorumpowany. To jest bardzo ciekawe z punktu śledczego wyznanie, bo w żadnym z jego oświadczeń majątkowych (od roku 2011 do 2015 umieszczonych na http://www.sejm.gov.pl/Sejm7.nsf/posel.xsp?id=133) nie ma ani słowa o jakimkolwiek mieszkaniu. To po pierwsze. Po drugie wykazuje dom w budowie, jak w budowie to tym bardziej w nim nie mieszka, a więc znów wraca to pytanie o mieszkanie? Po trzecie, dom który tak wytrwale od lat buduje, w zeznaniach do 2014 roku miał powierzchnię 137m2 o od 2015 roku  już 157m2. Tamten sprzedał, kupił nowy czy tym razem sobie samemu pomógł w "poszerzeniu" pierwotnego pozwolenia na budowę? W końcu 20m2 domu za ponad milion złotych to nie w kij dmuchał. No i na koniec zostaje pytanie o te banki. Huskowski mówi, że on pomagał bankom a potem wziął kredyt. Nie wiem w którym roku dokładnie pomagał, ale najpierw miał kredyty w PKO BP i w Kredyt Banku, a od roku 2015 jest już PKO BP i BZWBK. Aż prosi się sprawdzić kiedy pomagał i na jakich warunkach dostał te kredyty a także na jakich warunkach przeniósł kredyt do drugiego banku? W reszcie chciałbym wiedzieć na czym do cholery, dokładnie polegało to "coś tam coś tam"?

niedziela, 20 listopada 2016

Nowa TV nowa Tadla?

Autor: Integrator

Pamiętam, że gdy zwalniano dziennikarzy z Telewizji Polskiej, w sposób szczególny zwróciłem uwagę na Beatę Tadlę. Prezenterka napisała ładny tekst w Internecie, opatrzyła go odpowiednimi zdjęciami co w sumie stwarzało wrażenie, że odeszła osoba niezwykła. Toteż muszę się tu z niemałym wstydem przyznać, że przez ułamek chwili i ja uległem temu nastrojowi - przemknęła mi nawet przez głowę myśl - szkoda kobity. Ostatecznie jakość szczególnie nie wychylała się ze swymi poglądami, robiła swoje, no zwyczajnie była sobie aż tu nagle ktoś wymyślił, że już wystarczy i poleciała.  

Nie ma ludzi niezastąpionych, nic też nie zalega w głowie więcej niż wymusza to życie więc i myśl o Tadldzie odeszła w nieznane. I pewnie nigdy bym się nie zmuszał by pisać o niej choćby te parę zdań gdyby nie fakt, że, wróciła pani Beata na ekrany dzięki nowemu kanałowi Nowa TV. Prowadzi tam serwis informacyjny.

Pomyślałem więc, że nie zaszkodzi poczytać o tej telewizji i w końcu trochę o pani Beacie i proszę oto co znalazłem...



Bardzo to znamienne i dające wiele do myślenia, że kobieta będąca kiedyś jedną z wizytówek Telewizji Polskiej zgodziła się wziąć udział w programie w którym za jej zgodą jakiś pajac sprośnie pluł jej w twarz. Just for fun. I to jest właśnie ten styl, to jest ten poziom, to jest kawałek prawdy o ludziach którzy tak chętniej wytykali nam nasze wady, pouczali.

Decyzja o pożegnaniu Tadli była więc jak najbardziej właściwa. Dziwię się tylko, że po takim coming out'cie ktoś zechciał zrobić ją twarzą nowego kanału, nie erotycznego przecież.

Dziękuję za odwiedziny Czytelnikom z Bangladeszu. 

wtorek, 1 listopada 2016

Parę słów o tym jak zmienić ustawę.

Autor: Integrator

Regułą jest, że ilekroć pojawi się nagła potrzeba przykrycia tematów niewygodnych rzuca się w sferę publiczną oraz na pożarcie mediom temat aborcji, który niezawodnie przebija każdy problem. Ludzie wychodzą na ulice, toczą się zażarte dyskusje, zbierane są podpisy a potem kończy się jak zawsze - wszyscy rozchodzą się do domów by żyć po staremu. Tym razem było ciut inaczej i o mały włos nie zakończyło się tragedią. Albowiem nasi mocno podbili stawkę, tamci odpowiednio wcześniej spreparowali społeczny grunt, przez to przez chwilę zdawało się, że na końcu wszyscy rzucą się sobie wzajemnie do gardeł. Na szczęście widząc co się szykuje Jarosław Kaczyński wszedł na mównicę i sprawę definitywnie uciął. I zapewne na tym skończyłoby się moje zainteresowanie kolejną, nieudaną próbą zmiany ustawy aborcyjnej gdyby nie fakt, że uznał za stosowne włączyć się do gry Marek Jurek. Babstwo pyskujące do policjantów na ulicach czy Terlikowski ogłaszający swe mądrości o końcu dobrej zmiany za prawdę nie stanowią dla mnie punktu zaczepienia do dalszych rozmów. Jednakże obok słów, które padły z ust Marka Jurka tak całkiem bezrefleksyjnie to już przejść nie mogę.

Zanim jednak wprost odniosę się do tego co opowiedział dziennikarzowi Onetu, zechcę przedstawić Czytelnikom swój punkt widzenia dla problematyki aborcji. Powiem Wam też, z jakiego to powodu z czystym sumieniem popieram decyzję podjętą przez Jarosława Kaczyńskiego mimo, że jestem zadeklarowanym obrońcą życia od samej już chwili poczęcia.

Otóż tak się złożyło, że z racji koligacji rodzinnych miałem możliwość porozmawiać swego czasu na temat aborcji z osobą, która jest psychoterapeutą i która miała możliwość prowadzić zajęcia z ludźmi zmagającymi się z tzw. syndromem poaborcyjnym. Celowo używam słowa "ludźmi" bo jak się okazało na wstępie rzeczonej rozmowy, syndrom ten dotyka głównie kobiety, ale nie tylko, bo także mężczyzn którzy nakłaniali swe partnerki do popełnienia aborcji ale i tych którym nie dały one prawa głosu w tak ważnej sprawie i postawiły ich wobec faktu dokonanego. Z tego co zrozumiałem to jest tak silne przeżycie, że w przypadkach z którymi moja rozmówczyni miała styczność, absolutnie nie mogło być mowy o całkowitym wyleczeniu - zapomnieniu. Zadanie jakie sobie w takich przypadkach stawiała to przede wszystkim względne poskładanie cierpiącego człowieka by mógł na nowo funkcjonować w społeczeństwie. Są oczywiście przypadki odmienne tj. osoby po których nie widać śladu traumy jaką przeszły, a nawet takie które publicznie rozprawiają o tym co zrobiły. Jak chociaż by ta nieszczęsna Przybysz czy niedawno zmarła Czubaszek. Acz gdy zagadnąłem o to ową psycholog, stwierdziła bez wahania, że z dużą dozą prawdopodobieństwa można przyjąć, że i one zostały w jakimś stopniu dotknięte tym syndromem a to, że obnoszą się po mediach z tak intymnymi wyznaniami jest tego najlepszym przykładem. Może być to wszak jakaś forma spowiedzi, zarazem próba poradzenia sobie z emocjami, które z całych sił ukrywają. 

Bardzo ważnym aspektem naszej rozmowy był stan psychiczny kobiet w jakim się znajdowały w chwili gdy podejmowały decyzje o popełnieniu aborcji. Zgodnie z relacją pani psycholog w znakomitej większości przypadków były one do tego przymuszane osobiście przez mężczyznę lub pośrednio poprzez fakt, że na wieść o ciąży ów mężczyzna nagle znikał. Wizja samotnego wychowywania dziecka, konieczności rezygnacji ze studiów czy dobrze płatnej pracy, a nawet strach przed ludzkim osądem, wszystko to wieńczyło dzieło zniszczenia. Swoje robiło także lobby aborcyjne, taki wątek także pojawiał się podczas terapii, które poprzez kobiece magazyny a nawet odpowiednio przygotowane historie w popularnych serialach poddawały takie rozwiązanie jako najbardziej naturalne. Ja tu może teraz zrobię pewnego rodzaju nadinterpretację tego co chciała mi powiedzieć pani psycholog, ale być może czas już pomyśleć o przyjęciu nowego sposobu postrzegania sprawy. Otóż może właściwie będzie uznać, że wiele kobiet podejmujących decyzje o zabiciu nienarodzonego dziecka jest w takim stanie psychicznym, implikowanym przez czynnik zewnętrzne, który nie pozwala im działać w sposób całkowicie wolny i poprawny. Bo o stanie niepełnej świadomości co do skutków jakie zrodzi jej czyn to już mówić możemy w kategoriach niemal pewnika. Mówiąc bardziej obrazowo, w wielu przypadkach aborcji możemy mieć do czynienia z czynem popełnianym przez osobę działającą pod wpływem rozciągniętego w czasie afektu.  

W obliczu powyższych faktów, zapis pojawiający się w projekcie ustawy antyaborcyjnej autorstwa Ordo Iuris mówiący o karaniu więzieniem kobiet, które dokonały aborcji, wydaje się niemal nieludzki. W takim układzie po raz kolejny uderzonoby w kobietę, która i tak już przeszła swoje, w pewnym sensie jest pierwszą ofiarą dokonanej przez siebie zbrodni aborcji. Z niepojętych dla mnie powodów zaproponowano w ustawie by psychicznie złamanego człowieka ostatecznie dobić jeszcze karą więzienia. Jak dla mnie sytuacja absolutnie nie do przyjęcia. Proszę zauważyć, że nawet Kościół Katolicki po wielu latach potępiania samobójców, włącznie za zakazem asysty księdza przy ich pogrzebie, w obliczu nowych faktów już nie ocenia tak jednoznacznie tych nieszczęśników. Z tego co wiem zaczęto przychylać się do stanowiska, że człowiek, który jest w stanie pokonać instynkt samozachowawczy i odebrać sobie życie jest w jakimś stopniu niepoczytalny i ubezwłasnowolniony kondycją psychiczną w jakiej się znajduje, a zatem nie może w pełni odpowiadać za swój czyn. Per analogia, uważam, że należy przyjąć iż kobieta, która łamie niemniej silny instynkt macierzyński, który co do zasady każe jej chronić dziecko za wszelką cenę, jest w podobnie ekstremalnej kondycji psychicznej. Przez co i tu należy przyjąć inny poziom świadomości oraz inny stopień odpowiedzialności za uczynione w takim stanie zło.   

I to jest dobry moment by powrócić do Marka Jurka. Jak dobrze pamiętam, także za pierwszego PiS polityk ten bardzo stanowczo postawił sprawę zmiany ustawy aborcyjnej a ponieważ partia nie zagłosowała jak chciał Jurek, ten odszedł z jej szeregów. Wielu komentatorów przyjmuje za początek rozpadu tamtej koalicji akcję Kamińskiego przeciwko Lepperowi, ja zaś osobiście upatruję jej pierwszą zapowiedź w decyzji Marka Jurka. Jak wiemy ostatecznie doszło do upadku rządu i oddania Polski w ręce ludzi, którzy ją przez kolejne lata złupili a na arenie międzynarodowej rzucili na kolana. Marek Jurek niestety z tej trudnej dla nas wszystkich lekcji nie wyniósł absolutnie żadnych wniosków. Dziś po raz kolejny występuje przeciwko partii, która jako jedyna gwarantuje zachowanie minimum ochrony życia a nadto jeszcze głośno deklaruje wolę wyeliminowania najczęściej w Polsce stosowanej aborcji tj. z powodów czysto eugenicznych. Patrząc na statystyki pokazujące przyczyny aborcji dokonywanych w Polsce w ostatnich latach widać jak na dłoni, że ponad 90% z nich dokonywana jest właśnie z tego powodu, a rok 2015 to już prawie tylko eugenika. Proszę oto jak wyglądają te statystyki od chwili wprowadzenia ustawy: 


Już tylko zmiana tego zapisu ratowałaby życie tysiącom dzieci rocznie ale to najwidoczniej dla Marka Jurka wciąż za mało. Satysfakcjonującym go rozwiązaniem jak można wnioskować z wywiadu udzielonego Onetowi, jest tylko pełna ochrona życia, z powodu braku której postanowił po raz kolejny i jak przed laty zaatakować koalicjanta. Co ciekawe, w tym samym wywiadzie Marek Jurek wykazuje pełną świadomość faktu, że Unia Europejska przyjęła już oficjalnie kierunek postępowania w którym do praw człowieka zalicza się także prawo do aborcji. Ma świadomość europoseł Jurek, że przy takim nastawieniu świata, jeśli PiS zostanie odsunięty od władzy to na jego miejsce przyjdą ludzie, którzy postawią sobie za cel by te ponad 90% aborcji popełnionych w efekcie dokonanych badań prenatalnych było wykonywane na życzenie. Tak chcą feministki, tak chce Unia, tak chcą lobbyści koncernów farmakologicznych promujących aborcję tymczasem Marek Jurek wymyślił, że w ramach inauguracji swego członkostwa w komitecie wykonawczym inicjatywy "Jeden z nas" uderzy w rząd Prawa i Sprawiedliwości. Rząd, którego stanowisko w kwestii aborcji jest w skali europejskiej ewenementem. 

Sprawa jest na tyle ważne, że nie chciałbym tym razem kończyć li tylko na narzekaniu i krytyce, nawet jeśli uzasadnionej. Proponuję by siły jakie drzemią w obrońcach życia nie trwonić na wewnętrzne spory i zrzucanie odpowiedzialności za nieudaną zmianę prawa aborcyjnego. Ważne co zrobimy z tą nauką dalej. Trzeba więc nam w pierwszej kolejności odejść od sztampowego podejścia do sprawy. To jest, jak myślę, największy błąd ostatniej próby. Założono, że skoro mamy rząd i prezydenta to wystarczy przesłać projekt a reszta pójdzie z automatu. Jak widać projekty prowadzić należy od fazy pomysłu aż do wykonania. Po drugie wzorem organizacji proaborcyjnych należy działania zmierzające do zmiany ustawy skoordynować z innymi podobnymi organizacjami, trzeba zacząć też budować zaplecze prawno-finansowe. Na stronach Ordo Iuris znajdujemy informację, że udziela ono wsparcia prawnego dla osób zaangażowanych w obronę życia. To bardzo cenna pomoc. Niemniej ważne jest wsparcie finansowanie i na ten aspekt działalności ruchów pro-life powinien akcent położyć właśnie Marek Jurek, choćby z racji możliwości jakie posiada jako poseł a od niedawna członek zarządu "One of us". Organizacja ta działa w końcu przy Parlamencie Europejskim, gdzie udziela się dotacji bardzo przecież różnym organizacjom. Jestem także pewien, że tak jak aborcjoniści mają swojego Sorosa tak i my możemy pozyskać zacnych a majętnych ludzi, którzy zechcieliby wesprzeć życie. Niezależnie należy rozpocząć kampanie medialne i społeczne, które pozwolą zwykłym obywatelom spojrzeć na to trudne zagadnienie bez wątpliwości i obaw, że stając po stronie życia mogliby kogoś skrzywdzić. Z jednej stron trzeba więc dawać odpór kłamstwom jakie lobby aborcyjne promuje w liberalnych mediach, z drugiej strony trzeba budować mechanizmy, które dadzą kobietom poczucie bezpieczeństwa w razie gdyby podjęły decyzję o urodzeniu dziecka, także w charakterze matki samotnie wychowującej dziecko. Mam nadzieję, że o takich właśnie działaniach mówiła pani Premier, bo ostatnia próba zmiany ustawy pokazała niestety, że tego o czym tu piszę nie ma. Poszliśmy na żywioł, i bez oglądania się na stan świadomości polskiego społeczeństwa poddawanego przez ostatnie lata silnej indoktrynacji światopoglądowej. Rzuciliśmy mu na stół propozycję tak skrajną, że dobrze iż skończyło się li tylko na protestach. Tylko w moim miejscu pracy, by móc wciąć udział w czarnym proteście, urlop wzięły trzy kobiet otwarcie przy tym głosząc, że idą powstrzymać szaleńców, którzy chcą zapełniać wiezienia kobietami. I zamiast produkować głupkowate komentarze jakoby kobiety źle zrozumiały przesłanie, apeluję, byśmy przestali mataczyć, uderzyli się w końcu w pierś, i pogodzili się z faktem, że tym razem to akurat przesłanie zostało źle przygotowane a projekt w tak drastycznej formie nigdy nie powinien był być poddany pod głosowanie. Pycha, pamiętajcie o tym na przyszłość panowie posłowie, to najpierwszy grzech na liście grzechów ciężkich. 

Nie bez znaczenia będzie także przedefiniowanie znaczenia badań prenatalnych, które dziś straciły znamiona wczesnych badań profilaktycznych a służą jedynie jako narzędzie do wczesnego wykrywania wad płodu a potem jego eliminacji. Bardzo dobrze pokazuje to zamieszczona powyżej tabela. W tym miejscu powraca pamięć rozmowy z inną moją znajomą, której przed laty zdiagnozowano podczas takich badań wadę płodu. To jest osoba bardzo wierząca więc o aborcji od początku nie mogło być mowy, aczkolwiek udała się do kliniki do której skierował ją szpital. Miała tam uzyskać bardziej dokładne wyniki badań w zamian czego już w drzwiach dostała ulotkę jak przygotować się do zabiegu usunięcia ciąży. Przez dziewięć miesięcy szykowała się na narodziny chorego dziecka, tym czasem urodził się całkowicie zdrowy chłopczyk, co lekarz skwitował stwierdzeniem, że badania nigdy nie są stuprocentowe i zawsze obarczone prawdopodobieństwem błędu. Znajoma przy kolejnej ciąży odpuściła sobie badania prenatalne, kolejne dziecko także urodziło się zdrowe, niemniej poprzez ten przykład trzeba pamiętać, że pośród dzieci zabitych w wyniku wykrycia "prawdopodobnych" wad, są także te zdrowe, acz źle zdiagnozowane.   

Głównie od podjęcia powyższych działań zależy czy w Polsce będzie funkcjonowała sprawna, instytucjonalna ochrona życia. Ale by tak się stało, działacze pro-life w tym politycy prawicy muszą zacząć od przeorientowania swojego spojrzenia na problem aborcji. Póki co tak bardzo skupili się wszyscy na dziecku, że zapomnieli o matce. Zapomnieli o tym, że jeśli przede wszystkim ona będzie objęta odpowiednią opieką to nie ulegnie podszeptom nieodpowiedzialnych mężczyzn, nie podniesie też ręki na swe dziecko z powodów finansowych - nawet jeśli będzie chore. Apeluję więc o zintensyfikowanie opieki nad kobietami w ciąży ale i matkami samotnie wychowującymi dzieci. Nie odrywajmy dziecka o matki. Obie te istoty trzeba traktować jako jedno, złożone ciało, tak w sensie medycznym, prawnym jak i społecznym. Jeśli ochronimy kobietę, kolebkę życia, to ona już najlepiej będzie wiedziała jak ochronić swoje dziecko.  

czwartek, 27 października 2016

Przerywamy Wiadomości 3

Autor: Integrator

Niezapomniane 5 minut
Natalia Przybysz ogłosiła, że jakiś czas temu pojechała na Słowację popełnić aborcję. Wszystko, jak sama twierdzi, trwało zaledwie 5 minut a potem poczuła ulgę. Ja oczywiście nie mam podstaw by jej nie wierzyć, bo fakt, że trzeba się poddać zabiegowi, podczas którego wszystko może się zdarzyć, już sam w sobie powoduje napięcie po ustąpieniu którego człowiek musi poczuć ulgę. Ale też nie wątpię, a publiczne wystąpienia p. Przybysz jest najlepszym tego dowodem, że ona te pięć minut zapamiętała bardzo dobrze i będzie je pamiętała już do końca. Będzie nosiła w sobie każda sekundę z tych pięciu minut, nie wyłączając koloru rolet gabinetu w którym zostawiła swoje dziecko. I niestety próba zakrzyczenia wyrzutów sumienia niewiele pomoże, choćby tą swoją opowieść powtarzała na każdym kolejnym marszu. 

Ataki na cudzoziemców
Oto małolat wszedł do baru z kebabami i nawymyślał siedzącemu tam Turkowi. Cóż począć? Podobnych imbecyli nie mało jest i w innych krajach za to Uniwersytet w Toruniu jest jedyny w swoim rodzaju. Władze uczelni poruszone falą nienawiści jaka własnie zalewa Polskę postanowiły przydzielić opiekunów studiującym cudzoziemcom. Chciałbym więc widzieć jak się ten pomysł będzie kształtował w praktyce? Czy ten opiekun będzie jadł i spał z cudzoziemcem, słowem będzie jego cieniem, czy może tylko będzie odprowadzał obcokrajowca z uczelni do domu a jak ten zechce wieczorem wyjść po zakupy to już na własne ryzyko? A tak już na poważnie, szkoda, że TVN która z takim zaangażowaniem relacjonuje rozkwit rzekomej polskiej nietolerancji nie widzi jak skutecznie przyczyniła się do rozbudzania złych emocji w takich małolatach jak ten z baru. Nie gdzie indziej przecież jak w "Faktach" przez parę tygodni pompowano temat nienawiści do Polaków mieszkających na Wyspach. Tak było czy coś pomieszałem?

Wałęsa kończy kontrakt z KODem
Nie ma już w kraju polityka, który częściej niż Wałęsa zmieniałby barwy klubowe. Przejść dla Wałęsy z prawa na lewo by wzywać do pałowania strajkujących to nie problem. Jak i z antyunijnego obozu Libertas do obozu zwolenników Unii, czy tam z KODu na powrót do współpracy z Platformą. Jarosław Kaczyński podobno zagadnięty kiedyś o Wałęsę odpowiedział, żeby dać mu spokój bo on jest ofiarą przemian. Wielkoduszne to podejście acz z obowiązku muszę wskazać miejsce którego nie dotknęło nasze komentatorskie ciało. Jak bowiem wiemy Wałęsa swą współpracę z Libertas tłumaczył trudną sytuacją finansową. Wyszło, że Wałęsa jest do wynajęcia i nie wiem czy i w przypadku KODu nie mamy do czynienia z jakimś rodzajem kontraktu? Przedwczoraj mówiąc o swej rezygnacji ze współpracy z KODem wysypał się, że "zostało jeszcze jakieś 8 spotkań" ale i że "być może będzie to przedłużone". No całkiem jakby o kontrakcie gadał. Da się to jakoś prześwietlić? Swoją drogą "Nie chcem ale muszem" - to wciąż prześladujące go fatum. No i "dla chleba, Panie dla chleba", także.

Zmowa reklamowa
Chciałem tu sobie zrobić tzw. przerwę na reklamę i sprawdzić coś w telewizorni, ale się niespodziewanie okazało, że tak się nieładnie telewizje zgadały, że wszystkie jednym czasie puszczają reklamy. Oglądasz coś na Polsacie gdy tu nagle bach reklamy. Lecisz sprawdzić co na TVN a tu... reklamy. TVPlus? Tu to samo. Krajowa Rado Radiofonii i Telewizji, można li tak?

Dzień po
"Dzień po" tym jak gruchnęła informacja o planowanym powstaniu komisji ds weryfikacji reprywatyzacji warszawskich kamienic Hanna Gronkiewicz-Walz złożyła doniesienie do prokuratury, co by nie było na własny urząd, o możliwości popełnienia przestępstwa. Czy potrzeba nam więcej dowodów? Jak się nie mylę, to zarząd komisaryczny nie może działać dłużej niż dwa lata. Proponuję zatem poczekać kiedy będzie równo dwa lata do wyborów samorządowych i "dzień po" tej dacie wprowadzić komisarza.

piątek, 21 października 2016

Polscy artyści to.... nie Amelia.

Autor: Integrator

Jakoś to w tygodniu było i załapałem się na zaledwie parę sekund wieczornych Wiadomości ale wystarczyło bym złapał temat a potem w wolnej chwili znalazł sobie w sieci co trzeba. Chodzi o relację z protestu artystów przeciwko, jeśli dobrze zrozumiałem, zamordyzmowi jaki rząd chce wprowadzać do świata sztuki.

Jest piątek wieczór i bynajmniej nie zamierzam robić z tego zagadnienia doktoratu ale drąży mi głowę myśl, którą muszę się z Czytelnikami Tygodnika podzielić. Patrzę więc na tych ludzi wykrzykujących coś pod Pałacem Kultury, tego dyrektora teatru któremu nie pozwolono pokazywać pornografii a który porównuje Kaczyńskiego do Bieruta i zastanawiam się ilu z nas w ogóle wie kim są ci ludzie? Gdyby tak pokazać ich facjaty większości z nas, a choćby i samym Warszawiakom zatrzymany na ulicy, większość zapewne albo nie miała by pojęcia jak się jegomość nazywa, albo odpowiadałaby w stylu... y to ten, no ten co grał tego, no jak mu tam było, co grał z tym z Czterdziestolatka. Można zatem spokojnie powiedzieć, że ludzie ci, artyści panie kochany, istnieją w świadomości powszechnej w stopniu nijakim a za parę lat gdy nastanie nowe pokolenie aktorów, nikt nie będzie miał pojęcia kto to taki ten Materna, Malajkat  czy Machalica. Swoją drogą znamienne, że poza tymi nazwiskami innych znanych twarzy nie odnotowałem. Najwyraźniej wolność słowa wolnością słowa ale nie aż tak żeby się narażać...

No dobrze mamy tych paru zaledwie symbolicznych Malajkatów których niewielu z nas jest w stanie poprawnie nazwać czy w ogóle opisać z drugiej strony nie ma to najmniejszego znaczenia czy zapytamy profesora czy zalanego w trupa żula ugniatającego trawnik pod Pałacem, każdy z nich będzie wiedział kto z kolei jest ten Jarosław Kaczyński. Na pewno będzie też wiedział jak wygląda. A zatem pełna rozpoznawalność i obecność w świadomości powszechnej, zapewne także tej przeszłej tj. archiwalnej, którą zwykliśmy nazywać historią.

No dobrze to wiemy już z kim tu mamy do czynienia ale to jeszcze nie wszystko co w tej materii musimy sobie powiedzieć. Jest jeszcze kwestia warsztatu jaki prezentują ludzie zgromadzeni pod tak szczytnymi hasłami w okolicach Pałacu imieniem Stalina. Otóż jak Czytelnikom wiadomo nie mam najlepszego zdania o naszych aktorach. Uważam, że są nijacy, jednopłaszczyznowi i nie potrafią w większości zagrać swej roli w sposób który pozwoliłby zapomnieć o tożsamości osoby odgrywającej rolę. W dodatku większość swoją pozycję zawdzięcza nie talentowi a towarzyskim relacjom, tudzież nachalnemu podlizywaniu się każdemu kto mógłby pomóc wdrapać się na scenę lub wskoczyć przed kamerę. I oto oddany powyższym myślom wchodzę na youtuba a tam...:


Niesamowite prawda? Jakieś dziecko za pomocą zaledwie amatorskiej kamery robi show, zarazem wspina się na poziom, który dla artystów bełkoczących coś o Bierucie i wolności słowa jest zwyczajnie nieosiągalny. A więc pełna nędza. I to jest właśnie to. To jest wszystko co my sobie dziś możemy powiedzieć o naszych artystach.

Niech więc tam sobie marzną, najlepiej cyklicznie jeśli taka wola. Ja tym czasem zapraszam raz jeszcze na wyżyny. Całkiem za darmo. Bez biletów, bez reklam, bez gaży. Panie i Panowie - Amelia!

niedziela, 16 października 2016

Przerywamy Wiadomości 2

Autor: Integrator

Dziś kolejna odsłona krótkich komentarzy do wybranych wydarzeń minionego tygodnia. Jeśli ta forma opisywania politycznej rzeczywistości w naszym kraju będzie cieszył się dużym zainteresowaniem, postaram się by Przerwania Wiadomości czy jak to mówią Amerykanie, Breaking News, pojawiały się w miarę możliwości częściej. Zatem Przerywamy Wiadomości...

Polska poza cywilizacją Zachodu
Komisja Wenecka wydała kolejną "obiektywną" opinię na temat Polski. Tym razem na jej posiedzeniu nie było przedstawiciela polskiego rządu co Platforma Obywatelska ogłosiła aktem ostatecznego przejścia Polski do świata barbarzyńców. Izrael dla odmiany zawiesił jakąkolwiek współpracę z UNESCO. Pytanie do polityków Platformy - a do jakiego świata przeszli w ten sposób Żydzi? 

Pierwsza wielka afera PiSu
Platforma Obywatelska głosem Sławomira Neumanna odstąpienie przez PiS od negocjacji z Francuzami ws Caracali nazwała "Pierwszą wielka aferą rządu Beaty Szydło". I chce komisji śledczej. Faktycznie podejrzana sprawa. Kolacji PO-PSL miała ich po roku rządzenia kilkanaście a tu zaledwie pierwsza. Sam ten fakt tylko jest już podejrzany i w zupełności uzasadnia konieczność powołania komisji śledczej.  A tak na poważnie, to bardzo symboliczne, że PO aferą nazywa sprzeciw rządu wobec faktu kupowania śmigłowców za podwójną cenę, i troskę o miejsca pracy w polskich zakładach. Już wiem dlaczego ci którzy wysprzedawali przez ostatnie osiem lat resztki majątku narodowego, wyłudzali kamienice i spotykali się na cmentarzach byli przez Układ tak dzielnie chronieni. Według alfabetu Platformy... wszyscy oni działali dla dobra kraju.

Uchodźca Tusk
Donald Tusk poskarżył się w Niemczech, że jest wrogiem publicznym numer jeden dla obecnego rządu w Polsce. Mówił to z nieskrywaną nadzieją, że Niemcy uronią łzę a następnie namaszczą go na drugą kadencję Przewodniczącego Komisji Europejskiej. Ot na złość Kaczyńskiemu. Ja na miejscu Tuska bym się nie pierniczył i od razu wystąpił o azyl polityczny. Wszak człowiek, który zagrał z Putinem przeciwko własnemu prezydentowi szczęścia w kraju już nie znajdzie.

Majątki bandziorów
Zbigniew Ziobro wprowadza regulacje pozwalające odbierać majątek przestępcom, którzy pozyskali go w sposób niezgodny z prawem. Nawet jeśli przepisali go na członka rodziny. W końcu! Gdyby regulację tą wprowadzono u progu demokratycznych przemian w Polsce, zapewne wiele fortun III RP nigdy by nie powstało. Ale w parze z zaproponowanymi zmianami powinna iść także regulacja, która zabraniałaby dożywotnio zakładać firmy o charakterze finansowym osobom mającym na koncie malwersacje finansowe a na długie lata uniemożliwiała zasiadanie im we władzach jakichkolwiek spółek. Już tylko tyle uniemożliwiłoby powstanie firmy AmberGold.

Reżyser
Zmarł Andrzej Wajda. Większość pamięta go jako reżysera. Ja zapamiętam jako człowieka który podposał się pod listem otwarty opublikowan po Smoleńsku.  Przerwał nim narodową zadumę i dał sygnał do bolszewickiej nagonki na Lecha Kaczyńskiego. Zapamiętam go też jako człowieka, który miesiąc po katastrofie wzywał nas byśmy w geście solidarności z Rosjanami składali znicze na grobach żołnierzy Armii Czerwonej. Tych którzy na swych bagnetach nieśli śmierć, zniewolenie, komunizm, i masowo gwałcili Polki. Zamiast filmem, a był jednym z niewielu którym komuna dała prawo ich kręcenia, zajął się polityką. I choć nie uszanował świętego w polskiej tradycji okresu żałoby po prezydencie Lechu Kaczyńskim ja mu tego oszczędzę. Kończę zatem.  Niech spoczywa tam gdzie trafił.

poniedziałek, 10 października 2016

Caracale czyli czym się różni PiS od PO?

Autor: Integrator

Przypuszczam, że wrzask jaki się w Polsce wytwarza przy okazji każdej decyzji podejmowanej przez ten rząd z czasem spowoduje skutek odwrotny od zamierzonego. I już nawet nie chodzi o to, że przy tak bezprecedensowym nawale niczym nie maskowanej dezinformacji w końcu nawet najmniej zorientowany obywatel, zrozumie że coś tu jest nie tak. Bardziej idzie o to, że to bezustanne bicie w dzwony czy jak kto woli walenie w bębny w końcu jednym znudzi się, innych rozdrażni. W efekcie, ufam w to bardzo, wyślemy przy okazji najbliższych wyborów to całe towarzystwo na zieloną trawę by móc już całkiem na spokojnie przez kolejne cztery lata meblować wymarzone "mieszkanie+", za "500+" zwiedzać z dzieciakami Polskę, może założyć własną firmę i wystartować w nieskręconym przetargu.

Osobiście wolałbym jednak by ludzie takie decyzje podejmowali świadomie stąd dziś będzie o francuskich caracalach. To dobry przykład by pokazać różnice w sposobie podejścia do spraw najważniejszych władzy poprzedniej i obecnej. Po tym krótkim kursie nikt nie powinien mieć już żadnych wątpliwości, że to kolesiostwo, które wprost z salonów wyleciało koczować na ulice pod namiotami powinno tam zostać na wieki. A zatem...

Jak nam wiadomo Polska odstąpiła od negocjacji z Francuzami w sprawie zakupu śmigłowców o wcześniej wspomnianej nazwie. Rozmowy trwały rok a Francuzi, nie ma co do tego żadnych wątpliwości, przedłużali je z premedytacją wiedząc, że śmigłowce, które Polska posiada z powodu poważnego zużycia będą lada chwila wycofane z użycia. Próbowali zatem doprowadzić do sytuacji w której polski rząd stanąłby pod ścianą a wówczas negocjacje polegałyby na dyktowaniu Polsce warunków korzystnych tylko dla jednej strony. To, zważywszy na fakt, że francuska firma stoi na krawędzi upadłości, mogło wydawać się grą bardzo ryzykowną niemniej strona francuska posiadała asa w rękawie, zdawało się nie do pobici w ówczesnych warunkach politycznych. Ja o tym już kiedyś pisałem, ale dziś wydaje się to jeszcze bardziej prawdopodobne. Pytałem więc w jednym z tekstów jaki koszt zapłaciliśmy jako państwo, jakie ustępstwa podjął rząd PO, że szefowie państw starej Unii pozwolili Tuskowi objąć stanowisko Przewodniczącego Rady Europy? Myślę, że nasi europosłowie i dyplomaci bez problemów przygotowaliby taką listę. Wystarczy bowiem przejrzeć kontrakty z firmami tych państw, przyjrzeć się decyzjom o wsparciu finansowym czy dyplomatycznym jaki rząd Platformy Obywatelskiej dokonywał w ostatnich paru latach a wysłanie listu gończego za Tuskiem będzie tylko formalnością. Myślę, że służby powinny także zbadać wątek ewentualnego zaangażowania się posła Kierwińskiego w pomyślny przebieg kontraktu na Caracale. Jeśli prawdą jest, jak chcą media, że pracował przed laty w Airbusie to siłą rzeczy mógł być naturalnym punktem zaczepienia dla lobbystów tego koncernu. Czy była taka propozycja a jeśli tak to jaka była odpowiedź? To są pytania, które Michał Kamiński z pewnością powinien zdać swoim ludziom. Tymczasem idźmy dalej. Francuzi przedłużali negocjacje pewni, że każdy dzień zwłoki działa na ich korzyść, gdy nagle okazało się, że nie przewidzieli najgorszego. Tak jak Platforma była pewna zwycięstwa w nadchodzących wyborach, tak samo pewni swych kontraktów byli wszyscy którzy z jej rozdawnictwa obficie korzystali. Nieoczekiwana zmiana ról na polskiej scenie politycznej zabolała nie tylko Francuzów, a reakcja ich prezydenta jest pięknym dowodem na to, że nagonka na ten rząd, wspomagana jest także przez ośrodki zagraniczne, które na propolskiej polityce PiS tracą, na przykładzie tych tylko śmigłowców, miliardy euro.

Ale kolejne informacje napływające z mediów pokazują coś jeszcze. Proszę zauważyć, że mimo iż kontrakt nie został podpisany to jednak Airbus rozpoczął prace nad pierwszymi egzemplarzami co niezbicie wskazuje, że Francuzi mieli pewność, że ten kontrakt dostaną bez względu na wszystko. Nikt nie rozpoczyna produkcji, nie ponosi kosztów jeśli nie ma pewności, że dostanie zlecenie, że te koszty zwrócą mu się z nawiązką, prawda? Francuzi bezsprzecznie wiedzieli. Pozostaje dowiedzieć się, kto dał im taką gwarancję? - i tu znów czynię ukłon w stronę ministra Kamińskiego. Inna rzecz, że prace nad pierwszymi modelami śmigłowców, rozpoczęte przed podpisaniem umowy jednocześnie potwierdzają doniesienia o słabej kondycji spółki. Airbus Helicopters, by nie ciąć zatrudnienia, rozpoczęło produkcje nie czekając na umowę z polskim rządem. Rozpoczęto produkcje na podstawie zapewnienia przekazanego im przez wysokiego przedstawiciela rządu Platformy Obywatelskiej, co gorsza na kredyt. To stawia firmę w jeszcze gorszym położeniu finansowym niż przed rozpoczęciem produkcji, jest też bezpośrednią przyczyną owej nerwowości po stronie francuskiej którą obserwujemy, jednakowoż po stronie obecnej opozycji. Nie trudno się dziwić. Nie udał się deal, w dodatku co mniej uważni zostawili po sobie odciski palców. 

Dziś władzę w Polsce sprawuje opcja, która nie zwykła negocjować na kolanach ani kupczyć interesem kraju. Najwyraźniej nie mieści się to w małych głowach posłów Platformy Obywatelskiej, którzy bardziej troszczą się o utrzymanie miejsc pracy we francuskich fabrykach niż losem pracowników polskich przedsiębiorstw. W sukurs tej mentalności śpieszą liberalne media i aż prosi się tu zacytować tekst umieszczony na stronie tvn24.pl gdzie autor dokonuje akrobatycznego wysiłku by odwrócić uwagę od faktu, że Airbus Helicopters zamierzało sprzedać Polakom te same śmigłowce po cenie dwukrotnie wyższej niż Kuwejtowi. Śmiechem napawa tłumaczenie jakie znajdujemy w powyższym tekście, jakoby różnica w cenie wynikała z faktu, że Polska poza śmigłowcami zamówiła w tej cenie usługi dodatkowe jak szkolenia pilotów, czy serwis. Zaledwie akapit dalej bowiem autor tekstu zaprzecza sobie twierdząc, że Kuwejt też takie usługi zamówił. Proszę smakujcie dowoli: " Kuwejt też zamówił w ramach swojego kontraktu "wsparcie i usługi", ale nie wiadomo, jakie konkretnie i ile kosztujące. Można więc przyjąć, że za pojedynczy śmigłowiec Kuwejtczycy płacą też mniej niż 150 mln złotych. Nie wiadomo jednak, ile konkretnie, ponieważ szczegóły kontraktu nie zostały ujawnione. (http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiata,2/kuwejt-kupuje-caracale-dwa-razy-taniej-niz-polska-wyjasnienie,667672.html)". Nie ukrywam, że ja w ostatnim czasie mam duży problem ze zrozumieniem bełkotu jaki uprawiają liberalne media ale jeśli ktoś lubi wyzwania niechże czyta. Jeszcze piękniej wykłada się niejaki Jerzy Aleksandrowicz, którego Onet przedstawia jako eksperta ds bezpieczeństwa, a który dla tego portalu komentuje sprawę w te słowy, cytuję: "... w mojej ocenie obecna sytuacja wpływie na wzrost kosztów przyszłych programów zbrojeniowych gdyż dostawcy uzbrojenia, know-how i nowych technologii będą kalkulowani ceny uwzględniając wyższy stopień ryzyka politycznego w Polsce". Dalej zaś dowodzi, że przerwanie negocjacji zagrozi wszystkim korzystającym z Bałtyku, w tym przede wszystkim marynarzom... Wybaczcie, że tu przerwę ale nie da się tego słuchać. To są kompromitujące bzdury, i trudno mi szukać przyczyn dla których człowiek z tytułem mecenasa decyduje się wygłaszać takie rzeczy publicznie. Wie o tym z pewnością pan specjalista, że ryzyko porażki w negocjacjach to stała i nierozerwalna część tej trudnej sztuki, przy czym zrywanie rozmów, przedłużanie, wykorzystywanie przepisów lub luk w prawie państwa z którym się pertraktuje to norma. Robią nam to nawet nasi sojusznicy, że wspomnę tylko sławny przypadek kiedy to Amerykanie próbowali przedłużać negocjacje wiedząc, że jeśli MON nie wyda pieniędzy do końca roku będzie musiał zwrócić je do państwowej kasy. A zatem mamy tu piękny przykład rzetelności liberalnych mediów, i poziomu przywoływanych przez nie speców.

Reasumując, taka a nie inna decyzja rządu PiS były jak najbardziej zasadna. Wskazana była także dlatego, że tak głośna sprawa z pewnością przeleciała przez globalne media z prędkością błyskawicy i została odnotowana tam gdzie trzeba. Ośrodki odpowiedzialne za kierunki rozwoju spraw globalnych zrozumiały, że Polska wraca do gry a kto tego szybko nie przyswoi, zaliczy porażkę wizerunkową podobną tej która stała się udziałem Francji. To jest też jak sądzę bezpośrednia przyczyna przesunięcia przyjazdu ich prezydenta do kraju na Wisłą, któremu całkiem niedawno Jacques Chirac słowami "Polska straciła szansę by siedzieć cicho" wyznaczył rolę popychadła Europy. Niespodziewanie Polska oddała policzek z którym paru panów znad Sekwany będzie musiało sobie jakoś poradzić. Zrozumiałym jest, że w takiej sytuacji przyjazd do Polski ustawiałby prezydenta Hollande w pozycji bardzo niekomfortowej. Musiałby bowiem odnieść się do tej sprawy już na pierwszej konferencji prasowej zaraz po wylądowaniu, z pełną świadomością faktu, że bez względu na to czy będzie się ciskał ze złości czy grzecznie prosił, niczego już nie wskóra. Mówiąc wprost zaliczyłby kolejny policzek a na to ludzie pracujący nad jego wizerunkiem pozwolić nie mogą wszak wybory prezydenckie we Francji za pasem. Oczywiście Francuzi będą próbowali wpłynąć na decyzję polskiego rządu pośrednimi sposobami, ale koniec końcem będzie musieli pogodzić się z porażką. Niezależnie w trosce o dopełnienie paru jeszcze innych kontraktów Hollande z pewnością Warszawę odwiedzi.

Tymczasem wbrew strachom jakich pełno w sieci Polska z pewnością nie cofa się o rok w procesie pozyskiwania nowych śmigłowców. Przeciwnie. Teraz wszystko powinni przyspieszyć. Zgodnie z zapisami ustawy Prawo Zamówień Publicznych w sytuacjach wyjątkowych a już szczególnie gdy idzie o sprawy związane z obronnością kraju MON może udzielić zamówienia publicznego z wolnej ręki. Miejmy więc nadzieję, że to będzie początek wielomiliardowych zleceń dla polskich przedsiębiorstw zbrojeniowych i impuls dla rozwoju polskiej myśli technicznej.

Z przyjemnością witam Czytelników z Pakistanu. Cieszy niezmiernie fakt, że Tygodnik Solidarni dociera w tak egzotyczne miejsca.... no przynajmniej z punktu widzenia człowieka znad Wisły :) Pozdrawiam i zapraszam częściej!